VII Niedziela Zwykła, A; (Kpł 19, 1-2. 17-18); (Ps 103 (102), 1b-2. 3-4. 8 i 10. 12-13); (1 Kor 3, 16-23); Aklamacja (1 J 2, 5); (Mt 5, 38-48); Winnica 23 lutego 2020.
Naród Wybrany po wyjściu z niewoli egipskiej, w czasie swej wędrówki dotarł do góry Synaj. Tam Możesz wszedł na górę i wrócił z tablicami dziesięciu przykazań.
Ewangelia Mateusza, po relacji z narodzin Jezusa, z jego chrztu w Jordanie i kuszenia na pustyni, opisuje początek Jego publicznej działalności.
Jaki to początek? Znowu góra! Jezus wychodzi na górę. Tam, na górze, naucza i ta nauka przynosi ludziom nowe prawo. Jezus przytacza stare i na jego tle ustanawia nowe.
Powtarza się jak refren fraza: „słyszeliście, że powiedziano… a Ja wam powiadam”.
To nowe prawo nie jest w kontrze, nie jest unieważnieniem, zaprzeczeniem.
To jest rozwinięcie, podniesienie, wejście na wyższy poziom – młodzież by powiedziała „kolejny level w grze”.
Jezus chce czegoś więcej. Chce, by chrześcijanie czymś się na tle tego świata wyróżnili.
Dzisiejszą Ewangelię, będącą właśnie fragmentem kazaniem na górze, Jezus kończy słowami: „Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?” (Mt 5,46-47)
I dodaje: „Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski.” (Mt 5,48)
Czasami kratki konfesjonału słyszą przysłowiowe wręcz wyznanie: „nikogo nie zabiłem, niczego nie ukradłem, nikogo nie podpaliłem”.
Naprawdę wzruszające. Z tym tylko, czy to jest w ogóle chrześcijaństwo? Cóż to szczególnego i godnego zachwytu, że nie sięgasz po cudzą własność? Cóż takiego niezwykłego i osobliwego, że nie podpaliłeś sąsiada i nie utłukłeś go?
Chrześcijaństwo to coś więcej, to wyższy poziom, to wyższy level.
I mało kto na niego wchodzi.
Najczęściej wystarczy to „nikogo nie zabiłem, niczego nie ukradłem, nikogo nie podpaliłem” i dumny jestem z tego, i niech się wszyscy, proboszcz, papież i Pan Bóg, od… czepią ode mnie.
To będzie bardzo smutne kazanie.
Są takie dwie cechy Kościoła, które razem decydują o tym, czy kościół jest rzeczywiście Kościołem, czy też to tylko kolorowy i mylący szyld, kryjący kółko wzajemnej adoracji.
Jedna cecha to misyjność, to niesienie Ewangelii tym, którzy jej nie znają lub nią nie żyją, odeszli od niej.
Niech nikt jednak nie myśli, że 5 złotych złożone na tacę w jakąś niedzielę misyjną to wypełnienie misyjnego obowiązku. Przypomnę, że mamy wejść na wyższy poziom, kolejny level.
Powiem bardzo prosto. Nie patrz przez lunetę na Afrykę. Rozejrzyj się wokół. Czy znasz ludzi, których określa się mianem „nie naprzykrzają się Panu Bogu”? Znasz na pewno! Czy znasz takich ludzi, masz w swojej rodzinie, w sąsiedztwie, którzy bardzo słabo praktykują, wręcz zaniechali jakichkolwiek religijnych praktyk? Znasz na pewno!
Na pewno znasz! Pełno ich wokół i coraz ich więcej.
No i co z tym robisz? W czym konkretnie wyraża się twoja troska o nich? W jaki sposób niesiesz im Ewangelię? W jaki sposób, dzięki tobie, mają oni tę Ewangelię poznać albo do niej wrócić?
Nie chodzi o nachalne mędzenie, żeby ktoś poszedł do kościoła. Chodzi o dawanie świadectwa potęgi i atrakcyjności wiary, atrakcyjności Jezusa. Chodzi o troskę, zaangażowanie i pomoc. Chodzi o gorliwą modlitwę za nimi, chodzi o post i inne umartwienia.
Chodzi o płacz, że ludzie obok idą na potępienie.
Co z tym robisz?
Dokładnie te same pytania zadaję sobie. I ogarnia mnie wstyd i zażenowanie. I poczucie własnej beznadziejności, bo ja nic nie robię.
Co byście powiedzieli, gdybyście którejś niedzieli przyszli do kościoła a tu na drzwiach tablica „nieczynne”? Drzwi zamknięte.
Szok i niedowierzanie? Niedziela a kościół zamknięty? Nieczynne?
Powiem tak, bracie i siostro, możesz JUŻ budować w sobie szok i niedowierzanie. Bo naprawdę Kościół JUŻ jest nieczynny, on naprawdę nie działa, zepsuł się.
Kościół istnieje dla niesienia Ewangelii. Jeśli nie niesie Ewangelii to jest bez sensu.
To żadna pociecha, że wszędzie tak jest, że w całej Polsce, że nie jesteśmy wyjątkiem.
To żadna pociecha, że nie zabijasz, nie podpalasz i nie kradniesz. Nie na tym polega bycie chrześcijaninem. Trzeba czegoś więcej.
Druga cecha Kościoła, związana naturalnie z pierwszą, to wzrost. Żywy, młody organizm rośnie, wzrasta, wzmacnia się. Jeśli człowiek przestał rosnąć, przestał wzrastać, wzmacniać się, to znaczy, że już bliżej niż dalej. Starzejemy się i umieramy.
Czy nasz Kościół rośnie? Czy nasza Parafia rośnie? Czy wzmacnia się? Dojrzewa?
A może raczej kurczy się i zwija?
Więcej ludzi na Mszach Świętych czy mniej? Więcej kleryków w seminarium czy mniej? Więcej księży czy mniej?
I odpowiedź – mniej, mniej, mniej.
Korzystajcie z luksusów – macie pięć Mszy Świętych i dwóch księży, ale to tylko kwestia czasu. Jak Kościół dalej się będzie tak zwijał jak obecnie, to za dwadzieścia lat staruszka proboszcza będziecie pchali na wózku do ołtarza, by odprawił dwie Msze Święte. Na więcej nie będzie mieć sił i nie będzie potrzeby.
Za czterdzieści lat będzie raz w miesiącu dojeżdżał na Mszę Świętą ksiądz z Pułtuska. I będzie ogarniał ostatnią grupę staruszek. I odprawiał im pogrzeby.
To naprawdę jest ten kierunek. Czy tego nie widzicie? Czy dobrze wam z tym?
I albo przyjdzie otrzeźwienie, przebudzenie, nawrócenie nas wszystkich, albo będzie koniec. Ostatni gasi światło.
Nie trzeba prześladować Kościoła, sam się kompromituje, ośmiesza i zwija. Trzeba tylko odrobinę cierpliwości.
Tak, to smutne, to bolesne.
Jeśli mam do kogoś żal, to do samego siebie.
To jest bardzo smutne kazanie. Chcę jednak nie głosić rozpaczy tylko nadzieję.
Może nie jest jeszcze za późno? Może jeszcze się uda? Tylko przestańmy się bawić w Kościół. Wyjdźmy z tego naszego samozachwytu i samowystarczalności.
Mamy nieść Ewangelię i mamy rosnąć. To jest droga Kościoła.
Kościół to wspólnota wiernych. Kościół to każdy z was. Nie opierajcie swojej wiary na księżach i biskupach, bo będzie to opieranie się na zmurszałych deskach.
Opierajcie swoją wiarę na swojej osobistej relacji, więzi z Jezusem. To jest korzeń, to jest fundament, to jest prawdziwe oparcie.
Kościół przetrwa, ale nie będą to tłumy. Raczej jednostki, raczej małe grupy, raczej pojedyncze rodziny, dla których wiara pozostanie czymś ważnym.
Wybór należy do ciebie.
Czy pozwolisz tlić się jeszcze jakiś czas, póki cię ktoś lub coś nie dogasi?
Czy też rozpalisz swoją gorliwość i będziesz ciągle dorzucał do ognia?
Świat kusić będzie wieloma przyjemnościami i składać będzie wielkie obietnice. Wiem o tym, sam im ulegam.
Jednak nie zatarta jest we mnie pamięć największego szczęścia jakiego doświadczyłem w życiu.
Miałem wtedy siedemnaście lat i przeżyłem swoje nawrócenie, i poszedłem do spowiedzi.
Najszczęśliwsza chwila mojego życia była, gdy od tej spowiedzi wracałem. Byłem szczęśliwy z dwóch powodów – Jezus jest przy mnie i przebaczone są mi moje grzechy.
Jezus może być przy tobie i Jezus może przebaczyć ci grzechy.
Kto ci da więcej?
Wybór należy do ciebie.
Kościół, by był godzien swojej nazwy, musi nieść Dobrą Nowinę i musi rosnąć.
Kościół to ty. Ty i ja musimy ponieść Dobrą Nowinę. Ty i ja musimy rosnąć w Bogu. Amen.
***
Jest jeszcze trzecia cecha. O niej za tydzień.

Przeczytałeś? Skomentuj!
Poniżej wyraź swoją opinię, zapytaj, dodaj swoje uwagi. Pomoże to zwiększyć zasięg tego wpisu a odwiedzających przekona o wartości. Polemik w komentarzach nie prowadzę, proszę to uszanować.





Bardzo poruszające i inspirujące kazanie.
Dziękuję za nie, bo budzi z uśpienia w przekonaniu, że wystawanie odrobinę ponad przeciętność to już wszystko na co mnie stać i wystarcza.
Dziękuję, bo skłania ono nie tylko do tego abym uderzył się w piersi przyznając się do zaniedbania apostolstwa lecz także otwiera na perspektywę wielkich rzeczy, do których Pan Bóg nas powołał i przeznaczył.
Dlaczego Kościół jest smutny? Smutny od dawna.
Bo się zwija!
Gdyby zacznie się rozwijać, będzie radosny.
Zgadzam się.
My także stajemy się smutni i przygnębieni, gdy nie realizujemy planów, do których zostaliśmy powołani.
Zupełnie jak bogaty młodzieniec, który odszedł smutny, gdy Pan Jezus zaprosił go do wyjścia ponad zachowywanie przykazań.
ale jak głosić ? swoim postępowaniem ?-tak wiem… ale co dalej, dziś czyha na nas tyle zasadzek, ze czasami trudno się pogodzić ze słowami „jeżeli ktoś uderzy cię w policzek nadstaw i drugi” jeżeli ktoś chce od ciebie płaszcz daj mu drugi…. i tu nasuwa mi się pytanie o niektóre fundacje – chociażby wielka orkiestra – dawać na nią czy nie być miłosiernym??? , – człowiek żyje w bardzo trudnych wyborach, i wciąż musi jakby walczyć aby nie być naiwnym – Pan Jezus , też mówił plamie żmijowe itd. . Kazanie czytałam jednym tchem i wracałam i wracałam jeszcze raz – bo porusza
Witam serdecznie,
rzeczywiście kazanie jest smutne ale diagnoza prawdziwa. Jeszcze do tego można dodać niepotrzebne uwikłanie Kościoła w politykę które nie służy ani niesieniu dobrej nowiny ani jego rozwojowi. Polityka to brud, który przylepia się do Kościoła i trudno będzie go zmyć. Dziękuję za kolejne mądre (przemyślane) kazanie. Z Panem Bogiem.
Czy rzeczywiście „polityka to brud”? To jeden ze stereotypów, któremu chrześcijanie powinni starać się dawać odpór. Politykę tworzą ludzie. Nie wolno generalizować. Czy sądzisz, Marku, że człowiekowi funkcjonującemu w polityce będzie przyjemnie gdy przeczyta, że realizuje się w brudzie? Kościół nie powinien się angażować w politykę nie z obawy, że się ubrudzi. Chrześcijanin idący do polityki też nie. On ma próbować realizować politykę wolną od brudu.
Nie ma polityki wolnej od brudu.
Dzięki, za te słowa. Ja stale o tym myślę … myślę … i jakoś się kończy na myśleniu
Kiedyś myślałam że potrafię przyprowadzić kogoś do KOŚCIOŁA a teraz tylko myślę żeby przeze nie nikt się nie odwrócił Szczęść Boże
Szczęść Boże, to jest smutna prawda o której ksiądz mówi, nawet w rodzinie katolickiej są ośmieszane osoby , które częściej chodzą do kościoła ( w tygodniu) , odmawiają różaniec – a co ty świętą chcesz być? Jaki to przykład dla dzieci?Smutno mi Boże.
Można coś uszczknąć do kazania?
Proszę uszczkąć sadzonkę
Szczęść Boże, już dawno naszła mnie refleksja jak bardzo trudno być chrześcijaninem. Refleksja wynikała z faktu, że jak chcę sobie ułatwić swoje chrześcijaństwo, to obiektywnie patrząc przestaje to być chrześcijaństwem. Subiektywnie , to tak jestem gorliwy, wierzący i praktykujący. A w ten piątek czytanie z listu św. Jakuba o wierze i uczynkach, i strzelisty rachunek sumienia, i moja wina, moja wina, i trzeba iść dalej, droga jest jedna.
Witam księże
Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus
Wielkie dzięki za trafne słowo
Z Panem Bogiem
Ps. Czy mogę te treści wykorzystać na spotkaniu
Pozdrawiam
Oczywiście
Wiara umacnia się, gdy jest przekazywana. To korzyść dla głoszacego, nie przymus czy jakaś kalkulacja, żeby w przyszłości kościół nie był zamknięty. Z bliskiej relacji z Bogiem rodzi się „przymus” znaczy chęć głoszenia dobrej nowiny to jak odkrycie Ameryki czy faktu, ziemia krąży dookoła słońca tego nie da się przemilczeć. Czyżby nam chrześcijanom brakowało żywej relacji z Bogiem? Bo skoro nie ma w nas żaru wołania: Bóg jest pośród nas, Bóg kocha nas I przemienia nas?! A może zbyt mocno wszystko chcemy robić po swojemu i brak nam pełnego zaufania?
Pozdrawiam Barbara