Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, A; (Dz 1, 1-11); (Ps 47 (46), 2-3. 6-7. 8-9); (Ef 1, 17-23); Aklamacja (Mt 28, 19. 20); (Mt 28, 16-20); Winnica 21 maja 2023.
Za dwa lata w naszej Winnicy zaczną się misje. A dokładnie będzie to czwarty dzień misji, bo te zaczną się dokładnie 18 maja 2025 roku.
W tym pierwszym zdaniu kazania tkwi jednak pewien fałsz. A może nie tyle fałsz co problem i słabość.
Chodzi o „zaczną się misje”. Skoro się zaczną, to znaczy, że ich nie ma. Skoro się zaczną, to może i się skończą. A to nie tak ma być.
Co prawda misje mają swój początek, ale nigdy się nie skończą. A jak się skończą, to równo ze skończeniem świata. Kościół cały czas powinien być misyjny.
W Uroczystość Wniebowstąpienia mamy inaugurację misji.
„Dana Mi jest wszelka władza w niebie i na ziemi. Idźcie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego. Uczcie je zachowywać wszystko, co wam przykazałem. A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata.” (Mt 28,19b-20)
„Gdy Duch Święty zstąpi na was, otrzymacie Jego moc i będziecie moimi świadkami w Jerozolimie i w całej Judei, i w Samarii, i aż po krańce ziemi.” (Dz 1,8)
Wtedy zaczęła się misja – czyli posłanie do świata. Gdyby tego wezwania nie podjęto, to kłaniałbyś się Światowidowi, słońcu i piorunom, albo uznał, że ważne jest tylko to co widzisz i możesz dotknąć.
Podjęto jednak misyjne wezwanie i sztafecie pokoleń przyniesiono wiarę na nasze ziemie. Od ośmiuset lat głoszona jest ewangelia w Winnicy, od pięciuset pięćdziesięciu lat w murach tego kościoła.
Rzecz w tym, że nie wolno się zatrzymać. Trzeba wiarę zanieść dalej, trzeba ją przekazać, trzeba być jej świadkiem.
Płomień wiary rozpala się, gdy jest przekazywany. Gdy niosący pochodnię zatrzymują się, płomień przygasa, kopci, gaśnie.
Za dwa lata będą misje. To nie może być tak, że proboszcz zorganizuje misje, zaprosi parafian, jedni przyjdą, drudzy nie… i finał.
Żeby misje miały sens, zwłaszcza w dzisiejszych czasach, to muszą to być nasze misje i nasza współodpowiedzialność za te misje.
Jak ta odpowiedzialność ma się realizować? W różny sposób! Dzisiaj dotknę tylko dwóch spraw.
Pierwszy, najważniejszy i fundamentalny przejaw naszej współodpowiedzialności to nasza modlitwa, modlitwa za parafię, za wszystkich, którzy tutaj żyją. Jeśli kogoś można w tej modlitwie wyróżnić to najbardziej tych, którym najbardziej nie po drodze do kościoła.
Wiara to nie tylko twoja relacja do Boga – ty i Bóg, Bóg i ty. Wiara to wszyscy ludzie wokół ciebie. To twoja rodzina, twoi sąsiedzi, twoja wioska, twoi znajomi.
Musimy zdawać sobie sprawę, że większość osób mieszkająca na terenie naszej parafii to nominalni wierzący, czyli wierzący tylko z nazwy, z księgi metrykalnej, kartoteki parafialnej.
Jeśli nie porzucili oni jeszcze zupełnie religijnych praktyk, to bardzo je zaniedbali. Zaniedbali osobistą modlitwę, zaniedbali spowiedź, niedzielną Mszę Świętą.
Tak, wpuszczą księdza po kolędzie i pójdą do kancelarii po pogrzeb, gdy ktoś umrze, ale ich codzienność jest codziennością bez Boga.
A codzienność bez Boga to cierpienie, smutek, żal i bezsens.
Nie ulegajmy też złudzeniu, że wszyscy praktykujący wiarę robią to dobrze. Nie znamy ludzkiej duszy, ludzkiego serca. Nie znany ukrytej intencji. Różne mogą być motywy przyjścia do kościoła. Nie zawsze będą one właściwe i duchowe.
A kto stoi niech baczy by nie upadł. Wszystkim potrzebna jest wiara, jej rozbudzanie, umacnianie. Wszystkich należy otoczyć modlitwą.
Jedno ważne dopowiedzenie… Mi nie chodzi o przekonanie was do modlitwy za parafię, ale o coś innego. Chodzi o widzenie i kochanie. Chciałbym, byśmy dostrzegli ludzi i ich potrzeby, ich cierpienie, często samotność. I chciałbym byśmy ich kochali. Tak autentycznie, z serca.
I jeśli zobaczysz człowieka, i pokochasz człowieka, to nie trzeba ci będzie mówić – módl się za niego. Sam zaczniesz się modlić, z potrzeby serca.
Modlitwa jest fundamentem. Fundament jest ważny, ale to dopiero początek. Na tym fundamencie trzeba budować. Trzeba pójść dalej.
Misje oznaczają posłanie. Trzeba, by do każdego dorosłego w tej parafii przyszedł ktoś, kto go zaprosi na misje.
Ktoś powie teraz albo pomyśli – niech zaprosi ksiądz w czasie kolędy.
Zgoda, przyjdzie i zaprosi, ale czy mamy świadomość, że ksiądz na kolędzie spotyka się może z połową dorosłych? Prawie każdy dom otwiera swoje drzwi, ale w domu… ten w pracy, ten wyjechał, ten u lekarza, ten na studiach.
Plakaty, ogłoszenia, internet – wszystko to będzie, ale to nie zastąpi osobistego spotkania, zaproszenia, jeśli trzeba rozmowy. Czy będę miał kogo posłać?
Znowu dopowiedzenie… Mi nie chodzi o przekonanie kogoś do tego, by poszedł przekazać osobiste zaproszenie, ale chodzi o wzbudzenie takiej autentycznej potrzeby.
Chodzi o powołanie do misji. Chodzi o odkrycie, że to sprawa każdego z nas, że chcę pójść.
Przypomina mi się powołanie Izajasza:
„Ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. (…) I powiedziałem: Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów!
Wówczas przyleciał do mnie jeden z serafinów, trzymając w ręce węgiel, który kleszczami wziął z ołtarza. Dotknął nim ust moich i rzekł: Oto dotknęło to twoich warg: twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech.
I usłyszałem głos Pana mówiącego: Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł? Odpowiedziałem: Oto ja, poślij mnie!” (Iz 6,1b.5-8)
Odpowiedziałem: Oto ja, poślij mnie! O to właśnie chodzi – Oto ja, poślij mnie! Nie mów, że to nie twoja sprawa, nie mów, że cię to nie obchodzi…

Zobacz swoje życie
KLIKNIJ: https://fundacjanaszawinnica.pl/pl/c/Rachunek-zdumienia/58




