Ap 7,2-4.9-14; Ps 24,1-6; 1 J 3,1-3; Mt 11,28; Mt 5,1-12a; Winnica, 1 listopada 2010 roku.
Na życiu każdego człowieka spoczywa nieprzenikniona zasłona. Żyjemy i poruszamy się wśród wielu ludzi, ale nie sposób dojść do końca kim kto jest. Nie sposób poznać ludzkich intencji, przekonań, wiary.
Często zwyczajnie o czymś nie wiemy, często ktoś zakłada jakieś maski. Co innego myśli, co innego mówi, wreszcie co innego robi.
Nie przejmujmy sie tym jednak – da się jakoś z tym żyć.
Wiedzmy jednak, że przyjdzie dzień, gdy zasłona zostanie zerwana. Będzie to dzień, gdy człowiek stanie przez Bogiem.
I założę się, że nie będziemy wtedy myśleć o sąsiadach i znajomych, ale skupimy się na samych sobie. Sąsiedzi i znajomi, i ich ocena, przestanie być ważna, bo ta zasłona zostanie i z nas zerwana.
Czego szukać będzie Bóg, gdy zerwie z nas zasłonę? Bóg szukać będzie swojej pieczęci.
W Apokalipsie czytamy: „I ujrzałem innego anioła, wstępującego od wschodu słońca, mającego pieczęć Boga żywego. Zawołał on donośnym głosem do czterech aniołów, którym dano moc wyrządzić szkodę ziemi i morzu: Nie wyrządzajcie szkody ziemi ni morzu, ni drzewom, aż opieczętujemy na czołach sługi Boga naszego.” (Ap 7,2-3)
Pieczęć to znak przynależności, to znak własności, to znak jakości. Gdy Bóg znajdzie na człowieku stającym na sądzie ostatecznym swoją pieczęć to zaprosi go do siebie. Gdy tej pieczęci nie będzie – odeśle na zatracenie.
W kancelarii parafialnej mam pieczęć, którą pieczętuję różne parafialne dokumenty. Także zaświadczenia o tym, że ktoś jest wierzącym i praktykującym katolikiem i może być ojcem czy matką chrzestną.
Mam złą wiadomość – zaświadczenie takie i parafialna pieczęć nie będzie się liczyła na sądzie ostatecznym. Nie tej pieczęci szuka Bóg.
Czego zatem Bóg szuka? Czym jest ta pieczęć Boga żywego?
Pierwsza odpowiedź każe nam przypomnieć prawdę o chrzcie świętym, który wyciska w duszy człowieka niezatarte duchowe znamię – „charakter”. (por. KKK 1280) Jest to niewątpliwie pieczęć, którą Bóg odciska w duszy człowieka.
Chrzest jest niezwykle ważnym sakramentem, otwiera człowieka na Bożą łaskę, ale pobłądzilibyśmy bardzo i zaprzeczylibyśmy Pismu Świętemu, gdybyśmy twierdzili, że wystarczy człowieka ochrzcić a on może żyć potem byle jak, łajdaczyć się, siać samo zło a po śmierci, na podstawie swojego chrztu, wepchnie się do nieba.
Musi chodzić o coś więcej, o coś, co może jest nawet ważniejsze od chrztu. Przypomnijmy sobie, że łotr na krzyżu ochrzczony nie był a usłyszał od Jezusa obietnicę: „Dziś ze Mną będziesz w raju.” (Łk 23, 43b)
Czym zatem jest „pieczęć Boga żywego”?
Sięgnijmy do drugiego czytania: „Wiemy, że gdy się objawi, będziemy do Niego podobni, bo ujrzymy Go takim, jakim jest. Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się, podobnie jak On jest święty.” (1J 3,2b-3)
Co tu mamy? Najpierw podobieństwo do Boga. Pieczęć Boga żywego to przede wszystkim to, że Bóg odciska niejako w człowieku samego siebie. Pieczętowany staje się podobny do pieczętującego.
Mamy też uświęcenie. To znowu jest odbicie Boga. Człowiek „uświęca się, podobnie jak On [Bóg] jest święty”.
I wreszcie najważniejsze. Znajdujemy źródło naszego uświęcenia. To źródło, to nasze zaufanie Bogu: „Każdy zaś, kto pokłada w Nim tę nadzieję, uświęca się”.
Spójrzmy znowu na łotra, na krzyżu. Dlaczego poszedł do raju? Bo był święty. Dlaczego był święty? Bo zaufał Bogu. Pamiętamy zapewne jego słowa: „Jezu, wspomnij na mnie, gdy przyjdziesz do swego królestwa.” (Łk 23,42)
Zaufał i przez to uświęcił siebie. Był święty, przez to wszedł do nieba.
To nie tak, że on sam siebie uczynił świętym. To Bóg odcisnął na nim swoją świętość, to Bóg odcisnął w nim swoją pieczęć.
Zaufać Bogu to istota świętości.
Nie wolno nam jednak, tak jak w przypadku chrztu, powiedzieć, że wystarczy jedno „ufam Tobie” i sprawa załatwiona. Załatwiona sprawa i można żyć potem byle jak, łajdaczyć się, siać samo zło a po śmierci, pokrzykując dalej „ufam Tobie” wepchnąć się do nieba.
To nasze zaufanie Bogu będzie weryfikowane przez życie. Życie pokaże, a na koniec zdarta z naszego życia zasłona, czy to „ufam Tobie” to tylko puste słowa, czy prawdziwe zawierzenie Bogu.
Możemy powiedzieć tak: Weryfikacją tego, czy mamy w sobie „pieczęć Boga żywego” jest to, co my „odciskamy” w naszym życiu.
Jeśli odciskamy dobro i miłość to znaczy, że jest w nas świętość Boga.
Jeśli odciskamy zło i podłość, zostawiamy po sobie ludzkie łzy i krzywdę, to nie łudźmy się, nie ma w nas świętości Bożej, nie ma w nas pieczęci Boga żywego.
I tak doszliśmy do Ewangelii: „Błogosławieni ubodzy w duchu, błogosławieni cisi, błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, błogosławieni miłosierni, błogosławieni czystego serca, błogosławieni, którzy wprowadzają pokój.” (por. Mt 5,3-9)
…
Uroczystość Wszystkich Świętych uświadamia nam, że przed Bożym tronem w niebie stoją nieprzeliczone rzesze świętych. Bóg znalazł w nich swoją pieczęć, odbicie swojej świętości.
Czy w tej rzeszy odnajdziemy siebie? Czy w nas jest świętość? Nie głupie próby samozbawienia, ale prawdziwe zaufanie Bogu?
Czy Bóg zdzierając z naszego życia zasłonę odnajdzie w nas swoją pieczęć?
Czy w naszym życiu odbite jest życie Boga?
Czy ktoś, patrząc na nas, widzi Boga?





Witam kazania ksiedza daja wiele do myslenia staram sie w prowadzac je w zycie nie zawsze sie to udaje ale po kazdym upadku umiem powstac mowic Jezu ufam Tobie Ty mnie poprowadzisz
Witam, to chyba nie chodzi Bogu o popełniony grzech tylko o przyznanie się do niego, poprawę a przynajmniej podejmować próbę. Gdyby nam Bóg nie przebaczył grzechów napewno nie "opieczętował" by nas. Najważniejsze to dobrze ukształtować swoje serce aby widzieć swoje słabości.Kochaj i żyj dalej
Droga Jago> Wychowujemy dzieci, oczekując, że kiedyś nam odpłacą za to, co dla nich zrobiliśmy. One o tym na razie nie myślą. Do tego trzeba dojrzeć- same przekonają się jak to jest, gdy ich dzieci staną się dorosłe. Dzieci, jak to dzieci, zazwyczaj nastawione są do rodziców "roszczeniowo". Tak to już bywa z dziećmi. Człowiek stara się robi co może, daje co najlepsze, kosztem siebie i czeka… Dobrze, że masz syna i on Cię wspiera. A co do zasłony, kto wie, co będzie. Pozostaje modlić się, dziękować prosić i głowa do góry.
Dziękuję! Sama się zatanawiam nad tym czy bóg pokocha mnie jak zdejmie zasłonę z mego serca.
Ja ,chociaż jestem wdową od trzydziestu lat i wychowałam troje dzieci w tym bliźnięta , niewiem czy mogę być kochana przez pana boga.W chorobie zostałam tylko z synem. Córki mnie opuściły a jedna do tej pory ma żal do mnie. Spytacie dlaczego? sama nie wiem i to pytanie zadaję sobie każdego poranka.Bóg dał mi szansę na drugie życie a ja nie wiem jak dziękować za ten cud miłosierdzia względem mnie.Jeżeli najstarsza córka zostawiła mnie w chorobie to czy byłam dobrą matką.Czy byłam dobrym człowiekiem jaką będę mjała twarz i jakie serce zobaczy bóg po zdjęciu zasłony ze mnie. Mam tyle do powiedzenia a nie mam komu tego powiedzieć i tyle żalu ,że serce boli. PRZEPRASZAM!!!!!!
Witam! Podoba mi się w kazaniu odniesienie do pieczęci Ciekawe czy Bóg mnie pomaluje swoim "tuszem"?. Poza tym robiąc rachunek sumienia mam tendencję do usprawiedliwiania swoich zachowań, zasłaniania okolicznościami, brakiem czasu itp.Ciężko mi będzie bez tej zasłony, niestety. Czytając te rozważania przyszła mi na myśl piosenka religijna. Nie wiem jaki ma tytuł, ale zaczyna się słowami "Połóż mnie jak pieczęć na swoim sercu…" Pasowałaby na zakończenie lub może początek.
Dziękuję!