
Czwartek 3 Tygodnia Adwentu; Iz 54,1-10, Ps 30,2.4-6.11.12a.13b, Łk 7,24-30; Winnica 15 grudnia 2016 roku, 14. Wieczernik Winnicki.
Ewangelia dnia kieruje naszą uwagę na Jana Chrzciciela. Niezwykła postać, która zasłużyła swoim życiem na zupełnie niezwykły komplement z ust Jezusa. Jezus powiedział bowiem o nim: „Między narodzonymi z niewiast nie ma większego od Jana.” (Łk 7,28a)
Jan Chrzciciel to człowiek niezwykle radykalny. Radykalny w swoim życiu duchowym. Radykalny w skoncentrowaniu na Jezusie. Radykalny w konfrontacji ze światem. Faktycznie zasłużył na najwyższą pochwałę Jezusa.
Jednak to co najbardziej mnie zdumiewa, to dalsza część wypowiedzi Jezusa: „Między narodzonymi z niewiast nie ma większego od Jana. Lecz najmniejszy w królestwie Bożym większy jest niż on.” (Łk 7,28a)
Odkrywam w tym wezwanie Jezusa, by samemu stawać się radykalnym według miary Jana Chrzciciela. Odkrywam wezwanie do głębszego życia duchowego, do większego umiłowania Jezusa i bardziej zdecydowanej konfrontacji ze światem.
Mam być większy od Jana Chrzciciela. I ty też! Ty też masz być większy od Jana Chrzciciela.
Oczywiście chodzi w tym wszystkim o naśladowanie Jana a nie jego małpowanie. Nie chodzi bowiem o to, byśmy zaczęli biegać boso w szatach z wielbłądziej wełny i krzyczeli do ludzi: „Nawracajcie się”.
Chodzi o ideę i ducha.
Najpierw chodzi o pewną wewnętrzną dyscyplinę. W świecie, który staje się kompletnie miękki i rozlazły, mamy pokazać własną twardość. Mamy wymagać wobec siebie. Mamy mieć zasady i mamy postępować według nich.
Zaczynając od rzeczy najprostszych, by wstawać i kłaść się o właściwej porze. Jeść to co trzeba i ile trzeba, nie więcej. Planować rzeczy i realizować rzeczy. Dotrzymywać słowa, być solidnym i uczciwym, nawet jeśli oznaczałoby to stratę.
Mamy wymagać od siebie, nawet gdyby inni nie wymagali od nas niczego.
Kolejna rzecz to skupienie na Jezusie.
Nie chodzi tu o dewocyjne nałożenie na siebie modlitw i nabożeństw, ale o absolutne oddanie serca. I to oddane Jezusowi serce kształtować będzie nasze życie i modlitwę.
Jak zakochany chłopak żyje i pracuje, ale myślami ciągle jest przy ukochanej i robi wszystko, by móc się z nią spotkać, tak i my mamy żyć i pracować, ale sercem i myślą mamy być przy Jezusie i robić wszystko, by w różny sposób móc się z Nim spotkać.
I ostatnia rzecz to konfrontacja ze światem. Nie jesteśmy z tego świata, ale w tym świecie. I za ten świat mamy być odpowiedzialni.
Może lepiej zamiast „świat” mówić „ludzi”. I to tych konkretnych, najbliższych, w zasięgu naszego oddziaływania – rodzina, znajomi, nasza praca.
Mówię o konfrontacji ze światem, ale nie chodzi w tym wszystkim, by traktować świat wrogo. Przeciwnie – to co powinno nas „nakręcać” to miłość do tych ludzi.
Kochamy ich i dlatego chcemy wyrwać tych ludzi piekłu. Kochamy ich i dlatego nie są nam obojętni.
Potrójny radykalizm: radykalizm wewnętrznej dyscypliny, radykalizm skoncentrowania się na Jezusie i radykalizm zmierzenia się ze światem, pozyskiwania ludzi dla Chrystusa.
Z tych trzech radykalizmów dwa pierwsze stanowią fundament dla trzeciego. Pozyskiwanie ludzi dla Chrystusa to owoc, który wyrasta z korzeni jakimi jest nasza wewnętrzna spójność i relacja do Jezusa.
Pozyskiwanie ludzi dla Chrystusa to nie jest jakaś socjotechnika, to nie jest chwyt marketingowy. Paweł pisał do Galatów: „Dzieci moje, oto ponownie w bólach was rodzę, aż Chrystus w was się ukształtuje.” (Ga 4,19)
Pozyskiwanie to rodzenie, dodajmy, że ciężki to poród. Pozyskiwani zaś to nie nowi członkowie organizacji, ale dzieci.
Kolejna rzecz, którą w tej chwili powinniśmy sobie przypomnieć, to zrozumienie, że pozyskiwanie uczniów to nie jakaś akcja, ale styl życia.
Ktoś celnie zauważył, że nie chodzi o to byśmy szli (od czasu do czasu) ewangelizować, ale idąc przez życie (przeżywając każdy dzień) ewangelizowali.
Ja nie oczekuję rzeczy nowych i niezwykłych. W Nowym Testamencie mamy świadectwo, że Kościół wysłał Pawła i Barnabę do pracy misyjnej, ale gdy oni docierali do nowych miast okazywało się, że chrześcijaństwo bardzo często ich wyprzedzało.
Jedni chrześcijanie uciekali przed prześladowaniami, inni handlowali. I tam gdzie docierali głosili Chrystusa. Po prostu dzielili się tym, co dla nich było ważne. To był naturalny styl ich życia.
Dzielili się wiarą i wtedy (paradoksalnie) ich wiara się pomnażała i umacniała. I tak to właśnie się dzieje. Gdy dzielisz się wiarą to ją w sobie pomnażasz. Dzieląc się wiarą nigdy ci jej nie zabraknie.
Podziel się zatem swoją wiarą. Świat na to czeka. Podziel się nią jak świadek a nie jak ktoś, kto uważa się za kogoś lepszego i poucza z góry.
Już dawno temu papież Paweł VI powiedział: „Człowiek naszych czasów chętniej słucha świadków, aniżeli nauczycieli; a jeśli słucha nauczycieli, to dlatego, że są świadkami” (Evangelii nuntiandi 41)
Tak jak inni dzielą się tym jak skręcić szafkę, jak spędzili urlop, jak rzucili palenie albo zbędne kilogramy, tak ty, dziel się tym jak Jezus pomaga ci w życiu, jak nadaje sens, jak jest źródłem siły i światła.
Podziel się zatem swoją wiarą. Świat na to czeka.
To prawda, że niektórzy, może nawet wielu, będzie się śmiać. Bądź jednak pewny, że wielu uratujesz życie. Może także tym, którzy w pierwszym odruchu zaśmieją ci się w twarz a w drugim oplują.
Podziel się swoją wiarą. Świat na to czeka.





„Wiara zas jest poreka tych dobr ktorych sie spodziewamy,dowodem tych rzeczywistosci ,ktorych nie widzimy’Hbr11.1”; Jezeli sluchasz sercem,tego co Bog mowi do ciebie przyjmujesz Jego Slowo to pozwalasz na to zeby Ono zapuscilo korzenie.Pozniej stopniowo nastepuje wzrost [wiary].W jaki sposob?Bog to wie
Radosnych Świąt dla księdza, wiele łask Bożych 🙂
Najbardziej boli, jak najbliższy człowiek śmieje ci się w twarz i uważa , że jesteś głupi bo kochasz Boga, albo głupi bo chodzisz do kościoła. Wiem, że nie ma innej drogi niż miłość i modlitwa i tak tez czynię, ale to na prawdę boli jak ciężki poród, ponowny poród niewdzięcznego dziecka.
Dodam tylko że większość z nas jest ochrzczona tzn. że jesteśmy w większości katolikami, ale gdyby porównać nasz poziom poznania Pana Boga np. do szkoły podstawowej ośmioklasowej, to część z nas jest cały czas w zerówce, część w drugiej czy trzeciej klasie a nieliczni w ósmej. Dlatego musimy o tym pamiętać kiedy chcemy kogoś zachęcać do zagłębiania się w wierze. Nierzadko musi to być praca od podstaw, tak jak z poziomu pierwszej klasy nie zdaje się matury .
Część z nas ( mówię tu ogólnie ) pomimo że jest pobożna to nie wzrasta w duchowości, a kostnieje w lękliwej religijności. Wypłyń na głębie.
Teresa z Ávili – do świętości schodzi się drogą w dół do pokory i uznania własnych słabości, a Bóg sam winduje w górę Łaską Wlaną.
Nie trwóż się, nie drżyj
Wśród życia dróg,
Tu wszystko mija,
Trwa tylko Bóg.
Cierpliwość przetrwa
Dni ziemskich znój,
Kto Boga posiadł
Ma szczęścia zdrój:
Bóg sam wystarcza.
Wiara to coś pięknego i pokazanie jej innym to
Jest coś pięknego. Nie można się jej wstydzić gdyż ona daje nam poczucie wartości. Trzymajmy się jej.
Jeśli ludzie nie wierząc twierdzą, że są szczęśliwi, to ja myślę, że nie wiedzą jeszcze jak bardzo nie są..
często jestem zła na męża że pali że coś tam… i wtedy staram sobie uświadomić, że przecież to mój mąż, że mam każdego razu kochać go na nowo także jego wady, że ja nie jestem bez wad i na pewno zasmuciłam Boga swoją słabością tak samo jak on jeśli nie gorzej. Skoro Bóg kocha mnie pomimo mojej nędzy za każdym razem mi wybaczając to ja chyba też mogę się odrobinę wysilić i kochać bliźnich pomimo ich występków. Jak sobie pomyślałam że Bóg mnie kocha to od razu zrobiło mi się lżej na sercu i radośniej. Chociaż popełniam wiele błędów to ciesze się że wierzę w Boga tylko dla niego można góry przenosić
Nie lękaj się,jeżeli masz za przyjaciela Jezusa!!!On jest potęgą,bo pokonał śmierć.
Kiedyś lękałem się powiedzieć komuś Szczęść Boże,bo uważałem ,że ocenią mnie za ?????????????? i stwierdziłem że to ja nie mam zaufania do Boga!
Więc odwagi Alleluja i do przodu !!!!!!!!!!!!!!!
Obecnie nie mam oporu,to nie mój problem, lecz tego kto myśli inaczej niż ja.
To bardzo przyjemnie , jak w odpowiedzi słyszysz :dziękuje -na wzajem lub szczęść Boże, a nieraz zażenowanie nie wiem co mam powiedzieć.
Na słowa Boże pomagaj -dostrzegam radość na twarzy robotników – to bardzo mile dla nich i dla mnie również.
Obecnie mam satysfakcje,że wreszcie ufam Jezusowi.
I ty również zaufaj mu do końca!!!!!!!!!!!!!!!!!Szczęść Boże!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Moi rodzice byli ateistami, wychowano mnie w takim duchu.Będąc już dojrzałą kobietą miałam kryzys duchowy, czułam się b.żle.W wielkim gniewie , z zaciśniętymi pięściami niemym krzykiem wykrzyczałam w niebo:ZRÓB COŚ ABYM W CIEBIE UWIERZYŁA!!!!Zrobił po kilku miesiącach , ale w międzyczasie błądziłam , nie zdawałam sobie sprawy , że siostrzenica męża wciągnęłą w New Age.Zajmowałam się reiki i całym tym wielkim bagnem.A jak Bóg mnie z tego szlamu wyciągnął?Kupowałam gazety np.Gwiazdy mówią czy jakieś tam.W jednej z nich była Koronka do Miłosierdzia Bożego.Odmówiłam.Od tego momentu zaczęłam czytać Ewangelię, w której b. mnie interesował Jezus tylko jako uzdrowiciel.Potem się potoczyło gładko, wiara moja rosła,mnożyła się modlitwa etc.Uzupełnienie Sakramentów/miałam tylko chrzest/.Dar wiary otrzymałam w roku 2000-to był rok łaski Pańskiej.Pozostał jeden problem po New Age-otóż często szatan dręczył mnie na Mszy, czułam fizyczne odciąganie idą do Komunii.Po przyjęciu Komunii zawsze już miałam spokój.Trwało to latam , raz na jakiś czas.Chodziłam na badania , myślałam , że coś z sercem , ale okazywało się , że jestem zdrowa.Zły zmieniał objawy. Kiedy chciałam pogłębiać wiedzę o Mszy, bo zaczęłam wpadać w rutynę-zaczął mnie dręczyć na Mszy ze zdwojoną siłą. Wreszcie 3 bliskie mi osoby powiedziały w jednym czasie, że to są pozostałości po reiki.Już wiedziałam , że muszę prosić kapłana o pomoc.Jednak na modlitwę nade czekałam pół roku , bo ciągle kapłani nie mieli czasu.
Nastąpił wreszcie upragniony dzień, kapłan pomodlił się nade mną.Niektóre sprawy zmieniły się od razu,działy się też dziwne sprawy np. płakałam na Mszy/po cichu i nie widziano /, wyrzuciłam czarne ubrania,przestałam haftować itp.Jednak zły już nie wchodził we mnie, ale na Mszy chciał we mnie wtłoczyć strach.Moja walka nadal trwała , nie będę opisywać.Może jak Ksiądz będzię pisał jakieś kazanie na temat walki duchowej to będę mogła dać świadectwo.
A jak ja dzielę się wiarą?Staram się żyć godnie i jeszcze w ten sposób:
http://chomikuj.pl/TYLKODLANIEGO
http://chomikuj.pl/tilia14
WIARA JEST CZYMŚ NAJPIĘKNIEJSZYM W MOIM ŻYCIU, TO NAJPIĘKNIEJSZY PREZENT OD OJCA NIEBIESKIEGO
Z dręczeniami nie ma żartów a wielu myśli, że Bóg i Szatan to tylko symbole..Katastrofa.
Ojciec Święty mówi, że najważniejszym świadectwem nie jest słowo, jest bycie sobą, tj. prowadzić prawdziwe życie w Chrystusie. Takim był przede wszystkim Jan Chciciel. NAJPIERW stał się tym kim był, POTEM głosił przyjście Najwyższego. Być prawdziwym świadectwem tego co się głosi tak, aby nie stać się antyświadectwem i powodem zgorszenia dla innych… to moje pragnienie i moja modlitwa do Pana, który przychodzi.
Przyjdź Panie Jezu i przemień mnie tak, aby moje życie stało się widocznym znakiem – świadectwem Twojej miłości.
Więc jeszcze raz. Z Tobą Panie na spontanie .
Hej mój komp nie chce przepuścić słowa spontan. To ciekawe.
Oo wkradła się literówka. Hasło to: Z Tobą Panie na spotkanie. Ale spotkanie oczywiście też ?.
Często wracam pamięcią do Niedzielnych poranków z dziećmi.(obecnie są już dorosłe). Siadaliśmy razem przy śniadaniu i zaczynały się dyskusje o Bogu i doświadczaniu Jego obecności. Pewne nieścisłości teologiczne konfrontowaliśmy z Ewangelią, z KKK (tu była trudność jak przełożyć na „zrozumiały” język) , szukaliśmy wyjaśnienia . Przyjęliśmy za swoje hasło”Z Tobą Panie na spotkanie”. I chyba o tę spontaniczność chodzi. Wówczas może być naturalnie bez zadęcia. Oczywiście ze świadectwem poza rodzinnym to ocenę powinni wystawić chyba Ci którzy są świadkami moich słów, czynów i gestów.
Każdego dnia staram się być blisko Jezusa czy to myślami czy przez modlitwę bo jest moim Przyjacielem, kiedy zapominam… to zaraz jakaś wpadka … np. zagadam się koleżanką i już już o kimś mówimy… niekoniecznie źle ale jednak itp. lub wypełniam sobie lub komuś zeznanie podatkowe i zaraz coś kombinuje z odliczeniami … ktoś powie że tak można bo przecież podatki są niesprawiedliwe, a za życia Jezusa podatki też były niesprawiedliwe, a Mówi nam – co cesarskie cesarzowi, a co boskie Bogu.
Ostatnio w moim życiu miałam stresującą sytuację : dwa i pół roku temu kupiliśmy malutką działkę
i postanowiliśmy wybudować domek 89m, żeby się wyrwać z bloku. Półtora roku trwała przebudowa linii energetycznej, następnie cały rok tak zwane formalności i wreszcie pada hasło można zaczynać – rok wcześnie umówiliśmy się z firmą budowlaną więc sprzedaliśmy mieszkanie – żeby mieć pieniądze na budowę , poszliśmy na wynajęte i dzwonimy do firmy…nie odbiera telefonów, inna firma mówi może za rok, inna że może na wiosnę itd. miesiące uciekają a u nas nic się nie dzieje. Pierwszego listopada zaczęłam odmawiać Nowennę Pompejańską z intencją prośba przez Maryję Królową Różańca o pomoc przy budowie, kiedy kończyłam części błagalną to jest 27 dni, na działce mamy już fundament … część dziękczynna zakończy się w Wigilię Bożego Narodzenia:)
Pozdrawiam i życzę spokojnego czasu przedświątecznego i Błogosławionego Czasu Świątecznego.
Rozbudzić ludzi, nakierować, zachęcić..tylko świadectwem swojej wiary i doświadczeniem jej. Żywym, pulsującym świadectwem i nadzieją. Przecież Bóg działa. Wielu ludzi spłyca tę ingerencję do (tylko) rzeczy widzialnych, nie wchodzą głębiej. Boją się?? Szczęście wywodzi się z ducha. Spełnienie, głębia, silna intuicja, miłość..By dzielić się wiarą trzeba mieć wiarę. Ja nawet nie wierzę, ja wiem że On jest. Wiem każdego dnia i w nocy. To Bóg osobowy, nie wymysł czy suche prawo.
Najbardziej mnie szokują deklaracje o braku wiary, gdzie wiedza o Chrystusie jest znikoma bądź żadna.
Myślę, że modlitwa jest potężnym narzędziem, by ratować ludzkość. Post i modlitwa, gdy słowo w uszach im brzęczy.
Podzielić się swoją wiarą trzeba mieć odwagę i ufność,że Pan mi pomoże w tym dzieleniu ,nieraz próbowałam mówić jak ważny jest dla mnie Bóg ,że jeśli zacznę dobrze dzień od dziękczynienia i modlitwy wszystko pięknie się układa; jak jest przyjmowane przeważnie milczeniem tej drugiej strony,ale to mnie nie zraża, próbuję dalej
Właśnie. Otworzyć się na każdego niezależnie jaki jest. Nie pouczać, nie odnosić się z wyższością, bo wiem że jestem lepszy. A jednocześnie umieć wyrazić swoje zdanie. To jest sztuka. W pracy nie wybiera się ludzi a tak trudno kochać tych co są obok. Próbuję sobie przypominać Serce Jezusa otwarte na krzyżu. Nie łatwo być ciągle gotowym kochać.
Hmmm…. Tak, dzilenie się wiarą to często ból i trud przypominający poród…..to nierzdko kpiny i żarty ze strony słuchających ( nawet najbliższych).To czasem ironiczne spojrzenia i drwiące uśmiechy, miny wyrażające politowanie .To też słowa- hamulce „przestań już” albo „daj spokój”. Jednym słowem nie jest łatwo być silnym i niezparzestawać dawania świadecta o sprawczej mocy Boga w swoim życiu. Mimo wszystkich przeciwności trzeba podejmować trud dzielenia się wiarą chociażby mając na względzie życie wieczne swoich najbliższych czy przyjaciół.