Opublikowano Dodaj komentarz

Sens i znaczenie modlitwy Krucjaty Wyzwolenia Człowieka

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Konferencja wygłoszona na pielgrzymce trzeźwościowej; Winnica – Pułtusk 21 maja 2022.

Są modlitwy, które są wyrazem gorących uczuć. Takie modlitwy najbardziej oddziałują na emocje.

Są też modlitwy, które są wyrazem pewnej teologii – są naszą rozmową z Bogiem, ale też opisują i wyjaśniają świat. Oddziałują one głównie na nasz rozum – dają zrozumienie.

Modlitwa Krucjaty Wyzwolenia Człowieka nawiązuje do tego drugiego rodzaju. Jest aż gęsta od teologii. Nie ma tam nic niepotrzebnego, wszystko jest celowe, potrzebne i we właściwym porządku.

Postaram się w tej konferencji wyjaśnić tę modlitwę, pokazać jej głębię, program w niej zawarty.

Najpierw sama modlitwa:

Niepokalana Matko Kościoła! Wpatrując się w Ciebie, jako wzór człowieka w pełni odkupionego i wyzwolonego i dlatego przez miłość bezgranicznie oddanego w Duchu Świętym Chrystusowi, uświadamiamy sobie wieloraką niewolę, w którą są uwikłane nasze serca.

Pragnąc w pełni wyzwolić siebie i podać rękę naszym braciom oczekującym objawienia się w nich wolności synów Bożych, zbliżamy się do Ciebie i oddajemy się Tobie, aby wraz z Tobą, mocą tego samego Ducha, który bez przeszkód działał w Tobie, pełniej zrealizować swoją wolność w oddaniu się Chrystusowi, a przez Niego – Ojcu.

W Twoje ręce składamy przyrzeczenie abstynencji od alkoholu i postanowienie całkowitego uniezależnienia się od niego, abyśmy mogli swoją wolnością wyzwalać naszych braci, którzy nie mogą już wyzwolić się o własnych siłach.

Pragniemy przez ten czyn miłości podać rękę i służyć naszym bliźnim, tak jak Chrystus, który z miłości ku nam uniżył samego siebie, przyjąwszy postać sługi. Oddajemy Ci całe dzieło Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, pragnąc, aby było ono Twoim dziełem i narzędziem w Twoim ręku dla wyzwolenia narodu.

Chcemy wraz z Tobą i z oddanym Ci całkowicie świętym Janem Pawłem II stanąć pod krzyżem Chrystusa, wyznając, iż tylko zjednoczenie z Nim w miłości, której wyrazem jest ofiara, może wyzwolić życiodajną i macierzyńską moc dla ratowania tych, którzy stali się niewolnikami, dlatego że utracili zdolność miłowania, czyli posiadania siebie w dawaniu siebie.

Święty Stanisławie, Biskupie i Męczenniku, Patronie Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, natchnij nas odwagą w dawaniu świadectwa i męstwem w obliczu trudności i prześladowań, abyśmy bez lęku pracowali nad odbudową ładu moralnego w naszej Ojczyźnie. Święty Maksymilianie Kolbe, naucz nas miłować braci kosztem ofiary z siebie. Amen.

I

Zacznijmy od początku. „Niepokalana Matko Kościoła!” Miesiąc maj, gdy śpiewamy litanię loretańską, przypomina, że mamy wiele tytułów Maryi. Modlitwa Krucjaty wybiera dwa i nie jest to przypadek.

Maryja jest „niepokalana”, po łacinie – „immaculata”. Macula po łacinie to plama. Powinna nam się tutaj przypomnieć makulatura, czyli papier „poplamiony” drukiem i… (to też jest ważne) bezwartościowy, czy o małej wartości. Przyrostek „im” oznacza brak czegoś. W naszym przypadku oznacza to brak plam. Immaculata to dosłownie „niesplamiona”. Chodzi rzecz jasna nie o cechy fizyczne, nie o piegi, ale o walory moralne.

Plamą jest grzech. Maryja jest takich plam pozbawiona, jest niesplamiona, czysta. Dodajmy, że czysta od samego poczęcia. Mówimy „niepokalanie poczęta”, czyli wyznajemy prawdę, że od samego swego poczęcia Maryja jest wolna od grzechu, także od grzechu pierworodnego.

Maryja jest Matką, naszą Matką. Nie jest to tytuł honorowy, nie jest to związek na zasadzie jakiejś adopcji, ale wyrażenie prawdy, że Maryja jest rzeczywiście naszą Matką.

Nie chodzi tu rzecz jasna o porządek fizyczny, ale o porządek równie rzeczywisty choć duchowy. Maryja jest naszą Matką, bo daje nam życie. Jak to się dzieje wyjaśnimy później.

II

Idźmy dalej. Krucjata jest podaniem ręki zniewolonym ludziom, naszą pomocą daną im, ale strzeżmy się pychy, która szepcze nam, że my sami to już tacy jesteśmy wolni, że „ho, ho”! Prawda o nas jest taka, że jesteśmy sami uwikłani w „wieloraką niewolę”. Może jesteśmy krok czy dwa przed innymi, ale nie łudźmy się, że jesteśmy zupełnie wolni.

Stąd wezwanie, by ciągle pracować nad własnymi zniewoleniami, ciągle poszerzać naszą wolność, strzec swej wolności.

Sami do końca i absolutnie wolni nie będziemy. Możemy jedynie wpatrywać się w wolnego człowieka, czyli w Maryję. Mamy wzorzec, może nieosiągalny, ale cenny. To tak jak gwiazdy na niebie – są nieosiągalne, ale możemy się nimi, płynąc po morzu, kierować. Tak samo postawa Maryi może być dla nas nieosiągalna, ale możemy się postawą Maryi, jej wolnością, kierować.

Nasze spojrzenie na Maryję powinno odkrywać, że to nie Maryja „się” uczyniła taką świętą, doskonałą i wolną. Patrząc na Maryję winniśmy widzieć w niej najdoskonalsze dzieło Boga – „wzór człowieka w pełni odkupionego i wyzwolonego”. To Bóg ją odkupił, wyzwolił, to Bóg ją taką stworzył.

To odkupienie i wyzwolenie powoduje bezgraniczne oddanie Maryi Chrystusowi. Jest to poddanie miłości, zupełnie inne niż poddanie niewolnika.

III

„Wolność synów Bożych” nawiązuje do fragmentu Listu do Galatów: „Gdy jednak nadeszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swego, zrodzonego z niewiasty, zrodzonego pod Prawem, aby wykupił tych, którzy podlegali Prawu, abyśmy mogli otrzymać przybrane synostwo. Na dowód tego, że jesteście synami, Bóg wysłał do serc naszych Ducha Syna swego, który woła: Abba, Ojcze! A zatem nie jesteś już niewolnikiem, lecz synem. Jeżeli zaś synem, to i dziedzicem z woli Bożej.” (Ga 4,4-7)

Wolność prawdziwa polega nie na braku jakichkolwiek więzów, na rozpasaniu i samowoli. To raczej przekształcenie więzi.

Byłeś niewolnikiem, który się boi, który musi, który marzy i śni o zdjęciu kajdan i zemście na swoim panu.

Stajesz się synem. Dalej masz więzi, dalej coś łączy cię z innymi, ale to nie jest już strach i przymus. Odkrywasz miłość – więzi miłości i przyjaźni.

Już nie Pan – właściciel niewolników, ale ojciec, który kocha i którego się kocha. To jest właściwa perspektywa.

W tej części modlitwy nazwana jest intencja Krucjaty: „podać rękę naszym braciom”. Chwilę jednak wcześniej mamy przypomnienie: „Pragnąc w pełni wyzwolić siebie”. Krucjata jest pomocą skierowaną do innych, ale ci inni to nasi bracia. Chodzi nie tylko o braterstwo przynależności do jakiejś wspólnoty – rodzinnej, parafialnej, narodowej – ale o braterstwo w znoszeniu niewoli.

Podajemy rękę zniewolonym braciom, ale pamiętamy, że sami dźwigamy swoje zniewolenia. Jesteśmy może jedną czy kilka lekcji dalej, ale nie zapominamy kim jesteśmy – grzesznikami odkupionymi i wyzwolonymi przez Boga.

I ruszamy w drogę! Ta droga jest drogą naszego oddania Maryi, by wraz z nią mocniej realizować własną wolność. Gdy będziemy bardziej wolni łatwiej będziemy mogli pomagać innym.

W Maryi Duch Święty działał bez przeszkód – sto procent sprawności spalania się dla Boga.

Człowiek całkowicie zniewolony staje się absolutnie „niepalny” dla Boga. Gdy odzyskujemy wolność zapala się w nas płomień. Z początku zapewne mocno kopci, ale rzecz w tym, by usuwać przeszkody dla ognia Ducha Świętego. Tą przeszkodą jest zawsze nasza grzeszność.

IV

Nie tylko Maryja ma swoje tytuły. Tytuły, czyli to co wydobywamy z całości, ma także Jezus.

W Ruchu Światło-Życie i w Krucjacie Wyzwolenia Człowieka ważnym tytułem jest „Chrystus Sługa”.

W Liście do Filipian czytamy: „On [Jezus], istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. A w zewnętrznym przejawie, uznany za człowieka, uniżył samego siebie, stawszy się posłusznym aż do śmierci – i to śmierci krzyżowej.” (Flp 2,6-8)

Dla niektórych ten tytuł jest gorszący, ale przecież Pisma odrzucić nie możemy. Jezus rzeczywiście przyjął postać sługi. Całe życie jego było uniżeniem. Sam fakt wcielenia był uniżeniem, jego pójście go ludzi, także tych pogardzanych, najgorszych, było poniżeniem. Poniżeniem największym była Jego śmierć na krzyżu.

Tylko że nie było to uniżenie dla uniżenia, jakieś cierpiętnictwo czy masochizm. Jezus uniża się do głębi ludzkiego upadku, by człowieka podnieść z upadku.

Jak chcesz podnieść tego, który leży na ziemi musisz przy nim klęknąć, musisz się uniżyć. Musisz mu usłużyć, stać się sługą, by podnieść go.

Chrystus Sługa to nie jest jakiś przyczynek do całości, epizod, jedna, wtrącona nuta. Ten tytuł doskonale opisuje całość życia i posłania Jezusa. W Krościenku, na Kopiej Górce, jest kaplica Chrystusa Sługi. Jest w niej witraż przedstawiający chrzest Jezusa, który rozpoczął Jego publiczną działalność.

Jeśli Chrystus staje się Sługą, który uniża się dla podźwignięcia upadłego człowieka, to wiemy już co mamy robić.

Składając przyrzeczenia abstynencji traktujemy to jako „czyn miłości” wobec tych, którzy tego nie potrafią. Nie wywyższamy się, nie afiszujemy własną doskonałością, ale pomagamy innym. Nasza abstynencja staje się narzędziem wyzwalania.

To narzędzie ma dwa wymiary. Jeden z nich jest bardzo praktyczny. Uzależniony od alkoholu nie może pić trochę, umiarkowanie. Jeśli zaczyna pić to nie ma już końca i prowadzi to do wszystkich tragicznych skutków.

To co alkoholik powinien zrobić to obronić się się przed „pierwszym kieliszkiem”. Kiedy wszyscy piją, kiedy wszyscy oczekują, by się z nimi napić, kiedy zewsząd słychać „ze mną się nie napijesz”, albo „kto nie pije ten kapuje”, trudno się oprzeć.

Gdy jednak w jakimś środowisku, na weselu, imprezie zakładowej, imieninach, pojawia się jeden, drugi, trzeci abstynent, który postawi się przymusowi i powinności picia, to alkoholik nie jest sam, ma jakieś oparcie.

Drugi wymiar abstynencji ma charakter duchowy i jest jeszcze ważniejszy. To tak naprawdę istota Krucjaty. Trzeba to dobrze zrozumieć.

V

Trzeba dobrze zrozumieć co wydarzyło się na Golgocie i pójść tym śladem.

Skąd się bierze życie? Z miłości! Gdzie tej miłości jest najwięcej? Na Golgocie. Na krzyżu umiera Jezus. Umiera, bo oddaje swoje życie za człowieka, za jego zbawienie. Umiera z Miłości. On sam jest Miłością.

Z krzyża płynie miłość. Płynie do wszystkich, także do tych, którzy pluli, drwili, przybijali do krzyża. Ta płynąca z krzyża miłość potrafi być wzgardzona i odrzucona. Trafia jednak także na czułe i kochające serca.

Trafia ta miłość na Jana, jedynego ucznia, który nie uciekł. Trafia na kobiety, które do końca stały pod krzyżem. Trafia wreszcie na Maryję.

W Maryi trafia na serce najczystsze, czyli takie, które zdolne jest najpełniej kochać.

Na Golgocie spotykają się dwie największe Miłości – Miłość Syna do Matki i Matki do Syna.

Z tej Miłości rodzi się życie.

Jeśli mówimy o Maryi, że jest naszą Matką, to w takim właśnie sensie – ona daje nam życie. To życie wypływa z jej miłości do Chrystusa.

I to powinno się powtarzać w każdym z nas.

Na pewno w różnej skali, bo nie jesteśmy tak czyści i tak wolni jak Maryja, czyli tak zdolni do Miłości, ale na ile będziemy kochać Boga, na tyle z tej naszej miłości skierowanej do Boga i z Bożej Miłości skierowanej do nas, ze spotkania tych miłości rodzić się będzie życie.

VI

W modlitwie Krucjaty pada słowo „ofiara”. „Zjednoczenie z Nim [z Jezusem] w miłości, której wyrazem jest ofiara”. Ofiara bierze swój początek, swoje źródło, ze zjednoczenia człowieka z Bogiem. To jest pewien wskaźnik tego zjednoczenia, weryfikacja prawdziwości miłości.

Zechciejmy dobrze zrozumieć, czym jest ofiara. Jest to coś, co składamy w darze. I to już powinno wystarczyć, ale niestety trzeba jeszcze dodać, choć formalnie nie jest to potrzebne, że składamy coś w darze i niczego z tego tytułu nie oczekujemy.

Ten dodatek jest potrzebny, bo są dary, które dary tylko udają. Dajemy coś, ale oczekujemy rewanżu. Możemy czasem nawet długo poczekać, ale to oczekiwanie sprawia, że dar tak naprawdę przestaje być darem.

Jeśli coś jest prawdziwie ofiarowane, to nie oczekujemy zwrotu. Jeśli oczekujemy zwrotu, to jest to transakcja barterowa, coś za coś.

Idziemy z pielgrzymką. Dla niektórych to może być miły spacer przez piękny las, w piękny, majowy, poranek. Innych to może kosztować – ból mięśni, stawów, otarcia, bąble, zmęczenie.

Można i trzeba to ofiarować Bogu, ale niech będzie to bezinteresowny dar z siebie. Traktujmy to jako wyraz naszej miłości i nie patrzmy na to jak na swego rodzaju duchową walutę, którą wymienimy na to czy tamto, co jest nam potrzebne.

Miejmy też zaufanie, że z miłości Boga do nas, z naszej miłości do Boga, ze spotkania tych miłości, płynąć będzie życie, dobro, ten świat będzie się zmieniać, pięknieć. Miejmy zaufanie i cieszmy się tym. Ma to sens, ma to prawdziwą wartość.

VII

W modlitwie Krucjaty, w bliskości ofiary, podana jest definicja człowieka zniewolonego – niewolnika. Według modlitwy byłby to ktoś, kto zatracił „zdolność miłowania, czyli posiadania siebie w dawaniu siebie”.

Posiadanie siebie w dawaniu siebie. Mówiąc inaczej – prawdziwe istnienie, życie, polega na dawaniu siebie. Zdolności do dawania, bezinteresownego dawania, czyli właśnie ofiary.

Zauważmy, że miłość tutaj to nie jest jakieś odczucie, jakieś motyle w brzuchu, ale konkret – dawanie siebie.

I na tym polega życie, i na tym polega miłość. To jest dawanie. Dawanie z tego co masz, ale przede wszystkim dawanie samego siebie. Bezinteresowne dawanie.

Jest taka anegdota jak rekolekcjonista na ambonie pytał się ludzi, co to jest ofiara. Najpierw retoryczne pytania: „Czy dziesięć złotych to jest ofiara? Czy dwadzieścia złotych to jest ofiara?” A potem wskazując dramatycznie na serce wołał: „Ofiara jest wtedy, jak cię TU zaboli!”

Otóż nie! Dar może kosztować, wiązać się z trudem czy wydanymi pieniędzmi, ale ofiarowanie tego nie boli, więcej nawet – sprawia radość. „Więcej szczęścia jest w dawaniu aniżeli w braniu.” (Dz 20,35b)

Niewolnik tego nie pojmie, będzie zdumiony tym, że coś można zrobić bezinteresownie. Nie mieścić się to będzie w jego głowie, czy raczej nie zmieści się to w jego ciasnym sercu.

VIII

I czas na patronów Krucjaty. Są nimi św. Stanisław oraz św. Maksymilian Maria Kolbe.

To co potrzeba krzyżowcom, czy członkom Krucjaty Wyzwolenia Człowieka to odwaga przeciwstawienia się i zdolność do ofiarowania za innych życia.

Św. Stanisław potrafił przeciwstawić się królowi, za co zapłacił życiem.

Św. Maksymilian Maria Kolbe potrafił zachować zdolność do kochania i ofiary nawet w terrorze obozu koncentracyjnego.

Patronem Krucjaty jest na swój sposób św. Jan Paweł II. Najpierw był inspiratorem Krucjaty: „Proszę, abyście przeciwstawili się wszystkiemu, co uwłacza ludzkiej godności i poniża obyczaje zdrowego społeczeństwa.” Potem cieszył się z tego dzieła i wspierał je. Teraz jest orędownikiem w niebie.

IX

A teraz czas na ponowne odczytanie modlitwy Krucjaty.

Z nadzieją, że poruszy ona mocniej i głębiej nasze serca i umysły:

Niepokalana Matko Kościoła! Wpatrując się w Ciebie, jako wzór człowieka w pełni odkupionego i wyzwolonego i dlatego przez miłość bezgranicznie oddanego w Duchu Świętym Chrystusowi, uświadamiamy sobie wieloraką niewolę, w którą są uwikłane nasze serca.

Pragnąc w pełni wyzwolić siebie i podać rękę naszym braciom oczekującym objawienia się w nich wolności synów Bożych, zbliżamy się do Ciebie i oddajemy się Tobie, aby wraz z Tobą, mocą tego samego Ducha, który bez przeszkód działał w Tobie, pełniej zrealizować swoją wolność w oddaniu się Chrystusowi, a przez Niego – Ojcu.

W Twoje ręce składamy przyrzeczenie abstynencji od alkoholu i postanowienie całkowitego uniezależnienia się od niego, abyśmy mogli swoją wolnością wyzwalać naszych braci, którzy nie mogą już wyzwolić się o własnych siłach.

Pragniemy przez ten czyn miłości podać rękę i służyć naszym bliźnim, tak jak Chrystus, który z miłości ku nam uniżył samego siebie, przyjąwszy postać sługi. Oddajemy Ci całe dzieło Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, pragnąc, aby było ono Twoim dziełem i narzędziem w Twoim ręku dla wyzwolenia narodu.

Chcemy wraz z Tobą i z oddanym Ci całkowicie świętym Janem Pawłem II stanąć pod krzyżem Chrystusa, wyznając, iż tylko zjednoczenie z Nim w miłości, której wyrazem jest ofiara, może wyzwolić życiodajną i macierzyńską moc dla ratowania tych, którzy stali się niewolnikami, dlatego że utracili zdolność miłowania, czyli posiadania siebie w dawaniu siebie.

Święty Stanisławie, Biskupie i Męczenniku, Patronie Krucjaty Wyzwolenia Człowieka, natchnij nas odwagą w dawaniu świadectwa i męstwem w obliczu trudności i prześladowań, abyśmy bez lęku pracowali nad odbudową ładu moralnego w naszej Ojczyźnie. Święty Maksymilianie Kolbe, naucz nas miłować braci kosztem ofiary z siebie. Amen.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *