Propozycja kazania kerygmatycznego na pierwsze wspólne spotkanie w kościele, w ramach programu „Z mamą i tatą do Pierwszej Komunii”.
„Jeżeli Bóg z nami, któż przeciwko nam? On, który nawet własnego Syna nie oszczędził, ale Go za nas wszystkich wydał, jakże miałby wraz z Nim i wszystkiego nam nie darować?” (Rz 8,31-32 )
Bóg objawia się tutaj jako dawca darów. Jako bogaty w dary, jako udzielający tego wszystkiego człowiekowi, udzielający się nam.
Posłuchajcie pewnej niesamowitej historii… Przed laty gdzieś tu u nas, na Mazowszu, na oczach matki, małe dziecko wpadło do studni.
Zanim ktokolwiek cokolwiek pomyślał, zanim, przypuszczam, sama matka cokolwiek pomyślała, to ta matka za swoim dzieckiem wskoczyła do tej studni.
Uratowała to dziecko. Choć wcale nie było to takie pewne, mogło się przecież zdarzyć że oboje by zginęli.
Dlaczego o tym mówię?
Chcę na tym przykładzie pokazać, że są niesłychanie ważne i mocne więzi rodzinne. Nie ma chyba mocniejszych więzi niż więź, która łączy ojca i matkę z dzieckiem, dziecka z matką i ojcem. To jest bardzo głębokie, bardzo mocne.
Podziwiamy ojca, matkę, którzy narażają swoje życie i ratując swoje dzieci, bronią swoje dzieci, chronią swoje dzieci. Podziwiamy, ale wcale się nie dziwimy, bo to nie jest rzecz niezwykła.
Ojciec i matka, taki jest porządek rzeczy, gotowi są dla dziecka poświęcić wszystko.
Jak trzeba oddać krew, to oddadzą. Jak trzeba oddać nerkę, to ją sobie wytną.
Najczęściej nie trzeba takich heroicznych, trudnych rzeczy robić, ale tak bądźmy szczerzy, rodzice drodzy, tak na co dzień, to co wy robicie? Zabijacie się, żeby dzieciom było dobrze. Może nawet często za bardzo się staracie, żeby im było za dobrze.
Może je trochę rozpieszczacie, może deprawujecie je nawet, ale tak czy inaczej jest to dowód, jak te więzi wasze są silne.
I teraz chcę wam powiedzieć coś bardzo ważnego. Mamo, tato! Czy ci się to podoba, czy nie. Czy chcesz, czy nie chcesz. To twoje dziecko teraz, mimo że jest obok ciebie, siedzi sobie na brzegu studni, bardzo głębokiej studni. Albo nawet zagląda w tę studnię, albo nawet chodzi sobie jak linoskoczek po brzegu cembrowiny.
Ja nie mówię oczywiście o żadnej studni z betonowych kręgów. Ja mówię o życiu waszego dziecka, które jest i będzie narażone na szereg niebezpieczeństw.
Mamo, tato, czy ci się to podoba, czy nie, to twoje dziecko wcześniej czy później, tu czy tam, spotka się z całym złem tego świata i z wszystkimi propozycjami świata, z których jeśli dziecko skorzysta, to zniszczy swoje życie.
Tak będzie. Nie da rady w dzisiejszych czasach zachować dziecka przed światem. Bo wypuścisz je z domu do szkoły, na studia, bo założy swoją rodzinę, pójdzie w świat. Nie ma wychowania pod koszem. Nie jest tak, że tylko ty masz wpływ na to, co dziecko będzie widziało, czytało, słyszało.
Nie ochronisz, nie wyizolujesz, nie zamkniesz przed dzieckiem tego wszystkiego. Takie jest życie. Dawniej, 200 lat temu, na wiosce gdzieś, gdzie nie było ani telewizji, ani internetu, ani szkoły, to rzeczywiście sami rodzice wychowywali swoje dziecko, tak jak chcieli.
Dzisiaj nie! Telewizja, radio, media, internet, cały świat wpływa na wasze dzieci. Nie ustrzeżecie, nie zabezpieczycie, dziecko wasze spotka się z tym wszystkim, czy wam się to podoba czy nie.
Pytanie tylko, co ono z tą studnią zrobi? Czy roztropnie odejdzie od niej? Czy będzie potrafiło powiedzieć „nie” wszystkim pokusom świata?
Czy będzie umiało rozróżnić, co jest dobre, co jest złe? Czy będzie miało w sobie siłę, czy będzie miało w sobie moc? Czy dokona dobrych wyborów?
Mam do rodziców pewne pytanie.
Zanim je zadam powiem, że doskonale wiem, że różna jest wasza wiara i różny poziom religijnych praktyk, różna gorliwość. Naiwny nie jestem.
Niezależnie jednak od tego, jak wygląda teraz twoja wiara, jak wyglądają twoje religijne praktyki, to pomyślcie teraz, czy wiara, rozumiana jako autentyczne, głębokie, mocne przeżycie w sercu, w umyśle człowieka, czy taka wiara człowiekowi w życiu pomaga? Czy jest konkretną siłą, mocą, drogowskazem, światłem? Czy jest jakąś wartością?
Czy też jest niczym? Pewnie różne mogą być odpowiedzi na to pytanie.
Jednak mam przed sobą pewne fakty. Przed laty przyszliście do tego czy innego kościoła, prosząc Kościół o chrzest dla waszych dzieci.
Kilka lat temu posłaliście swoje dzieci na katechezę, teraz prosicie o pierwszą komunię dla waszych dzieci. Myślę więc, że tym samym uznajecie, że wiara jest czymś ważnym dla waszego dziecka.
Chcecie tej wiary dla waszych dzieci, nawet jeśli wam się może coś pokręciło, czy coś zgasło. Macie przekonanie, że ta wiara jest im potrzebna, że im pomoże w życiu. Właśnie wtedy kiedy puścicie je w świat.
Macie rację. Wiara, ta autentyczna, głęboka, nie ustrzeże człowieka przed problemami, ale będzie dawała człowiekowi siłę, żeby temu sprostać.
I teraz rzecz najważniejsza w tym kazaniu. Jeśli chcesz wiary silnej i mocnej, która będzie fundamentem i drogowskazem dla twojego dziecka, to nie ma innej drogi, jak samemu dziecku tę wiarę przekazać.
Całe to duchowe dobro, którego pragniesz dla dziecka, może przyjść do dziecka tylko jedną drogą – przez ciebie.
Niesłychanie ważny jest klimat i świadectwo jakie dajecie. Ważne jest pokazanie i nazwanie pewnych rzeczy. Wy dla dzieci jesteście największym autorytetem.
Wasze słowo, wasz przykład, dla dziecka są najważniejsze. Macie siłę i moc, żeby jednym drgnieniem powieki przekreślić wszystko, co mówi najmądrzejszy i najświętszy ksiądz, najmądrzejsza i najświętsza katechetka.
Macie też moc, by tym samym drgnieniem powieki położyć pieczęć na wszystkim co słyszy w kościele i na katechezie wasze dziecko. Możecie powiedzieć, że to prawda, że to ważne, że warto to przyjąć. Możecie to wszystko utwierdzić i przemnożyć.
Dziecko zawsze uwierzy wam, bo wy jesteście dla niego Alfa i Omega.
Dzieci patrząc na was poznają i uczą się świata, poznają i uczą się wiary… albo niewiary.
Więc jeśli chcecie wiary dla waszych dzieci, to módlcie się o tę wiarę dla waszych dzieci. I dajcie im przykład wiary. Pomóżcie waszemu dziecku.
Pokazujecie dzieciom tę wiarę. Dajcie świadectwo swojej wiary. Nie chodzi tu o świadectwo doskonałości. Kto z nas jest bez grzechu niech pierwszy rzuci kamień. Świadectwo wiary to jest pokazanie, że człowiek w swojej słabości mierząc się z różnymi problemami świata potrafi je, dzięki Bogu, przezwyciężyć.
Świadectwo wiary to pokazanie, że Bóg istnieje w naszych wyborach, w naszych decyzjach, że my się z Nim liczymy, że o Nim pamiętamy, że On jest dla nas drogowskazem i światłem, lekarzem naszych słabości.
A dziecko to wszystko widzi i uczy się.
I idzie naszą drogą. Jeśli chcesz wiary dla swojego dziecka. To daj mu przykład wiary.
Ufam, że tak będzie.
A opieram tą swoją nadzieję na tym, że kochacie swoje dzieci. Gotowi byście byli skoczyć do studni i skoczyć w ogień. Dać wszystko, zamordować się, żeby dziecku było dobrze.
Dajcie mu to, co mu jest teraz potrzebne. Dajcie wiarę. Odwagi. Macie to w sobie.
Ostatnia myśl tego kazania.
Gotowi bylibyście skoczyć do studni za waszym dzieckiem. Bo je kochacie, bo jest drogie dla was.
Chciałbym teraz powiedzieć wszystkim tutaj obecnym w Kościele, że każdy z nas, przez swoje słabości grzechy, jest właśnie w takiej sytuacji – kogoś kto zajrzał i wpadł do studni. I sam nigdy z niej nie wyjdzie.
Chciałbym bardzo mocno położyć wam na umysł i na serce prawdę o tym, że każdy z was ma kogoś, kto za tobą skoczył do tej studni.
Mówię o Jezusie Chrystusie.
To nie jest historyjka z przeszłości. To nie jest opowiadanie o dawnych czasach. Jeśli wierzymy, że Jezus umarł i zmartwychwstał, to znaczy że żyje. I że jest. I że może wchodzić w ludzkie życie. Także w ten sposób, że skacze do studni.
Tak jest w rzeczywistości. Może teraz przeżywasz jakąś swoją sytuację, którą możesz oddać tymi emocjami człowieka, który wpadł do studni, znikąd ratunku. On za tobą skacze, jest z tobą, żeby się ratować.
Jeśli mówimy o Jezusie, że jest Zbawicielem, to nie jest to tytuł honoris causa. To jest prawda. Jezus jest twoim Zbawicielem.
Może warto zbliżyć się do Niego? Przez modlitwę, przez Słowo Boże?
Może przez spowiedź? Przez niedzielną mszę świętą? Doświadczyć go w swoim życiu? Przy okazji Komunii swojego dziecka odnowić swoją wiarę?
Wiesz dlaczego Jezus skoczył za tobą do studni?
Dlatego, że ty dla niego jesteś dzieckiem. Jesteś Bożym Dzieckiem.
Jeśli myślisz, że Bóg jest sędzią, policjantem, prokuratorem, to jesteś w błędzie. Bóg jest twoim ojcem.
Może czasem trzeba przylać pasem, ale pas nie przekreśla ojcowskiej miłości. Bóg może czasem płacze nad tobą, ale nigdy nie wycofał swojej miłości wobec ciebie.
Nigdy cię nie przekreśli, nie powie „przestałeś być moim synem”, „przestałaś być moją córką”.
Bóg nigdy wyrzeknie się żadnego człowieka, żadnego swojego dziecka.
Bóg jest niezmienny w swoich wyborach. Będziesz robił, co będziesz chciał. Myślał, co będziesz chciał. Wierzył albo nie wierzył. Nie przekreślisz Bożej miłości. Ona będzie zawsze nad tobą.
On zawsze będzie twoim Zbawicielem. Zawsze możesz wrócić. Zawsze możesz zapukać do drzwi twojego domu a ojciec ci otworzy. Przyjmie i będzie z tobą tak jak z marnotrawnym synem.
Założy sandały na twoje bose nogi, założy drogocenny pierścień na rękę, założy drogocenną szatę. Zabije tłustego cielca, wyprawi ucztę i każe się radować, bo wrócił syn, wróciła córka. Był martwy a ożył, zaginął a odnalazł się.
Chciałbym bardzo, byście odkrywali coraz bardziej i bardziej Bożą miłość.
I dajcie tę miłość swoim dzieciom.




