Opublikowano 14 komentarzy

Umrzyj, zanim umrzesz

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Druga Niedziela Wielkanocna czyli Miłosierdzia Bożego; (Dz 2, 42-47); (Ps 118 (117), 2-4. 13-15. 22-24); (1 P 1, 3-9); (J 20,19-31); (J 20,19-31); Winnica 19 kwietnia 2020.

Zmarły niedawno ksiądz Piotr Pawlukiewicz powiedział niegdyś takie zdanie: „Umrzyj, zanim umrzesz – nie umrzesz, gdy umrzesz!” Brzmi to może jak paradoks, jak sprzeczność, ale niesie głęboką prawdę. Umrzyj, zanim umrzesz! Wtedy nie umrzesz, gdy umrzesz!

O tym będzie to kazanie, ale zacznijmy od początku.

Jezus Zmartwychwstał i ukazał się swoim uczniom. Trwamy w tej tajemnicy wierząc, że „Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy” (por. 1Kor 15,20), po nim my zmartwychwstaniemy.

Pomyślmy jednak, jaki jest warunek zmartwychwstania?

Odpowiedź jest prostsza niż myślisz.

Podstawowym warunkiem zmartwychwstania jest to, że wcześniej trzeba umrzeć. Jak nie umrzesz, to nie zmartwychwstaniesz. Przypomina nam to Święty Paweł: „O, niemądry! Przecież to, co siejesz, nie ożyje, jeżeli wprzód nie obumrze.” (1Kor 15,36)

Oczywiście, trzeba nam na to spojrzeć w sposób duchowy. To co ma w nas umrzeć to grzech. To co ma umrzeć to stary człowiek w nas.

Zaczyna się to w chrzcie i trwa do śmierci. Jedni zdążą umrzeć przed śmiercią, inni nie zdążą.

Święty Paweł tak mówi o naszym chrzcie i o tym, co z tego chrztu wypływa: „Przez chrzest zanurzający nas w śmierć zostaliśmy razem z Nim pogrzebani po to, abyśmy i my wkroczyli w nowe życie – jak Chrystus powstał z martwych dzięki chwale Ojca.” (Rz 6,4)

Powołani zatem jesteśmy do śmierci. Do tego, by umarł w nas grzech, zdechło stare, nic nie warte życie. Wtedy rodzimy się na nowo. Wtedy przeżywamy nasze zmartwychwstanie. Wtedy to właśnie, nawet gdy umieramy, żyć będziemy.

Nasuwa się ważne pytanie! Czy już umarłeś?

Jeśli nie, to się pośpiesz!

Jezus w rozmowie z Nikodemem powiedział: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego.” (J 3,3)

Ktoś, kiedyś, zgrabnie powiedział: Jeśli ktoś narodzi się raz, umrze dwa razy. Kto urodził się dwa razy, umrze tylko raz.

Jeśli tak tylko fizycznie przyszliśmy na ten świat, to czeka nas fizyczna śmierć a po niej druga, ta duchowa.

Jeśli jednak ktoś, po fizycznych narodzinach, przeżył swoje narodziny duchowe, to czeka go perspektywa śmierci fizycznej, ale po niej to już tylko Życie.

Zatem, jak mówił Ksiądz Pawlukiewicz: „Umrzyj, zanim umrzesz – nie umrzesz, gdy umrzesz!”

Jezus Zmartwychwstał i ukazał się swoim uczniom. Trwamy w tej tajemnicy otwierając swoje serca na wezwanie Jezusa: „Nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym.” (J 20,27b)

Porusza mnie to słowo bo ze smutkiem patrzę i oceniam, że mało mamy tej wiary. Doczesność skutecznie i do końca wypełnia nasze życie.

Dzisiaj ta doczesność nazywa się „wirus”. Wirus, wirusa, wirusem, wirusowi. O Wielki Wirusie, któremu oddajemy całe nasze życie.

Parafrazując pewnego klasyka możemy powiedzieć, że wielu ludzi, gdyby poświęciło dziesiątą część tego czasu, który poświęca na wiadomości o wirusie, newsy o wirusie, memy o wirusie, poświęciło na modlitwę, to mogliby realnie myśleć o czyśćcu.

Trudno im uwierzyć i przyjąć, że jest życie po życiu, że o to też trzeba zadbać.

Zdecydowanie tak, dbajmy o siebie, jeszcze bardziej o innych. Patrzmy jednak na wszystko we właściwej perspektywie, z większym spokojem, z większym zaufaniem Bogu.

Potrzebujesz do życia chleba. Oceniasz ryzyko, zakładasz maskę. Jak za mało to jeszcze rękawiczki i kaptur i idziesz do sklepu. Kupujesz chleb, bo jest ci potrzebny.

Nie samym jednak chlebem żyje człowiek. Potrzebujesz też Boga. Oceń ryzyko, załóż maskę i przyjdź do kościoła.

Chyba, że tak naprawdę, kościół jest ci do niczego niepotrzebny…

Bronimy naszego życia jak niepodległości.

Gdybyśmy z taką samą siłą i przekonaniem troszczyli się o życie wieczne…

Chyba nie ma w nas tej siły… Kościół nasz, otwarty od rana do wieczora, jest przerażająco pusty.

Pamiętaj: „Umrzyj, zanim umrzesz – nie umrzesz, gdy umrzesz!”

Gdy nie umrzesz to umrzesz!

Chińskie słowo oznaczające kryzys, w pisaniu składa się z dwóch znaków. „Pierwszy z nich odznacza niebezpieczeństwo lub zagrożenie, drugi natomiast to początek nowej drogi lub szansa.” To nie jest do końca tak. (https://bit.ly/3eqG2Kl) Jednak nawet z fałszywej przesłanki można wyciągnąć prawdziwy wniosek.

Kryzys, jaki przeżywamy, jest rzeczywiście zagrożeniem dla naszej wiary. I jednocześnie stać się może nowym, lepszym początkiem, gdy właściwie go wykorzystamy.

A którą drogą ty pójdziesz?

Tą, którą sam wybierzesz.

Tylko nie myśl sobie, że to twoje doczesne życie, to jedyne życie, które masz do stracenia.


Detalicznie i w pakietach [KLIKNIJ TUTAJ]

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

14 komentarzy do: “Umrzyj, zanim umrzesz

  1. Polecam gorąco jako uzupełnienie tego samego tematu, konferencje ks. Dominika Chmielewskiego o pokucie:
    https://www.youtube.com/watch?v=hxFprMrFn4Q&feature=share&fbclid=IwAR2WxV_W3NaRegGcqE1cmrp7JWPGo02APKUX3rAxY0ceqE5gXMSApqHrDVw

  2. Przytoczone przez księdza słowa ks. Pawlukiewicza przypomniały mi słowa pięknej piosenki “Miriam” … przyspiesz,przyspiesz moją śmierć, pragnę umrzeć aby żyć…”. Dziś wyszłam z domu, miałam już dość wirtualnych mszy św., pojechałam do jednego z otwartych kościołów, gdzie jest wystawiony Pan Jezus w Najswietszym Sakramencie, udało się też skorzystać z sakramentu pokuty. O, jaka różnica!

  3. U mnie na 50 tysięcy ludzi 3 kościoły i każdy zamknięty… Nic dodać nic ująć. Zawirusowało ich, tych , którzy nazywają się lekarzami dusz. I nawet w maskach nas nie chcą a jutro Niedziela Miłosierdzia Bożego. I jak długo jeszcze Jezus będzie Miłosierny? Zostanie tzw “święta reszta”. Może tak ma być by Kościół odradzał się na nowo?
    Otwarty jest kościół polskokatolicki i był otwarty przez Wielki Tydzień i cały czas. I kto jest winny takiemu stanowi rzeczy? Do czego dopuszczono? Na drzwiach kościołów napisy, że im przykro , ale że te 5 osób to lepiej nikogo.
    Pozdrawiam Księdza i gratuluję odwagi. Życzę zdrowia. Bóg niech Księdza ma w opiece.

    1. Pan Jezus jest także w Słowie Bożym, w nas i w bliźnich. Cieszmy się z tego co mamy. Narzekanie niszczy. Proponuję wielką modlitwę dziękczynną jako odtrutkę. Jest trudno, ale Pan Bóg jest w tych trudnościach. Nawracajmy się, póki mamy czas.

    2. Mamy Radio Maryja, Telewizję Trwam, Telewizję internetową “EWTN Polska”, mnóstwo transmisji, rekolekcji, konferencji w internecie. Warto z tego korzystać. Paweł i Sylas (Dz 16) w wiezieniu, zakuci w dyby, pobici wielbią Boga. Szukanie winnych i użalenie się nie zbliża do Boga, a uwielbienie – nawet w bardzo trudnych sytuacjach zbliża. A o brakach duszpasterzy swoich lepiej rozmawiać z nimi samymi, ewentualnie z biskupem.

      1. Panie ZJS -Dydona ma prawo do użalania się. Nie jest w więzieniu, nie rozumie Pan jej. Jej chodzi o Sacrum, które jest w Kościele. Potrzebowała/ potrzebuje umocnienia, czuwania przy Grobie Pańskim, chciała o poranku zobaczyć Grób pusty , Najświętszy Sakrament. W Kościele.
        Gerardus van der Leeuw opisywał sacrum jako moc. To Kościół powinien nam dać moc-siłę w tym trudnym czasie. Nie powinien być zamknięty.

        1. Pani Zosiu
          Dziękuję. Zgadzam się z Panią, że świątynie powinny być otwarte i mamy prawo przeżywać ból z powodu zaniedbań duszpasterskich. Jednak ból nie wystarczy. Trzeba działać, a nie tylko szemrać. Najpierw zadbać o własną relację z Panem Bogiem (Pismo Święte, modlitwa, lektura duchowa, formacja, rachunek sumienia itp). Także zadbać o Kościół domowy. Ponadto modlić się za duszpasterzy, a gdy potrzeba, to ich napominać. Ale biadolenie tutaj nic nie poprawi. Warto przechodzić od postawy roszczeniowej do współodpowiedzialności za Kościół.

        2. Ponadto byłoby zapewne o wiele bardziej owocne, gdyby wszystkie uwagi dotyczące funkcjonowania danej parafii kierować wprost do decydentów (proboszcza, biskupa). Trwając w bezowocnym narzekaniu zatruwamy siebie i innych. W ten sposób pogłębia się wrogość do kapłanów – także tych dobrych. A to chodzi diabłu.

          1. To ja się teraz pomodlę za kapłanów. Tych dobrych i zagubionych, choć nie lubię dzielić. Pozdrawiam.:)

            1. To modlimy się razem. I za wszystkich ludzi aby wypełniły się w nich wszystkie pragnienia NMP.

    3. To nie nic wspólnego z odwagą. Owszem, jest to nakaz mojego serca, ale także spełnienie rozporządzenia Księdza Biskupa.

  4. Czy my do końca tak naprawdę wiemy ,co mamy z naszym obecnym życiem zrobić ?

    Więc dlaczego tak bardzo boimy się śmierci ,na tym wirusowym świecie ????????????????????

  5. No właśnie, gdybyśmy tak jakąś maleńką cząstkę czasu spędzonego na śledzeniu ; wirusa; spędzili z Panem Bogiem w tych pustych kościołach…….

  6. To wszystko święta prawda. Nie chodzi tylko o to, by nie grzeszyć, ale by kochać jak Jezus. I pragnąć nie tylko uniknięcia piekła, ale być w niebie. Życie chrześcijańskie to nieskończenie więcej niż moralna poprawność, tak jak modlitwa to bez porównania więcej niż pacierz czy jeszcze jakieś inne formy. To nieustanna więź z Bogiem 24h na dobę. Zmartwychwstały Pan jest potężniejszy niż wszelkie nasze słabości, hojniejszy niż nasze pragnienia. On może dokonać każdej przemiany w nas i w tych, za których się modlimy. I pragnie odbdarowywać, wyzwalać i uświęcać. Jemu Chwała i Cześć – teraz i na wieki!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *