Opublikowano 6 komentarzy

Nieznany Bóg

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Nieznany Bóg

1. dzień rekolekcji

Należymy do chrześcijańskiego narodu o ponad tysiącletniej tradycji. Chlubimy się tym. Czasami z dumą mówimy o sobie: my – chrześcijanie – katolicy. Za obrazę uznalibyśmy, gdyby ktoś powiedział, że nie jesteśmy godni nosić tego miana.

Nie kwestionuję naszej wiary – daleki jestem od tego. Nie jestem tu zresztą po to, aby sądzić – ale zapytajmy się na progu tych kolejnych rekolekcji w naszym życiu – jaka jest ta nasza wiara? Wierzymy – to prawda, ale w co wierzymy? Wyznajemy wiarę w Boga, ale jaki jest ten Bóg? Co my o nim wiemy?

Chcę postawić tezę, że dla wielu ludzi, także tych wierzących, chodzących do kościoła, Bóg pozostaje kimś nieznanym. A zatem ich wiara musi z konieczności być wielce ułomna – wierzyć w Boga, którego się nie zna? Wiara może być ślepa, zabobonna, ciemna, bezmyślna.

Człowiek ma takie czy inne wyobrażenie Boga, ale często ten nasz obraz Boga jest przez naszą ślepotę i niewiedzę wybrakowany, wypaczony. Niewiele mający wspólnego z prawdą.

Wielu ludzi rozstaje się z wiarą, odchodzi od Boga. Ten proces nie jest widoczny jeszcze tak bardzo w Polsce, ale na zachodzie widać wyraźnie odpływ ludzi – przynajmniej od instytucji, za jaką uznaje się Kościół.

Ale czy rzeczywiście jest to odejście od wiary, czy rzeczywiście jest to odejście od Boga? A może jest to odejście od karykatury wiary, odejście od wykrzywionego obrazu Boga? I bywa, że ci sami ludzi, którzy zarzucili religijne praktyki, poznają prawdę o Bogu i wracają do Kościoła. Ale ich wiara wtedy staje się dynamiczna, radosna, pełna entuzjazmu. Jednocześnie jest świadoma, racjonalna, silna. I nie ma nic wspólnego z zabobonem, magią.

Wspomniany zachód przeżywa upadek religijności, masowe odchodzenie z Kościoła a jednocześnie przeżywa renesans religijności. Powstają rozmaite grupy, wspólnoty, w których przeżywana wiara jest czymś niesłychanie ważnym. Wspólnoty, które gromadzą ludzi młodych, energicznych, którzy nie wstydzą się wiary, mówią o niej otwarcie. Ludzie, którzy wychowują swoje dzieci w poszanowaniu ogólnoludzkich i chrześcijańskich zasad, bo zrozumieli na nowo, że w tym jest szansa dla ludzkości. Jedyna szansa, by ta ludzkość nie pożarła się nawzajem.

To wszystko przyjdzie i przychodzi już do Polski. I nie ocaleje chrześcijaństwo, które polega jedynie na święceniu palemek w Niedzielę palmową, jedynie na przynoszeniu święconki w Wielką Sobotę, jedynie na strojeniu choinki na Boże Narodzenie i jedynie na tłumnej obecności na Pasterce. To zbyt mało.

To zbyt mało, że na pytanie ankietera jakiegoś ośrodka badań odpowie się twierdząco na pytanie – czy jest pan wierzący? To zbyt mało, że weźmie się ślub w kościele i do tego kościoła przyniesie się swoje dziecko. To zbyt mało, że otworzy się swoje drzwi przed kapłanem w czasie kolędy.

Musimy to dobrze zrozumieć. Nie mam nic przeciwko święceniu palem i pokarmów. Dobrze, że zawieramy śluby w kościele i chrzcimy dzieci. Ale wiara nie może to tylko na tym polegać, to zbyt mało. Nie może się do tego sprowadzać. Bardzo łatwo wtedy zamienić wiarę na czcigodną i piękną tradycję i folklor.

To co wystarczało dawniej, gdy cała kultura i świat przesiąknięta była wiarą i Bogiem, nie wystarcza obecnie. I niemiłosiernie zostanie zdeptane, sponiewierane, przez współczesność. I stanie się tak, że Kościół w takim kształcie stanie się skansenem. Skansenem, który się pielęgnuje, zwiedza (zdjęcie można sobie zrobić), ale nikt tam nie mieszka. Skansenem, który funkcjonuje gdzieś na obrzeżach normalnego życia.

Wiara, by ocalała, musi stać się bardziej osobista, świadoma. To musi być nasza decyzja wiary i świadomość dlaczego wierzę. I świadomość w KOGO wierzę.

Musimy zatem poznać Boga. Tego Boga, który tak często jest dla nieznany a jeszcze częściej, i jeszcze gorzej, znany jest fałszywie – jako karykatura Boga. Jak możemy poznać Boga? Nie jest to łatwe.

Pierwsze co chcę powiedzieć to to, że musimy poznać Boga osobiście. Co to znaczy? Znaczy to, że nie wystarczy, że ja coś wam o Bogu opowiem, że usłyszeliśmy coś kiedyś na katechezie od katechetki, czy księdza, że przeczytaliśmy coś o Nim w gazecie, czy widzieliśmy jakiś program telewizyjny. To wszystko jest wiedzą z drugiej ręki. Przydatna i wartościowa, ale trzeba czegoś więcej.

Wyobraźmy sobie, że jest dziewczyna – samotna, na wydaniu. I przychodzą do niej ludzie, różni ludzie, i mówią jej o jakimś chłopaku. Mówią, że jest także samotny, że jest atrakcyjną partią, dobry zawód, mieszkanie. Jednocześnie, co najważniejsze, bardzo dobry charakter, czuły i romantyczny a na dodatek przystojny. A jeszcze dodatkowo interesuje się dziewczyno tobą, podpytywał się jednego i drugiego o ciebie.

I co zrobi ta dziewczyna? Czy te słowa zmienią coś w jej życiu? Czy te informacje -wszystkie prawdziwe – spowodują, że dziewczyna się zakocha, zapragnie poślubić, powie “tak”? Oczywiście, że nie! Wszystkie te informacje życzliwych ludzi mogą jedynie zrodzić ciekawość. Nic więcej!

I tak jest z nami w odniesieniu do Boga. Wszystkie kazania, mądre nauki, katecheza, książki mogą jedynie w człowieku obudzić ciekawość. Ale nic więcej.

Trzeba się z Bogiem spotkać osobiście. Dziewczyna z chłopakiem musi się kiedyś umówić. Trzeba dać szansę na miłość.

Ale jak spotkać się z Bogiem? Czy szansę na wiarę mają zatem tylko mistycy, którzy dostępują jakiś objawień? Nie! Bóg jest dostępny dla wszystkich, każdy z nas może go spotkać i poznać. Jak?

Jest taka jedyna w swoim rodzaju księga jaką jest Pismo Święte. Pisali ją ludzie, ale nie sami z siebie, ale pisali prowadzeni Duchem Świętym. I dlatego w tych słowach zawarty jest Bóg. W tej księdze. Biblii, Bóg mówi do człowieka, poucza go o drogach zbawienia, poucza go, jak ma żyć.

Czytając Pismo Święte otwartym sercem możemy spotkać się z Bogiem. Osobiście! Nie – słyszeć o Nim z drugiej ręki. Osobiście!

Jeden z ojców Kościoła powiedział słusznie, że nieznajomość Pisma Świętego jest nieznajomością Chrystusa. Nie znając Pisma Świętego, nie znamy Chrystusa. A zatem nasza wiara jest ułomna, słaba, karykaturalna.

Badania socjologiczne są bezlitosne. Wykazują, że ochrzczonych i deklarujących wiarę jest w Polsce ponad 95% ludzi. Połowa z nich praktykuje. Ale w co wierzy? Co trzeci “katolik” wierzy w reinkarnacja – to, że po śmierci jego dusza wcieli się w inne ciało. Co trzeci “katolik” nie wierzy w piekło i diabła, co trzeci katolik nie wierzy w zmartwychwstanie i niebo i życie po śmierci. Co trzeci “katolik” nie wierzy, że ma duszę.

A jak jest ze znajomość Pisma Świętego? Strach pytać. Pewien zakonnik opowiadał jak na kolędzie zapytał w pewnym domu: czy macie państwo Pismo Święte? Usłyszał w odpowiedzi: Nie, nie, nie prenumerujemy. Co to za wiara? Co to za katolicyzm? To karykatura i strach na wróble. I może nawet dobrze, że taka “wiara” upada. A upaść musi, gdyż nie ma żadnej wewnętrznej mocy. Tylko ludzki bezwład i przyzwyczajenie i przywiązanie do wspomnień dzieciństwa. To mało.

Potrzeba nam budowania prawdziwej mocnej wiary. A ta rodzić się będzie ze spotkania z Chrystusem – tego osobistego, ze słowem Bożym. Niezależnie czy się je czyta, czy się je słyszy, czy jakiś werset kołacze się w pamięci – byle na to słowo, słowo Boga, otworzyć się sercem, by to słowo zrodziło wiarę, wiara była spotkaniem z Bogiem a spotkanie z Bogiem nawróceniem. Prawdziwą przemianą naszego serca.

Żył kiedyś taki młody człowiek. Miał na imię Augustyn. Żył w chrześcijańskim otoczeniu, odwlekał swój chrzest, choć miał zamiar to zrobić, musiał zatem chodzić na jakąś katechezę. Z jednej strony ambitny, dbał o swoje wykształcenie. Z drugiej strony ulegał rozmaitym religijnym nowinkom i wierzył w rozmaite rzeczy. Powiedzielibyśmy dzisiejszym językiem, że ulegał wpływom sekt. Prowadził też dziwne życie osobiste – miał związek z kobietą, miał z nią dziecko a kobieta nigdy nie stała się jego legalną małżonką. Taki typowy człowiek – Panu Bogu świeczkę i diabłu ogarek. Lekkie życie młodzieńca, który nie do końca traktuje życie poważnie.

I ten człowiek, któregoś dnia słyszy słowa piosenki śpiewane w sąsiedztwie przez małą dziewczynkę – weź i czytaj. Weź i czytaj! Traktuje to jako wezwanie do otworzenia Pisma Świętego. Idzie do domu, bierze do ręki Biblię, otwierają i czyta: “Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła. Żyjmy przyzwoicie jak w jasny dzień: nie w hulankach i pijatykach, nie w rozpuście i wyuzdaniu, nie w kłótni i zazdrości. Ale przyobleczcie się w Pana Jezusa Chrystusa i nie troszczcie się zbytnio o ciało, dogadzając żądzom.” (Rz 13,12-14)

Augustyn otworzył swoje serce. Potraktował to słowo, jako osobiście skierowane do siebie. Uwierzył, że to Bóg go wzywa do porzucenia ciemności, grzechu, niemoralności. Dokonuje się szalona przemiana tego człowieka. Przyjmuje chrzest, zaczyna żyć wiarą, poważnie traktuje Boga. Oddaje mu życie. Także w ten sposób, że zostaje kapłanem a potem biskupem. Po śmierci ogłoszony świętym. Św. Augustyn – autor wielu dzieł, które do dzisiaj stanowią fundament teologii.

Nie to jest jednak ważne, że napisał wiele mądrych książek, ale to, że Boga i wiarę potraktował poważnie, że nie była to dla niego tradycja, ale coś bardzo osobistego. Wiara zmieniła jego życie i nadała temu życiu nowy wymiar i sens. A stało się tak, że spotkał się z Bogiem osobiście.

Wróćmy do naszej dziewczyny. Umówiła się z chłopakiem. Poszła na spotkanie. Potem druga i kolejna randka. Powoli przekonała się, że prawdziwe były słowa, które słyszała o nim z różnych stron. Okazał się naprawdę dobrym i szlachetnym człowiekiem. Poznała go jako mądrego i rycerskiego mężczyznę. Powiedział jej, że ją kocha. Usłyszała to! Od niego! Już nie od innych a od niego samego. I pokochała go. A gdy zapytał, czy chcesz być ze mną na zawsze odpowiedziała – tak, chcę być z tobą.

I to właśnie winno się dokonać w naszym życiu. Spotykamy Jezusa osobiście i przeżywamy z nim nasze randki. Słuchamy tego, co mówi nam w swoim słowie i odpowiadamy mu modlitwą. Poznajemy go bliżej, poznajemy jego słowa, jego czyny. Osobiście – sami.

Poznajemy Jezusa i wtedy odsłania się nam całe piękno tej postaci. Jezus chce być naszym przyjacielem. Odkrywamy jego miłość, troskę. Odkrywamy jego wielkie serce. On nas ukochał. Odkrywamy prawdę o Miłosierdziu Boga – Bóg mówi, że nie chce śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i miał życie.

I odkrywamy jego propozycję. On chce być z nami. Mówi: Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni o obciążeni jesteście a ja was pokrzepię. Chcę być z tobą. Nie chcę być ciężarem dla Twojego życia, przeszkodą, kulą u nogi, dziurą w moście. Chcę być tym, który ci pomaga, który daje ci nadzieję.

Ludzkie życie nie jest lekkie. To czasami jarzmo, które nas boleśnie gniecie. W Piśmie świętym mowa jest o jarzmie. Jezus mówi: weźcie moje jarzmo. No właśnie! Wyszło szydło z worka – odkrywamy, że Bóg chce nam zesłać jednak jakieś jarzmo. To prawda, tylko czym jest jarzmo? To takie urządzenie, które spina ze sobą parę zwierząt pociągowych. Nie jedno! Parę! Jezus mówiąc weź moje jarzmo mówi: zepnij się ze mną, nie jest w życiu łatwo – to pewne, ale będziesz stał w zaprzęgu ze mną. Ty i Jezus – w jednej parze.

Możesz oczywiście powiedzieć, że nie interesuje cię to, ale i tak będziesz w jakimś jarzmie. Życie jest okrutne. I jak będziesz w jarzmie chodził sam, to jarzmo dodatkowo będzie cię kaleczyć, męczyć i wreszcie padniesz.

Nie chodź w jarzmie sam. Wybierzesz Jezusa.

Rekolekcje są opowiadaniem o Jezusie. Są świadectwem, ale nie zastąpią twojej własnej refleksji, twojego osobistego spotkania z Jezusem. Nie zastąpią także twojej decyzji. Nikt za ciebie nie weźmie ślubu – będzie nieważny. Nikt za ciebie nie może uwierzyć w Chrystusa -taka wiara też będzie nieważna.

Tylko ty sam. Ja mogę jedynie pomagać, ale to ty sam, swoje sprawy, osobiście, bez pośredników, musisz z Panem Bogiem załatwić.

Popatrz na swoje życie, zważ je i pomyśl ile ono warte. Pomyśl o swoim grzechu, o swoich niewiernościach, słabościach, zdradach, zagubieniu. Pomyśl o swoim wielkim pragnieniu szczęścia, miłości, pokoju, bezpieczeństwa. O poszukiwaniu sensu, prawdy, o szukaniu wiedzy o tym jak żyć.

Wielkim sukcesem tych rekolekcji byłoby gdybyś przyszedł na to miejsce, ukląkł tu przed Najświętszym Sakramentem i pomyślał o swoim życiu, i zapłakał nad swoim życiem. Ale nie tak jak Judasz, ale jak Piotr, by te łzy oczyściły cię, wzmocniły, dały nadzieję. Kto w życiu nie zapłakał przed Bogiem nad swoim życie niewiele jeszcze wie czym jest wiara.

Jest w Twoim życiu wiele dobra – dziękuj za to Bogu. Ale jest też wiele zła – sam wiesz najlepiej co to jest – zmień to. Żyj w zgodzie z Bogiem i z samym sobą.

Jest z nami Jezus w znaku swego obrazu. To pomoc, cenna pomoc, ma nam ułatwić spotkanie z Bogiem. Biedny jest jednak ten, kto zamiast z Bogiem spotka się z samym obrazem. Sięgajmy w głąb, niech obraz będzie oknem, drzwiami do innej rzeczywistości. Do miejsca w którym spotkamy samego Boga.

Spotkajmy Boga w tych rekolekcjach, poznajmy Boga, zakochajmy się w Bogu i zacznijmy przyjaźń z Bogiem dając mu miejsce w naszym życiu.

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

6 komentarzy do: “Nieznany Bóg

  1. Utożsamiam się z Księdza przemyśleniami i niech Bóg błogosławi Księdza Kapłaństwo.Cieszmy się , że mamy jeszcze księży/niedługo już nie będzie wymienialności księży, mało powołań , a księża umierają-to z pewnego kazania w Wielisławiu/.TO JEST CZAS PŁACZU BOGA!!Co mamy robić?Żyć dobrze, kochać GO i być z Nim

  2. Trójjedyny Bóg jest ogromną tajemnicą, Miłującą i Miłosierną, której musimy uwierzyć i zawierzyć. Każde Ojcowskie Słowo jest objawione w Jezusie Chrystusie przez łaskę w Duchu Świętym. Wszystko jest łaską! Bóg zaoptrzył nas we wszystkie dary. Słowo Boże, sakrament pojednania, dar Eucharystii, namaszczenia chorych, przykazania-drogowskazy. Tylko zechciejmyjeszcze przyjąć i z nich skorzystać. Dał przez zasługi Jezusa Chrystusa. Jego życie, mękę i śmierć. My grzeszni niezasłużenie otrzymaliśmy! Z Miłości. Niepojęte, prawda? Aby nas zbawić. A jednak. Słowo przeczytane, czy usłyszane działa w nas. Św. Augustyn sam nie został świętym. Poruszyło Go Boże Słowo, bo Matka , św. Monika z miłości modliła się o Jego nawrócenie. I dostąpił łaski Bożej. A nie tak sam z siebie. Taki był Boży plan. Matka zawierzyła, a Pan Bóg sam realizował to, wg własnej woli. Sam, nasz rozum, nie jest w stanie tego pojąć.
    Z Panem Bogiem!
    PS. Dziękuję Księdzu i pozdrawiam.

  3. Piotr i Judasz, obaj zrobili to samo, a co skutków i konsekwencji, dla Judasza zabrakło Miłosierdzia, nie Boga, bo Jezus za niego też oddał swoje życie, ale miłosierdzia drugiego człowieka, chrześcijanina. Nie było nikogo kto chciałby go zatrzymać, kiedy szedł odebrać sobie życie. Wszyscy położyli swoją winę tego co się wydarzyło na niego, niestety też nie trwając w tym czasie przy Chrystusie, wszyscy pouciekali, poza św. Janem.

    Pana Boga można spotkać w historii swojego życia, ale do tego jak najbardziej jest potrzebne Słowo, to Ono będzie rozświetlać je we właściwy sposób pokazując, co Pan Bóg “robił” w tym czasie kiedy wydawało się, że Jego nie ma.

    Wiara jest przede wszystkim doświadczeniem Jego obecności, że się doświadczyło tego, że Pan Bóg działa i nie pozostawia nas bez odpowiedzi. To ON chce nas prowadzić w swoim życiu, bo wie co dla nas jest najlepsze i zawsze kieruje się do nas swoją Miłością. Tu potrzeba jest nasza zgoda, bo z całej swojej wielkości i Miłości do nas oddał wszystko w nasze ręce, dając wybór, wolną wolę, że możemy Jego samego odrzucić. I tu paradoks, nawet dokonując wyboru, że Jego nie chcemy, ON dalej nas Kocha i dalej nas obdarza swoją Łaską i Błogosławieństwem, tylko niestety nie będąc w Jego objęciach, nie będziemy mogli ani tego zobaczyć ani nie będzie to dla nas świadectwem Jego obecności. Będziemy błogosławionymi dziećmi Boga pogrążonymi w ciemnościach i bynajmniej nie chodzi tu o grzech.

    Nie ma co się oszukiwać, sami z siebie Pana Boga nie spotkamy, potrzeba miejsca gdzie wraz z innymi nie tylko poddajemy się Jego Woli ale także staramy się Go odnajdować w swoim życiu. Nie bez przyczyny Jezus Chrystus pozostawił po sobie apostołów i dał Świętego Ducha, a oni utworzyli Kościół. I to miejsce w tym Kościele należy także znaleźć dla siebie, całe szczęście mamy b duży wybór, różnych wspólnot, stowarzyszeń, organizacji która w łonie Kościoła, dodatkowo może nas prowadzić w poznania wiary, poznania Boga i odkrycia na nowo całego bogactwa jakie w sobie ma nasz Kościół.

    W Kościele warto jednak przede wszystkim szukać Jezusa Chrystusa a nie drugiego grzesznego człowieka, bo okazuje się, iż tu o niego najłatwiej. To może nas gorszyć, może nawet odciągnąć nas od obecności w tym Kościele ale tam gdzie szukamy Boga ON zawsze wyjdzie nam na przeciw i da nam “nowe serce i nowego ducha”. Nasz Kościół tu nie ma co ukrywać to Kościół grzeszników, gdzie podwaliny pod niego dali ci, którzy przy Chrystusie nie wytrwali ale Pan Bóg właśnie takimi ludźmi chce się posługiwać, marnymi i uczynić z nich swoich synów godnych Jezusa Chrystusa. Wszyscy jesteśmy do tego zaproszeni, obojętnie co się dzieje i działo w naszym życiu, bo ON nas stwarzając Kocha nas z samego aktu stworzenia a nie z tego co robimy czy robiliśmy. ON sam chce w procesie naszego nawrócenia do Niego, wypełnić każde przykazanie, bo każde jest błogosławieństwem dla człowieka, a Kościół jest tylko czy aż dla nas najlepszą pomocą do tego.

  4. chciejmy sprubujmy chociaż go poznać

  5. Bóg kocha i szuka wszystkich ludzi.
    Bóg jest miłością, a Jego miłosierdzie jest nieskończone.

  6. Bardzo podoba mi się sposób Pańskiego pisania. Mam na myśli lekkie pióro i trafne, plastyczne porównania. Pewnie odbierze ksiądz moje słowa jak atak, ale absolutnie nie to mam na celu. W moim środowisku nie ma zbyt wielu ludzi wierzących świadomie, tak jak ksiądz to opisał, nie mam więc z kim na tematy teistyczne porozmawiać.
    Mówi ksiądz o personalnym poznaniu Boga. Chciałabym odwołać się do filozofii Kierkegaarda – trudnej wierze, którą sam nazywa absurdalną, porównuje do skoku. Mnie jako osobie wyjątkowo logicznej ciężko jest “skoczyć”. Nie potrafię wierzyć w coś, czego nie rozumiem. Być może to jest kwintesencją i największą cnotą wiary, ale zwyczajnie nie potrafię się na to zdobyć. Rozgraniczam też Boga i Kościół, zwłaszcza, że nie zgadzam się z wieloma jego dogmatami. Tak naprawdę w głębi umysłu chyba wierzę w Boga, tylko, że Go tak nie nazywam. Rozmawiając z katolickimi przyjaciółmi zauważyłam, że wiele naszych poglądów się pokrywa. Jakbym wierzyła w boski ideał, ale nazywała go po swojemu. Nie utożsamiała Boga z Dobrem. Długo nie mogłam sklasyfikować własnych poglądów, ale chyba najtrafniejszym określeniem będzie agnostycyzm. Wierzę w jakiś Absolut, ale nie potrafię bliżej go zdefiniować. Religia jest pełna sprzeczności, których nie przyjmuje mój racjonalny umysł. Podziwiam ludzi świadomie wierzących. Bóg istnieje na pewno – w ich umysłach. Przeraża mnie natomiast “wiara” nieświadoma. Ciemna jak o ciemnym czytaniu pisał Norwid. Mój ewangelicki przyjaciel powiedział, że taka postawa nawet koło wiary nie leżała i przyznałam mu rację. Jest tylko wtłoczonym kulturalno-społecznym przyzwyczajeniem. Zapytałam kiedyś babcię, zagorzałą katoliczkę, czy wie co to znaczy “amen”. Usłyszałam “aa nie wiem”, wypowiedziane z lekkością i zbywalnym tonem. Przeraziłam się. Jak można powtarzać coś co niedzielę i nie wiedzieć, co to znaczy? Hipokryzja jest jedną z najgorszych rzeczy na świecie. Tak samo jak Kowalski z dekalogu Kołakowskiego. Gardzę taką”wiarą”.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *