Opublikowano Dodaj komentarz

Lekcja synagogi w Nazarecie

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Konferencja do księży dekanatu Nasielskiego. Nasielsk 9 września 2021

Przeżywając wiarę można czasem (a może często?) ulec pokusie pelagianizmu. Herezja pelagianizmu, przypomnę, polega na przekonaniu, że człowiek, autonomicznie, samodzielnie, potrafi pokonać wszelkie pokusy, zło i niejako zbawić samego siebie.

W takim systemie Jezus Chrystus przestaje być zbawicielem, bo niby z czego miałby zbawiać? Staje się jedynie takim pięknym przykładem do naśladowania, a reszta już należy do człowieka.

Taką herezję należy z pieczołowitością odrzucać. Każdego dnia przypominajmy sobie, że jesteśmy biedni, ślepi i nadzy (por. Ap 3,17), by w obliczu wiecznego potępienia, które zagląda nam w oczy, wołać do Jezusa o łaskę zbawienia.

Jednak gorliwość tropienia herezji pelagianizmu nie powinna nas prowadzić do przekreślenia postaci Jezusa jako wzoru, przykładu i inspiracji.

Nawet jeśli osoba Jezusa pozostaje nieosiągalnym przykładem, to przykład ten pozostaje ważny. Tak jak gwiazdy na niebie – są nieosiągalne, ale można się nimi kierować.

Zatem „patrzmy na Jezusa, który nam w wierze przewodzi i ją wydoskonala.” (Hbr 12,2a)

I spójrzmy dzisiaj na Jezusa jako na kaznodzieję, tego który głosi nauki, wygłasza kazania. Spójrzmy na Niego, by zobaczyć samych siebie, zweryfikować naszą posługę, zainspirować się czymś, czegoś nauczyć.

Po to, by nasze kazania lepiej służyły ludziom, były skuteczniejsze i nas samych uświęcające. Kazania to spory, istotny kawałek służby prezbitera.

Chciałbym się oprzeć na kazaniu Jezusa z Nazaretu:

„Przyszedł również [Jezus] do Nazaretu, gdzie się wychował. W dzień szabatu udał się swoim zwyczajem do synagogi i powstał, aby czytać. Podano Mu księgę proroka Izajasza. Rozwinąwszy księgę, natrafił na miejsce, gdzie było napisane: Duch Pański spoczywa na Mnie, ponieważ Mnie namaścił i posłał Mnie, abym ubogim niósł dobrą nowinę, więźniom głosił wolność, a niewidomym przejrzenie; abym uciśnionych odsyłał wolnymi, abym obwoływał rok łaski od Pana.

Zwinąwszy księgę oddał słudze i usiadł; a oczy wszystkich w synagodze były w Nim utkwione. Począł więc mówić do nich: Dziś spełniły się te słowa Pisma, któreście słyszeli.” (Łk 4,16-21)

Najpierw rzecz, której w tym fragmencie nie widać, ale która jest istotna i daje proste odniesienie do naszej posługi.

Pan Jezus wyszedł do tego kazania… przygotowany. Odwróćmy stronę Biblii i zobaczmy, że wcześniej Jezus przeżył swoje rekolekcje – czterdziestodniowy post na pustyni, swoją duchową walkę z szatańskimi pokusami.

Jeszcze wcześniej był Jego chrzest w Jordanie i mocne doświadczenie bycia umiłowanym synem.

Doświadczenie miłości i doświadczenie oczyszczenia… W gruncie rzeczy do tego sprowadzają się każde rekolekcje, także rekolekcje księżowskie.

Dobra zatem okazja, by o tych rekolekcjach przypomnieć. Przypomnieć nie o karteczkach i zaświadczeniach, bo te mnie nie interesują, ale o czasie doświadczenia miłości Boga i oczyszczenia.

Nawet jeśli, bracie, „byłeś” na jakiś rekolekcjach a nie doświadczyłeś na nich miłości i oczyszczenia, to znaczy, że rekolekcje jeszcze na ciebie czekają.

Czytajmy dalej Ewangelię: „A wszyscy przyświadczali Mu i dziwili się pełnym łaski słowom, które płynęły z ust Jego. I mówili: Czy nie jest to syn Józefa?” (Łk 4,22)

W uszach zapewne mamy „słowa pełne wdzięku”, jak jest w III wydaniu Tysiąclatki i starych lekcjonarzach. W oryginale mamy „λογοις της χαριτος” (logois tēs charitos) – słowa łaski.

Nowsze tłumaczenie jest chyba lepsze. Tłumaczenie „charitos” jako wdzięku nie jest zapewne błędne, ale błędne jest wyciąganie z tego wniosku, że nasze kazania mają być „ładne”, „śliczne”, „wdzięczne” co do formy. Bardzo łatwo, zwłaszcza gdy nie ma się literackiego talentu, popaść wtedy w kiczowatość, bezguście i zmanierowanie.

I było wielu trędowatych w Izraelu za Elizeusza, proroka, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Naaman Syryjczyk.

I wszyscy w synagodze, słysząc to, zawrzeli gniewem. I powstawszy wypchnęli go z miasta, i wywiedli go aż na szczyt góry, na której miasto ich było zbudowane, aby go w dół strącić. Lecz On przeszedł przez środek ich i oddalił się.” (Łk 4,23-30 BW)

Mimo przygotowań, mimo łaski w słowach, trudno uznać kaznodziejskie wystąpienie Jezusa za sukces. Niczego nie zabrakło a jednak nauczanie zostało odrzucone.

Czasem możemy przeżywać frustrację, że nie jesteśmy lepsi od Jezusa. Pogódźmy się z tym, że przeżywać będziemy porażki i odrzucenie. Tak bywa i tak będzie.

Jeszcze inna jednak nauka z tego płynie.

Z opisanego wydarzenia z Nazaretu ktoś może wyciągać wnioski, że kazanie musi dotykać ludzi. Nie tylko o jakieś poruszenie tu chodzi, ale o to, co odbieramy jako coś złego. Mówimy „czuję się dotknięty” mając w myśli po prostu obrazę.

Źle się dzieje, gdy ksiądz wchodzi na ambonę z takim nastawieniem. W jednej z książek de Mello, cytuję z pamięci, przywołana została refleksja pewnego biskupa, który mawiał: „Gdzie pojawiał się Jezus, tam wybuchały zamieszki, gdzie ja się pojawiam, tam wszyscy częstują mnie herbatą”.

Rzeczywiście w Nazarecie wybuchły zamieszki i rzeczywiście wiele kazań jest do bólu słodkich i jednocześnie nic nie znaczących.

Opaczny jednak wniosek z tego wyciąga ksiądz, który wychodzi na ambonę w celu wywołania zamieszek i obrażania ludzi. Taka intencja przekreśla kazanie. To nie ta droga, nawet jeśli księżowskie obserwacje ludzkiego życia i wnioski z nich płynące są prawdziwe.

Nie wystarczy mieć rację. Trzeba jeszcze tę rację w sposób właściwy przedstawić.

Czasami (a może nawet często?) nasze osobiste frustracje, zranienia, lęki przybierają formę „Bożego gniewu”. Czasami ksiądz wywożony na taczkach myśli, że jest męczennikiem a jest po prostu głupcem. W Biblii zaś mamy pochwałę i podziw dla męczeństwa i jednoznaczne potępienie głupoty.

Temat wyczerpany? Oczywiście, że nie! Potraktujmy go jako przyczynek do większej całości w późniejszym czasie.


Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *