Opublikowano 8 komentarzy

Ogień potrzebuje tlenu i drewna

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

Czwartek 29. Tygodnia Zwykłego, rok II; (Ef 3, 14-21); (Ps 33 (32), 1-2. 4-5. 11-12. 18-19); Aklamacja (Flp 3, 8b-9a); (Łk 12, 49-53); Winnica 22 października 2020. Wieczernik Winnicki

„Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął.” (Łk 12,49) Ten werset mnie bardzo dzisiaj porusza. Chcę jednak zacząć od czego innego, od pewnego jesiennego obrazka.

Jesień to czas zbioru winorośli, czas winobrania. Dojrzałe grona są miażdżone, by wydobyć z nich moszcz. Robi się nastawy, czeka się na wino.

By doczekać się wina potrzebujemy soku z winogron a dokładnie cukru, który w nim jest i drożdży, czy to tych naturalnych, które zawsze są na skórkach winogron, czy specjalnie dodanych. Drożdże „zjadają” cukier, powstaje alkohol. Oczywiście potrzeba też szklanego galonu i rurki fermentacyjnej.

Produkcja wina to trochę loteria. Uda się, czy się nie uda. Czasem fermentacja idzie tak, że ją słychać, aż rurka się trzęsie i wyraźnie słychać szum i widać jak nastaw gazuje.

Czasem jednak wszystko staje, rurka pyka od niechcenia, coś jest nie tak. Czy cukru za mało, czy drożdże nie takie, czy temperatura ich czasem nie zabiła.

Bywa, że wszystko się psuje. Zamiast wina mamy ocet.

Ten obraz pojawił się, gdy czytałem słowa: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął.” (Łk 12,49) Dlaczego tak? O tym za chwilę.

Podzielę się z wami moim wielkim pragnieniem duchowego przebudzenia naszej parafii. Pod wieloma względami jesteśmy naprawdę dobrzy i inni mają w nas swoją inspirację.

Ja jednak wciąż tęsknię za czymś więcej.

Tęsknię za ogniem. Ogień płonący na ziemi to obraz Bożego przebudzenia. Nie chłód, śmierć, martwota, przewidywalny porządek, ale ogień i pożar jest obrazem przebudzenia.

W trumnie jest porządnie, uroczyście, podniośle, czysto, ale nie ma życia.

To tak jak w naszych kościołach. Też tu jest porządnie, uroczyście, podniośle, z czystością różnie, ale nie ma życia. Czy też tego życia jest zdecydowanie za mało.

W trumnie jest przewidywalny porządek i jest nudno. Znowu tak jak w kościołach – przewidywalny, nużący porządek i nuda.

Odkrywam, że pragnienie przebudzenia jest ukryte także w sercu Boga: „Przyszedłem rzucić ogień na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął.” (Łk 12,49) Rzucić ogień i patrzeć jak się pali.

Niby to proste, ale nie zawsze tak jest. Tak jak z winnym nastawem. Czekamy na wino a wychodzi ocet.

Ogień nie płonie sam z siebie. Ogień potrzebuje warunków. Potrzebuje tlenu i potrzebuje drewna, czy czegokolwiek innego, co się pali i do palenia jest przygotowane.

Rzecz w tym, że nasze kościoły pełne są mokrego drewna. Niby drewno, ale nie takie, które może się zapalić, tylko mokre, przesiąknięte wodą. Brakuje też tlenu. W naszych kościołach brak tlenu.

Oczywiście nie chodzi tu o wietrzenie, ale o Ducha Świętego. To on podtrzymuje rzucony ogień, rozpala go, przenosi na sąsiednie strzechy.

Bez Ducha Świętego nie ma przebudzenia. Potrzeba nam ciągłego, tęsknego wołania do Ducha Świętego. Tak jak prorok Ezechiel: „Wtedy rzekł On do mnie: Prorokuj nad tymi kośćmi i mów do nich: Wyschłe kości, słuchajcie słowa Pana! Tak mówi Pan Bóg: Oto Ja wam daję ducha po to, abyście się stały żywe. (…) I patrzyłem, a oto powróciły ścięgna i wyrosło ciało, a skóra pokryła je z wierzchu, ale jeszcze nie było w nich ducha. I powiedział On do mnie: Prorokuj do ducha, prorokuj, o synu człowieczy, i mów do ducha: Tak powiada Pan Bóg: Z czterech wiatrów przybądź, duchu, i powiej po tych pobitych, aby ożyli. Wtedy prorokowałem tak, jak mi nakazał, i duch wstąpił w nich, a ożyli i stanęli na nogach – wojsko bardzo, bardzo wielkie.” (Ez 37,4-5.8-10)

Nie chodzi o wietrzenie, ale o Ducha Świętego. On podtrzymuje rzucony ogień, rozpala go, przenosi na sąsiednie strzechy.

Co nam zostało z Ducha Świętego? Coroczna uroczystość, trzy zwrotki hymnu na ślubie i nudne bierzmowanie. U nas, w Winnicy, może jeszcze: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi, tej ziemi.”

A jak z suchością drewna? Rozumiem przez to naszą otwartość, tęsknotę, pragnienie i gotowość.

Przyzwyczailiśmy się już do tego, choć nie powinno być w nas nigdy na to zgody, że cała masa naszych parafian wcale nie praktykuje lub praktykuje bardzo okazjonalnie. Nie zrywają oni więzi z parafią, przyjmą kolędę, poproszą o pogrzeb, ślub, chrzest. Zajrzą także kilka razu w roku do kościoła, ale na pewno nie ma w nich otwartości, tęsknoty, pragnienia i gotowości.

Czy jednak w tej gorliwszej i solidniejszej cząstce parafii są te cechy? Czy jest w nas otwartość, tęsknota, pragnienie i gotowość?

Może zamiast otwartości wolimy to co stare i wygodne?

Może zamiast tęsknoty i pragnienia jest w nas zadowolenie z tego co mamy i kim jesteśmy?

Może zamiast gotowości jest asekuracja?

Nie oznacza to, że w ludziach nie ma w ogóle otwartości, tęsknoty, pragnienia i gotowości. Jest, tylko realizuje się to w świeckim porządku rzeczy. Krzysztof Kolumb miał to w sobie – otwartość, tęsknotę, pragnienie i gotowość. Gdyby nie miał, to pływałby przy brzegu i łowił śledzie.

Czy widzicie i słyszycie ten zgrzyt między „Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” (Mr 16,15) a codziennością naszych parafii?

Czasami mam wrażenie, jest w tym duża dawka goryczy, że dla wielu wystarczyłoby, by biły dzwony na pogrzebie a na cmentarzu nie rosły drzewa. Jakby jeszcze ciepło było w kościele, to mamy już idealną sytuację.

Kościoły i parafie pełne mokrego drzewa. Czasami już zbutwiałego. Zbutwiali wierni, zbutwiali księża, zbutwiali biskupi i kardynałowie.

Piorun powinien w to strzelić. Może wtedy się uda.

Baczmy jednak zawsze, by nie oglądać się na innych a jeszcze bardziej, by nie brać się do sądzenia.

Na siebie spójrzmy, sobie się przyjrzyjmy. Siebie oceńmy i siebie badajmy.

Ile w nas otwartości?

Ile tęsknoty?

Ile pragnienia?

Ile gotowości?

„Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu!” Czy to nas jeszcze wzrusza? Czy nas to porywa? Czy my w ogóle to słyszymy?

Nasze Wieczerniki są po to właśnie, by nas otworzyć, rozbudzić tęsknotę i pragnienie, wezwać do gotowości.

Nie bądźmy skwaśniałym winem. Nie bawmy się w łowienie śledzi.


“100 x więcej do kochania” – zbiór krótkich, treściwych komentarzy do Ewangelii

KLIKNIJ: https://fundacjanaszawinnica.pl/pl/p/Sto-razy-wiecej-do-kochania.-366-komentarzy-do-Ewangelii-ks.-Zbigniew-Pawel-Maciejewski/153

Podaj dalej...
Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter

8 komentarzy do: “Ogień potrzebuje tlenu i drewna

  1. Co jam mam zrobić aby we mnie nie strzelił piorun??. Mam tyle do robienia – Ja ja sam….

    1. Będzie dobrze Panie Włodku, musi być 🙂

  2. Dzieki Ksiedzu za jakze madre i trafne slowa przybadz Duchu Swiety tchnij w nas swego Ducha obmyj nas wysusz i rozpal odnowa !!!

  3. Bardzo dobre kazanie. Dziękuję. Przy ognisku jest zawsze strażnik ognia. Pamiętam z Harcerstwa.
    Z opowieści starszych słyszałam o Mszach Bitowych. Mieli ciarki na plecach podczas Podniesienia, jak zagrały instrumenty. Hmm.., chciałabym być na takiej Mszy.:)
    Teraz to my wszyscy smutni jesteśmy, zastraszeni jak te mokre drzewa. Wyschniemy kiedyś i zaszumimy listami.:)
    Pozdrawiam.

  4. Nie wiem jak jest gdzie indziej, wątpiącym i szukającym polecam parafię św. Jacka w Bytomiu, do której mam przyjemność należeć.
    Mamy wspaniałych, zaangażowanych, Kapłanów. Każde niedzielne kazanie zapada głęboko w serce i zostaje w pamięci, podobnie jak rozważania Różańcowe i rozważania w czasie Drogi Krzyżowej.
    Razem z naszymi Siostrami Orionistkami zajmują się dziećmi i ubogimi.
    Kryzysu kościoła szukałbym raczej w rosnącym wygodnictwie i materialiźmie oraz w coraz bardziej skutecznym ogłupianiu ludzi przez media.
    Kościół oferuje zbawienie gratis, a na piekło trzeba ciężko zapracować (w końcu najnowszy telewizor 4K + PlayStation dużo kosztują).

    1. Dziękuję za trafne uwagi. Zaangażować się trzeba nam wszystkim.

  5. A może potrzeba nam po prostu odnowy w “Duchu Świętym” i odejścia trochę od sztywnych schematów, regulaminów, instrukcji na rzecz spontanicznej (bez zbytnich obaw i lęków) realizacji „nowego przykazania – miłości”, które jest podstawą Nowego Przymierza Boga z ludźmi w Jezusie Chrystusie. Czyż nie jesteśmy w ręku Wszechmocnego Boga, który nas poprowadzi po właściwych drogach, gdy tylko tego zechcemy? Oczywiście z zachowaniem porządku w tym co ważne i istotne np. Msza Św., sakramenty. Ciągle jednak sądzę, że inicjatywa musi być po stronie charyzmatycznych duszpasterzy, na miarę tych z ubiegłego wieku. Mimo mniej lub bardziej uświadomionych potrzeb wiernych, na inicjatywę oddolną w tej mierze raczej nie można liczyć.

  6. Ks. przyklady, porownana i skojarzenia do tej ewangelii pomagaja zrozumiec jacy naprawde jestesmy. Dziekuje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *