Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa , (Pwt 8, 2-3. 14b-16a); (Ps 147B, 12-13. 14-15. 19-20); (1 Kor 10, 16-17); Aklamacja (J 6, 51ab); (J 6, 51-58); Winnica 4 czerwca 2026.
Od dawna mam przekonanie, że wnętrze, serce drugiego człowieka jest niezbadane. Czasem coś tam może wyjść na jaw, poddać się ocenie, ale całościowo i do końca – nigdy.
Tak się sprawy mają i nie mam z tego tytułu problemu. Można żyć spokojnie bez wiedzy, czy ten pan czy ta pani są pobożni czy niepobożni, moralni czy niemoralni, dobrzy czy źli.
Ten spokój nie oznacza mojej obojętności na te rzeczy. Mi nie jest obojętne, że ten pan czy ta pani są wierzący czy niewierzący, święci czy grzeszni.
Przeciwnie – bardzo mi zależy na ich wierze, moralności i świętości.
Niezdolność do prawdziwej i adekwatnej oceny konkretnego przypadku nie oznacza porzucenia głoszenia Ewangelii. Wydaje mi się, że głoszę i będę głosił prawdę o Bogu, prawdę o człowieku. Będę głosił co jest dobre, co jest złe, co moralne, co niemoralne, co mądre a co głupie.
Nigdy jednak na ambonie czy w konfesjonale nie powiem o kimś konkretnym, że jest zły, niemoralny czy głupi. Jeśli powiem, to popełnię błąd.
Można i należy oceniać poszczególne czyny, słowa czy zachowania, ale nigdy szafować ogólną oceną.
To o czym mówię można wyrazić takim obrazem – staram się na ambonę przynosić metrówkę – to taka składana linijka z podziałką. Przynoszę ją, rozkładam i mówię: to są dwa metry.
Pokazuję wam te dwa metry i na tym moja rola się kończy. Do was już należy to, by te dwa metry odnieść do siebie. Ocenić jak się ma ta miara do waszego życia. Czy jesteście więksi, czy mniejsi niż te dwa metry? Szersi czy wężsi, dłużsi czy krótsi? Jak pasujecie do tych dwóch metrów, jak się w tym mieścicie?
To jest wasza rola i zadanie, a na koniec Pana Boga. Ja mogę tylko pokazać – tyle to jest dwa metry.
Oczywiście w tym wszystkim nie chodzi o metry, ale o miarę wiary, dobra, moralności.
To co powiedziałem to wstęp do tego kazania, względnie aneks do wszystkich kazań, które już powiedziałem.
Uznałem to za ważne, bo dzisiaj na ambonę chcę wnieść miarę „zabawy w Kościół”.
Od długiego czasu rośnie we mnie przekonanie, że wielu ludzi bawi się w Kościół. Nie powiem (w myśl wstępu), że ty czy ty, ale powiem na czym miałaby polegać zabawa w Kościół. Do ciebie zaś należy odpowiedzieć czy to odnosi się do ciebie i na ile.
Czym jest zabawa? Zabawa to aktywność człowieka, dziecka czy dorosłego, podejmowana dla radości, przyjemności, ekscytacji.
W zabawie jako takiej nie ma nic złego. Podejmowana jest dobrowolnie, daje przyjemność, uczy wyobraźni, bo stwarza rzeczy na niby, uczy poszanowania reguł, bo zabawa zawsze ma jakieś reguły.
Problem jest wtedy, gdy zabawę wprowadzamy w obszary gdzie na zabawę nie ma miejsca.
Gdy w małżeństwie jedna ze stron (albo obie) traktują małżeństwo jak zabawę a współmałżonka jak zabawkę, to mamy problem.
Gdy pracownik traktuje swoją pracę jak zabawę i porzuca ją jak mu się znudzi, to mamy problem.
Gdy żołnierz traktuje swoją służbę jak dobrą zabawę, a strzelanie do ludzi jak rozrywkę, to mamy problem. Nawet jak strzela bardzo celnie.
Tak samo mamy problem, gdy wierni traktują Kościół, wiarę i Pana Boga jak zabawę.
Wyrazem zabawy jest zdanie „mam ochotę”. Jeśli moje religijne praktyki przebiegają według modelu „jeśli mam ochotę”, to znaczy, że traktuję to jako zabawę.
Jeśli mam ochotę, to pójdę do kościoła. Nie byłem, bo nie miałem potrzeby, nie miałem ochoty. Nie byłem, bo się znudziłem. Może kiedyś jeszcze pójdę, jak nabiorę chęci. Chodziłbym częściej, gdyby było ciekawiej.
Tak się mówi o zabawie.
Zabawa to pewna umowność, zgoda na fikcję. Nie wiem jak teraz, ale kiedyś chłopacy bawiąc się w wojnę nie mieli problemów, by strzelać z patyków i rzucać granatami z szyszek. Walczyli, zwyciężali, ginęli.
I to są prawa zabawy. Problem jest jednak, gdy tak się traktuje Kościół i jego obrzędy, na przykład sakramenty. Bierze się w nich udział, ale przecież dobrze wiemy, że to wszystko dzieje się na niby.
Jednak sakrament to nie jest patyk i szyszka. To nie jest zabawa.
Czasami dzieci (czy też dorośli) przy zabawie się pokłócą, czasem nawet pobiją. Wkraczamy wtedy do akcji z przypomnieniem, że „to tylko zabawa”. Słuszne przypomnienie.
Problem jednak będzie, gdy swoje uczestnictwo w Kościele traktować będziemy „to tylko zabawa”.
Problem będzie, gdy w Kościele będziemy udawać, nie traktować swojej wiary serio, nie przykładać do tych spraw nadmiernej wagi.
Nie bawmy się w Kościół, nie róbmy z sakramentów zabawki, nie traktujmy wiary jak błahostki.
Traktujmy Boga poważnie. Swoje życie traktujmy poważnie. W życiu jest miejsce na zabawę – w piaskownicy i na boisku. W kościele na zabawę i rozrywkę miejsca nie ma.
To nie są rzeczy, które mają ci dostarczać przyjemności i zabijać nudę. To są sprawy najbardziej poważne i zupełnie na serio.
Dzisiaj Boże Ciało. W Ewangelii słyszymy Jezusa: „Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata.” (J 6,51)
Jak traktujemy te słowa? Poważnie, czy z przymrużeniem oka? Rzeczywiście widzimy w Eucharystii chleb naszej wiary?
Procesja eucharystyczna będzie wyrazem wiary i oddania Bogu naszych „zagród”, czy okazją do pogaduszek z sąsiadem, urwaniem gałązki z brzózki i lustracją, kto nie umył okien?
Czy dzisiejszy dzień jest na serio czy to tylko zabawa, konwencja, rytuał?
Dzisiaj w pierwszym czytaniu słyszymy, „że nie samym tylko chlebem żyje człowiek, ale człowiek żyje wszystkim, co pochodzi z ust Pana”. (Pwt 8,3b)
To przypomnienie, że Bóg do nas mówi. I co z tego? Czy te Słowa traktuję wystarczająco poważnie? A może moją odpowiedzią jest, że to mnie nie bawi?
Mam coraz większe przekonanie, że mamy coraz więcej zabawy w Kościół. Nie mówię, że to ty się bawisz, ale przynoszę teraz metrówkę, rozkładam ją i pytam się, czy to co mówiłem odnosi się do ciebie i na ile odnosi?
Ja nie mam zamiaru być kierownikiem placu zabaw. Chcę być księdzem w Kościele, gdzie głoszona jest Ewangelia, gdzie trwa modlitwa, gdzie sprawowane są sakramenty.
Ta Ewangelia będzie głoszona przez grzesznika do grzeszników, modlitwa będzie modlitwą słabych, beznadziejnych grzeszników, sakramenty będą aplikacją lekarstwa dla konających grzeszników.
W Kościele jest miejsce dla grzeszników, bo innych ludzi zwyczajnie nie ma. Nie ma jednak miejsca w Kościele na zabawę i udawanie.
Boga, wiarę i Kościół należy traktować poważnie.

Przeczytałeś? Skomentuj, dopowiedz, zapytaj. Dopowiadam i odpowiadam, ale nie toczę polemik w komentarzach.
ks. Zbigniew Paweł Maciejewski
Fundacja Nasza WInnica
Od Litery Do Wiary. Rzeczy Dobrze Pomyślane.
Pomagam księżom w ich pracy parafialnej,
przez dostarczanie publikacji, książek i pomysłów duszpasterskich,
ponieważ wierzę, że może to zmienić oblicze Kościoła.





Wielką robotę robisz Księże w kościele. Szacun za odwagę i prostolinijność. Szczęść Boże!
Dziękuję. Dobrze, że ksiądz o tym napisał.
Bardzo mocno przemawia do mnie ten obraz i mam wrażenie, że nareszcie uchwycone zostało sedno traktowania religii w naszym kraju – w życiu publicznym i prywatnym. Dziękuję Księdzu, że mogę zweryfikować, jak to u mnie wygląda.
Kolejny raz czytam i jest to zgodne z moimi myślami jako Proboszcza. Dziękuję bracie kochany kapłanie za twoje powołanie i podzielenie się sercem.