
Mamy problem. Problem polega na tym, że w Kościele Katolickim (zostańmy na wszelki wypadek w samej Polsce) nie głosi się pełnej katolickiej doktryny na temat podstawowy, czyli usprawiedliwienia, łaski i ich relacji do zasługiwania.
Mamy do czynienia bądź z dziurą, bądź ze zniekształceniem prawdy. Prawda o zbawieniu w Jezusie albo nie jest głoszona albo jest przekręcana.
Tym samym mamy do czynienia z powszechną herezją. Może nie w sensie dosłownym, bo błędne wierzenia przyjmowane są w „dobrej wierze”. Błądzący mają przekonanie o katolickości swoich poglądów. Więcej – gotowi są często oskarżyć o herezję głoszących prawdy katolickiej doktryny.
Herezja, czy też, powiedzmy łagodniej, błędy, polegają na redukcji chrześcijaństwa i wiary do sfery pewnych intelektualnych prawd, które należy poznać, przyjąć i w nie „wierzyć”. Mamy też pewien wzorzec – kanon postępowania, którego zachowanie sprawi, że w nagrodę pójdziemy do nieba.
Mamy zatem do czynienia z jakimś rodzajem pelagianizmu – człowiek do nieba idzie w zasadzie samodzielnie. Od Boga otrzymuje jedynie wskazówki i zachęty. Bóg jest drogowskazem (tam idź) i światłem (przyświecę ci, byś się nie potknął). Na końcu, w nagrodę za twoje dobre życie, otrzymujesz życie wieczne, które słusznie ci się należy.
To wszystko jest ewidetnie błędne. Ginie tu gdzieś zbawcza ofiara Chrystusa, łaska, która jest do zbawienia koniecznie potrzebna. Ginie gdzieś sam Chrystus i osobowe spotkanie z Nim. Nie z Jego nauką, nie z Jego przykładem, ale z Nim samym.
Powiem szczerze, że irytuje mnie końcówka dopowiedzenia różańcowego:
„O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, które najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia„.
Jest to dość niefortunne sformułowanie. Co niby ono ma znaczyć? Są tacy, którzy najbardziej potrzebują? Czyli są inni, którzy potrzebują mniej? A może jeszcze inni, którzy tylko troszeczkę albo może i wcale?
Dokładnie wszyscy najbardziej potrzebujemy Bożego Miłosierdzia. Gdy modląc się w ten sposób myślimy o kimś szczególniej – popełniamy błąd. Nawet w pierwszej ławce w kościele, zaraz po spowiedzi, z różańcem w ręce, potrzebujemy tyle samo Bożej łaski, co „trwale bezrobotni” spod budki z piwem, modercy, oszuści i rozpustnicy.
Tylko Bóg zbawia. Nie na podstawie naszych uczynków. I Bogu niech będą za to dzięki, bo gdyby weszła opcja uczynkowa, to nikt by nie został zbawiony. Nikt nie zapłaci ceny należnej za nasze zbawienie, tylko sam Jezus.
Owszem możemy się porównywać z innymi. Czasem na ich tle naprawdę ładnie wyglądamy. Rzecz jednak w tym, że mamy się porównać z Jezusem. Tu jednak każdy wypadnie blado.
Chyba, że Jezus uczyni nas nowym stworzeniem? A to co innego – wtedy będziemy do Niego podobni. Tylko, że to właśnie jest Jego łaska a nie nasze zasługi.
Przed prawie rokiem, z racji Roku Miłosierdzia przygotowałem małą książeczkę do rozdawania po kolędzie. Starym zwyczajem nie ukrywałem jej treści. Nabywający, głównie księża, mogli pobrać i przeczytać całą jej treść. Dodatkowo książeczka uzyskała nihil obstat i imprimatur kurii lubelskiej.
Mimo to jeden z księży, który nabył książeczki, wyraził swoje oburzenie jej treścią. Zapowiedział, że nie nie będzie jej rozdawał. Jeśli dobrze pamiętam była też mowa o paleniu. Nie mnie a książeczek.
Otrzymałem także list, który przyniósł listonosz. Niestety, choć podpisany (anonimów nie czytam) przez 11 osób bez adresu zwrotnego.
Następującej treści:
W trosce o czystość wiary naszych dzieci, jako rodzice – uprzejmie prosimy księdza o pilne wycofanie z obiegu broszurki ks. autorstwa „Uczynki miłosierne i zbawienie”. Naszym zdaniem treść jej to: nadużywanie miłosierdzia Bożego, zachęcanie do grzechu przeciw Duchowi Św., protestantyzacja naszej katolickiej wiary, lekceważenie Matki Bożej i modlitwy różańcowej, szokujące lekceważenie Mszy św., podważanie pods. przykazań i dogmatów – a żarty… czy nie powinny być poprzedzone rozumem? Jest dla nas arcybolesne, że musimy bronić nasze dzieci przed manipulacją ze strony księży.
PS. Nasze opinie skonsultowaliśmy z opiniami zaprzyjaźnionych kapłanów – są zbieżne. Zostajemy z modlitwą za księdza.
Za modlitwę dziękuję. Ma ona wielką wartość a ja najbardziej potrzebuję Bożego Miłosierdzia.
Wiele win na mnie ciąży, niemniej chyba żadna z powyższego katalogu.
Treści nie wycofuję – przeciwnie głosić je będę gdzie się da. Poniżej publikuję całość broszurki do osądu czytelników.
Zbigniew Paweł Maciejewski
Uczynki miłosierne i zbawienie
Jak możesz podobać się Bogu? I na jakiej drodze osiągasz zbawienie?
Wstęp
Rok Miłosierdzia został ogłoszony przez papieża Franciszka. Ma trwać od 8 grudnia do 20 listopada 2016.
W Dzienniczku Św. Siostry Faustyny zapisano takie słowa Pana Jezusa: „Powiedz, że miłosierdzie jest największym przymiotem Boga. Wszystkie dzieła rąk Moich są ukoronowane miłosierdziem. (301)
Miłosierny Bóg chce, byśmy i my stawali się miłosierni. W Dzienniczku czytamy: „Pragnę cię mieć w Swym ręku, jako podatne narzędzie dla spełnienia dzieł.” (1359)
Odkrywajmy w Roku Miłosierdzia miłosierdzie Boga i nasze wezwanie do czynienia miłosierdzia – bycia dobrym narzędziem w ręku Boga. Niech ta książeczka chociaż trochę w tym dopomoże.
Zbigniew Paweł Maciejewski
Papież Franciszek
na Rok Miłosierdzia
Papież w bulli „Misericordiae vultus” ustanawiającej Jubileusz Miłosierdzia napisał:
„Jest moim gorącym życzeniem, aby chrześcijanie przemyśleli podczas Jubileuszu uczynki miłosierdzia względem ciała i względem ducha. Będzie to sposobem na obudzenie naszego sumienia, często uśpionego w obliczu dramatu ubóstwa, a także umożliwi nam coraz głębsze wejście w serce Ewangelii, gdzie ubodzy są uprzywilejowani dla Bożego miłosierdzia. Przepowiadanie Jezusa przedstawia te uczynki miłosierdzia, abyśmy mogli poznać, czy żyjemy jak Jego uczniowie, czy też nie. (…)
Nie możemy uciec od słów Pana, gdyż to na ich podstawie będziemy osądzeni: czy daliśmy jeść temu, kto jest głodny, czy daliśmy pić temu, kto jest spragniony, czy przyjęliśmy przybysza i ubrali nagiego, czy mieliśmy czas, aby być z chorym i z więźniem (por. Mt 25, 31-45). Podobnie również zostaniemy zapytani, czy pomogliśmy wyjść z wątpliwości, które sprawiają, że człowiek zaczyna się bać, i które stają się źródłem samotności; czy byliśmy zdolni do przezwyciężenia ignorancji, w której żyją miliony osób, a przede wszystkim dzieci pozbawione koniecznej pomocy, aby wyjść z biedy; czy byliśmy blisko tego, kto jest samotny i uciśniony; czy przebaczyliśmy temu, kto nas obraził i odrzuciliśmy każdą formę urazów i nienawiści, które prowadzą do przemocy; czy byliśmy cierpliwi na wzór Boga, który jest tak bardzo cierpliwy wobec nas; i wreszcie czy powierzaliśmy Panu na modlitwie naszych braci i siostry. W każdym z tych „najmniejszych” jest obecny sam Chrystus. Jego ciało staje się znów widoczne jako umęczone, poranione, ubiczowane, niedożywione, w ucieczce…, abyśmy mogli je rozpoznać, dotknąć i pomóc z troską. Nie zapominajmy o słowach św. Jana od Krzyża: «Pod wieczór życia będą cię sądzić z miłości».
Uczynki miłosierne
Katechizmowa tradycja Kościoła układa katalogi uczynków miłosiernych. Rozróżnia uczynki miłosierne co do ciała i co do ducha.
Uczynki miłosierdzia co do ciała
- Głodnych nakarmić
- Spragnionych napoić
- Nagich przyodziać
- Podróżnych w dom przyjąć
- Więźniów pocieszać
- Chorych nawiedzać
- Umarłych pogrzebać
Uczynki miłosierdzia co do duszy
- Grzesznych upominać
- Nieumiejętnych pouczać
- Wątpiącym dobrze radzić
- Strapionych pocieszać
- Krzywdy cierpliwie znosić
- Urazy chętnie darować
- Modlić się za żywych i umarłych.
Czy można sobie kupić zbawienie?
Na tak postawione pytanie odpowiesz zapewne stanowczym „NIE!” Nie pasuje nam stanowczo kupiecka retoryka do opisania relacji Boga i człowieka.
Gdy jednak popytasz ludzi, co trzeba, by dostać się do nieba usłyszysz liczne odpowiedzi w stylu: trzeba być dobrym, pomagać innym, przebaczać, modlić się i chodzić do kościoła.
Gdy przyjrzymy się tym odpowiedziom, to wychodzi na to, że na podstawie naszych czynów – tych dobrych – Bóg wpuści nas do nieba. Znaczy to ni mniej, ni więcej, że jest to akt kupna – w zamian za jedno dostajemy drugie.
Taki kierunek odpowiadania na pytanie: „co trzeba, by dostać się do nieba” jest błędny. Zbawienia nie możemy sobie kupić ani dobrymi uczynkami, ani modlitwą, ani niczym.
Jezusowy raban
w świątyni
Jedna z najbardziej widowiskowych scen w Ewangelii to wyrzucenie kupców ze świątyni.
Poprzestajemy zwykle na interpretacji tego wydarzenia jako troski Jezusa o świątynię swojego Ojca i walkę z nadużyciami. I nie jest to błędne.
Bardzo ciekawa jest jednak interpretacja (o. Adam Szustak) idąca w zupełnie innym kierunku.
Handel odbywał się na szerokim dziedzińcu świątyni i był usługą za którą ludzie mogli być wdzięczni. Mogli łatwiej nabywać zwierzęta, które były im potrzebne do złożenia ofiary. Mogli wymienić pieniądze na takie, na których nie było ludzkich wizerunków zakazanych przez Prawo.
I nie w prowadzonym handlu między ludźmi był problem, ale w handlu, który odbywał się między ludźmi a Bogiem.
Jezus wystąpił przeciw mentalności wyznającej, że w zamian za złożone ofiary zyskuje się przychylność Boga. Zapewne im większe grzechy tym większa ofiara.
Używając sarkazmu można powiedzieć tak: „nagrzeszyłem, ale zarżnę Bogu barana, złożę dwa pieniążki i mam czyste ręce wobec Boga”.
Jezus wyrzucając kupców chciał powiedzieć – nie taką drogą osiąga się zbawienie.
Gdy dzisiaj myślimy, że jeśli odmówimy tysiąc razy „Zdrowaś Maryjo”, pomożemy komuś, pójdziemy na pielgrzymkę, surowo pościmy i tym samym załatwimy przychylność Boga, to w bardzo podobny sposób, jak w świątyni, uprawiamy handel z Bogiem.
Bóg jednak mówi: „Droga do zbawienia jest inna”.
Jezu ratuj!
Co jest nam potrzebne do zbawienia? Łaska Boża. W głównym prawdach wiary powtarzamy: „Łaska Boża jest do zbawienia koniecznie potrzebna”.
Co z tego wynika? Wynika z tego, że zbawienie jest za darmo. Łaska to dar darmo dany. Gdybyśmy mieli na zbawienie zasłużyć, wypracować je, to zbawienie byłoby zapłatą. Zapłata jest jednak tym, co się słusznie należy – nie jest łaską. Gdy robotnik pracuje to dostaje pieniądze nie jako łaskę pracodawcy, ale jako należność.
My wobec Boga nie mamy takiej pozycji. Nie możemy zapracować na zbawienie w taki sposób, by ono się nam należało. Zbawienie zawsze pozostaje łaską.
To co nam się należy to śmierć. Biblia naucza: „Wszyscy (…) zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej.” (Rz 3,23) Oraz: „Zapłatą za grzech jest śmierć”. (Rz 6,23a)
Obrazowo, dowcipnie, ale bardzo prawdziwie prawdę o zbawieniu wyraża historyjka przytoczona przez Marcina Jakimowicza:
„Przychodzi baba do nieba. Zatrzymuje ją św. Piotr.
– Przepraszam, a pani dokąd?
– Do nieba – pada wyraźna odpowiedź.
– Zaraz, zaraz, to nie takie proste. Wcześniej trzeba przejść mały teścik.
– No dobrze – już mniej pewnie odpowiada baba.
– By wejść do nieba trzeba uzbierać cztery tysiące punktów. Proszę opowiedzieć coś o swoim życiu.
– Często odmawiałam różaniec – po chwili zadumy odpowiada rzeczona.
– No dobrze, pół punktu …
– Ile?????????
– Pół punktu, dobrze pani słyszy!
– Słuchałam Radia Maryja i Katolickiego Radia PLUS.
– Pół punktu.
– Chodziłam (…) na msze …
– Jeden punkt.
Po godzinnej walce wycieńczona baba zgromadziła dwadzieścia pięć punktów.
– No cóż, przykro mi, nie zmieściła się pani w limicie – oznajmia św. Piotr.
– Jezu, ratuj!!! – woła zdesperowana kobieta.
– Brawo, cztery tysiące punktów. Tędy proszę …”
Choćby nasze życie było najświętsze i najcnotliwsze – nie uzbieramy „czterech tysięcy punktów”. Możemy je jedynie dostać – od Jezusa.
A dostajemy je prosto – widzimy naszą beznadziejność i niemoc, widzimy Boga, który wszystko może i mówimy do niego pokornie – ratuj mnie.
Nie mówimy: „dawaj, bo mi się należy”.
Mówimy: „daj, boś dobry a ja bez ciebie ginę”.
To co z tymi uczynkami?
Czy zatem mamy żyć byle jak, grzeszyć ile wlezie, bo przecież potem i tak wszystko dostaniemy za darmo od Boga?
Oczywiście, że nie!
Papież Franciszek w swojej bulli pisze tak: „Przepowiadanie Jezusa przedstawia te uczynki miłosierdzia, abyśmy mogli poznać, czy żyjemy jak Jego uczniowie, czy też nie.”
Nasze życie i postępowanie jest wynikiem naszego spotkania z Jezusem, owocem zbawienia, które otrzymaliśmy wcześniej za darmo, papierkiem lakmusowym naszej więzi z Bogiem – sprawdzianem.
Jeśli czasem mówimy o nagrodzie życia wiecznego to w logice zdania z prefacji o świętych: „w zgromadzeniu świętych jaśnieje Twoja chwała, bo dzięki Twojej łasce zdobyli zasługi, które nagradzasz”.
Systematyzuje to Katechizm Kościoła Katolickiego: „w porządku łaski inicjatywa należy do Boga, dlatego nikt nie może wysłużyć sobie pierwszej łaski, która znajduje się u początku nawrócenia, przebaczenia i usprawiedliwienia”. Dopiero „poruszeni przez Ducha Świętego i miłość możemy później wysłużyć sobie i innym łaski potrzebne zarówno dla naszego uświęcenia (…), jak i do otrzymania życia wiecznego” (KKK 2010).
A wszystko ilustruje pięknie przypowieść o nielitościwym dłużniku (Mt 18,23-35).
Do króla przyprowadzono sługę, który winien był niewyobrażalną ilość pieniędzy. Człowiek zarzekał się, że spłaci ten dług, prosił tylko o cierpliwość.
Co zrobił król? Wspaniałomyślnie darował mu wszystko i puścił go. Oto jak wielka jest dobroć Boga!
Co zrobił jednak ów człowiek. Spotkał kogoś, kto jemu winien był pieniądze. Była to suma realna do spłacenia.
Jednak nie było tu żadnego miłosierdzia – dłużnik poszedł do więzienia.
Sprawa doszła do króla. Nielitościwy sługa został oddany katom.
Streścić historię można w słowach: Nie miał nic, dostał wszystko i stracił wszystko.
Nasza osobista historia zaczyna się bardzo podobnie. My także nie mieliśmy nic. My także dostaliśmy wszystko.
Żyjmy tak, by tego nie utracić. Dostaliśmy łaskę, łaską się dzielmy.
Zatem: Dajmy jeść i pić spragnionym. Przyodziejmy nagich. Podróżnych przyjmijmy pod dach. Pocieszajmy więźniów i nawiedzajmy chorych. Pochowajmy zmarłych.
Grzeszących upominajmy, nieumiejętnych pouczajmy, wątpiącym dobrze radźmy, strapionych pocieszajmy, krzywdy cierpliwie znośmy, urazy darujmy i módlmy się za żywych i umarłych.





Zajrzałam tu i widzę, że wątek dość wiekowy. W miarę dokładnie przeczytałam wszystkie komentarze, chciałabym dodać też coś od siebie.
Skopiowałam z księdza broszury ten żart, raczej anegdotę – jest świetna! Przyda się czasem, by gdzieś komuś zacytować. To jest genialnie ujęte, samo sedno 🙂 Nie rozumiem, co się tym zbulwersowanym rodzicom nie podobało. Przecież to istota Pisma św. i nauczania Kościoła.
Sami to kiedyś zrozumieją, gdy znajdą się już po drugiej stronie życia. Może to i dobrze, że ta anegdota ich zniesmaczyła? Dobrze sprawę zapamiętają i może to pomoże kiedyś zawołać „Jezu, ratuj!”?
Do rzeczy: sprawiedliwość Boga w żaden sposób nie kłóci się z miłosierdziem.
Ponieważ Bóg nie może wyprzeć się (zarzucić) swojej sprawiedliwości, to Bóg-Jezus sam się „wypłacił” tej sprawiedliwości. To On poniósł SŁUSZNĄ karę za NASZE grzechy. To ja i Ty, i ksiądz Zbigniew, i nawet Ojciec św., i nawet św. Faustyna, i nawet… etc. – powinniśmy tam wisieć. To nie Żydzi ani Rzymianie zabili Jezusa, ale JA!!! Ich rękami, ich wyrokiem – ale Z MOJEGO POWODU!
Ja zabiłam Jezusa.
I o. Pio zabił Jezusa. I św. Teresa Go zabiła. I ks. Zbigniew Go zabił…
A jednak żyjemy, i mamy nadzieję na dalszy ciąg po drugiej stronie – bo Bóg jest miłosierny.
Nikt Mu nie kazał ponosić naszych win. Sam tego chciał, bo tak nas kocha.
Czy to nie jest absolutnie niepojęte?
Czy każdy z Was zdaje sobie sprawę, że jest wyjątkowy dla Boga? Jeden, jedyny, ukochany, ukochana, kogo nie można zastąpić żadnym innym człowiekiem na ziemi? To tak jak z tą zagubioną owcą – 99 innych spokojnie sobie skubało trawę, a Pasterz pobiegł szukać tej jednej zagubionej. Tej jednej brakowało Mu do szczęścia, bez niej nie mógłby żyć!
Bóg nas przeznaczył dla Siebie, by razem na wieki być szczęśliwymi. My i On.
Jest tylko jeden problem: w niebie może być tylko ten, kto jest ŚWIĘTY. I doskonały. Podobny do Boga. Przecież On stworzył nas na swoje podobieństwo. Mamy się stawać tacy, jak On.
To wszystko jest napisane w Piśmie św.
Nikt, kto nie jest święty, nie znajdzie miejsca w niebie. W niebie są tylko ci, którzy są pełni Jego chwały.
Jaki nasz wyczyn może zrobić ze mnie świętą? Żaden. To zrobił tylko Jezus, na Krzyżu. I za darmo mi dał ten niepojęty dar. Mogę z wdzięcznością i miłością przyjąć albo odrzucić. Ale muszę pamiętać, że to Jego dar, a nie moja należność.
Jak ktoś niżej w komentarzach wspomniał, Bóg z góry przygotował nas do pełnienia dobrych czynów. To żadna łaska z naszej strony, że będziemy dobrze czynić. To naturalne, tak ma być. Mamy stawać się coraz bardziej tacy, jak Bóg.
Im więcej tu na ziemi się uda, tym krótszy będzie czyściec. Bóg chce, aby wszyscy byli zbawieni (to św. Paweł – w 1 liście do Tymoteusza). Ale Jezus wspomniał o „grzechu przeciwko Duchowi Świętemu” – to grzech zatwardziałego serca , to postawa kogoś, kto nie zgadza się z tym, co mówi Bóg. Serce zatwardziałe odrzuca Boży osąd własnego życia. Jest uparte (jak u faryzeuszy, do których to wtedy powiedział Jezus). Takie serce nie woła „Jezu ratuj, bo ja nie mam nic na swoją obronę!”. To serce pyszne, które mówi „należy mi się zbawienie, bo zrobiłem to, i to, i tamto…”.
Nic się nie należy. Nasze dobre czyny są jak skrwawiona szmata (to też z Biblii, księga Izajasza).
Żaden mój czyn nie jest wystarczająco cennym, by zapłatą za niego miało być życie wieczne. To nie wystarczy.
Jeśli chodzę na msze św., to nie daję nic Bogu, tylko SAMA korzystam z Jego daru, to On mnie karmi, a nie ja Jego. Jeśli się modlę, czytam Pismo św., to to jest Jego dar dla mnie, że w ogóle mam możliwość robienia tego, i sama dostaję wtedy od Niego same dobre rzeczy! Jeśli komuś pomagam, to nie robię nic ponad to, co powinnam robić. Tak ma być!
Nasza świętość to oczekiwana norma, a nie zasługa. Zasługą to jest to, co zrobił dla mnie i dla Ciebie Jezus. To On ZASŁUŻYŁ na moje i Twoje zbawienie. I dał nam to, co wysłużył, za darmo, za nic. Nie w nagrodę za nasze jakieś wyimaginowane dobre uczynki. To żaden wyczyn – te dobre czyny…
Tak ma być, tacy mamy być.
To tak, jak np. z kupionym samochodem: czy samochód robi jakąś łaskę właścicielowi, że będzie jeździć? Skoro jest samochodem, to ma jeździć i już. Najlepiej bezawaryjnie. Czy normalny człowiek zachwyca się tym, że jego samochód jest niesamowity i wspaniały, bo w ogóle jeździ? Przecież mógłby nie jeździć, tylko np. buchać nieustannie parą i jeszcze kazać sobie za to dziękować…
Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonujemy to, co powinniśmy wykonać. (Łk 17, 10)
Ja nie zasługuję na nic. Ty też nie zasługujesz. Ale mimo to Bóg nas kocha. Do szaleństwa kocha!
To jest właśnie Jego miłosierdzie.
Ja mam bagno w sercu, Ty (czytający to) też masz bagno w sercu. Nie oburzaj się, że nie masz, bo masz. Choćbyśmy stawali na głowie, to niczym nie zasłużymy na niebo.
Bóg jako Sędzia sprawiedliwy zapłacił za moje i Twoje obrzydlistwa. Gdyby one nie były tak ogromne, jakie są, to Bóg nie musiałby umierać w męczarniach. Ale zrobił to, więc było to konieczne. Tego wymagała sprawiedliwość – kosmiczne przewinienie (bunt stworzenia przeciwko swemu Stwórcy i Panu!) wymaga kosmicznej kary.
A ponieważ Bóg jest cały Miłosierdziem i Miłością, to owoce swojej śmierci darmo daje każdemu, kto woła Jego ratunku.
To jest m.in. sens orędzia, jakie otrzymała św. Faustyna. Ten, kto zaufa Jemu, który tak ukochał, dostąpi łaski zbawienia.
Czyli: nie „Patrz, Panie, ile dobra uczyniłem”, ale „Jezu, ufam Tobie!”.
Bo moje „dobro” to nic nadzwyczajnego, tego nigdy nie wystarczy na zapłatę za zbawienie. Tylko Bóg może mnie uratować.
Warto jeszcze pamiętać o słowach biblijnych a propos dobrych uczynków: „Jesteśmy bowiem Jego dziełem, stworzeni w Chrystusie Jezusie do dobrych czynów, które Bóg z góry przygotował, abyśmy je pełnili” (Ef 2,10). To Bóg już wcześniej te dobre uczynki dla nas przygotował, nie żebyśmy byli jacyś genialni, mamy tylko je podejmować, ale nie szczycić się, że je sami dokonaliśmy i należy się nam zapłata.
Zdążyliśmy zapomnieć, że uczynki są owocami, a nie kwitami „na niebo”. Bo to duchowa rewolucja, żeby skupić się na relacji z Jezusem, a nie na byciu „dobrym człowiekiem”. Może dzieje się tak dlatego, że w dzieciństwie tak mało nas chwalono i nauczono, że na miłość trzeba zasłużyć? Może dlatego, że właśnie tak brzmią kazania do dzieci: „Dzieci bądżcie dobre, bo dobrym być trzeba, żeby dostać się do nieba”? Może dlatego, że prezbiter mówi na ogół z tego, czym sam żyje i na wzór swojej relacji z Panem? Jakoś tak jest, że nie każdemu dane jest dojść do zrozumienia tej różnicy: „Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano” i „Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją” (Mt 13, 11 i 13). Bo wszystko jest łaską…. Bóg zapłać Księdzu, że napisał Ksiądz tę broszurkę. Nie Pan da Księdzu tę łaskę, aby mógł Ksiądz zobaczyć jej dobre owoce.
Ta broszurka Księdza to syte pastwisko. Cieszę się, że dożyłam tego, aby móc ja przeczytać, bo do tej pory karmiona tym, co słychać z większości ambon, popadałam w duchową anoreksję.
Dziękuję. 🙂
Przeczytałam kolejny raz i nadal do mnie ten przekaz dociera. Samo sedno. Chwała Panu za Ks. Zbigniewa !!!!!!!
Kazania Księdza uważam za oryginalne, gdyż zawierają poruszające, odważne treści… To pokarm dla duszy… Po prostu świetna robota!!!:)
Tez tak uwazam ze to pokarm dla duszy a heretykow ostanio wPolsce nie brakuje iz zalem stwierdzam ze Prawdziwym Glosicielom Slowa Bozego zamyka sie usta i nazywa heretykami.Ba ,sa nawet tacy ktorzy odwazyli sie nazwac O. Sw, Franciszka heretykiem… Tego Proroka Pan Bog wybral na te zle czasy … Zycze Ksiedzu zdrowia ,odwagi nie ustawania w gloszeniu Slowa ktore krzepi glodne dusze….
Przeczytałem przed chwilą ten tekst, kazanie…Dzięki Miłosierdziu właśnie doszedłem do spowiedzi. Miałem z tym Olbrzymi Problem. Chciałem, bardzo chciałem, ale Lęk paraliżował nawet moją myśl o tym żeby to zrobić. Szukałem pomocy w różnych tekstach, które mogłem znaleźć w interncie i na YT bie. Lęk ciągle paraliżował mni przed decyzją. Trafiłem jak ja to mówię „przez przypadek” na konferencję siosty Ann Shields, i tam usłyszałem jak Miłosierny jest Bóg! Nagle doznałem dziwnego uczucia, jakby coś ciężkiego ze mnie odpadło. Było mi lżej i poczułem wewnętrzną zgodę na to, co się stanie. Najważniejsze, że byłem Gotowy przystąpić do spowiedzi. Oczywiście po spowiedzi poczułem Wolność. Wspaniałe uczucie. To był Wielki Piątek ubiegłego roku. Od tamtej pory nic się nie zmieniło, dalej popełniam błędy, w dalszym ciągu jestem grzesznikiem, choć chodzę na mszę świętą i przystępuję do spowiedzi i Eucharystii. Zmieniło się jednak moje myślenie o mojej winie i karze- ( wstyd, lęk, odrzucenie). Składam te wszystkie moje najcięższe sprawy na ręce Miłosiernego Jezusa prosząc Go o zdjęcie ze mnie tego jarzma. I nawet miałem Sukces! Nawet z tym poszedłem do mojego spowiednika. Niestety po niedługim czasie znowu się „zapomniałem”. Dzięki doświadczeniu Miłosierdzia Bożego wróciełm do żywych i choć czasami znów się zapominam, to jednak wiem Kogo mam Poprosić o Siłę i Odwagę by zrobić kolejny krok, i przyjść z Pokorą do mojego Jezusa. Dziękuję za ten tekst. Odważny i bardzo potrzebny.
Czytam właśnie dzienniczki św. Faustyny….ksiądz mówi dokładnie o tym, o czym Pan Jezus mówił do Faustyny….zbawienie to łaska.
Jezus już umarł za nasze grzechy ,a my mamy za nim podążać.Nie muszę czuć obecności Boga.Mam tu na myśli osobistą relację-mogę jej nie czuć.Mam przykazania wypełniać i to jest spełnianie woli Boga.Za to idę do nieba.Przykład historyjki głupi-nie docenia wartości modlitwy,Mszy św.,. Oczywiście niech Bogu będą dzięki ,że przypomniał nam o swoim Miłosierdziu w XX wieku.Połączenie Miłosierdzia i Sprawiedliwości Boskiej są proste jak budowa cepa wszystko wytłumaczone w dzienniczku s.Faustyny.Mówienie,że „Jezu ratuj” w ostatniej chwili życia nas uratuje może jednak nie zadziałać ,boś miał całe życie,żeby zbierać zasługi.W ogóle z księdza wypowiedzi to bardzo się obawiam,że moje zbawienie będzie zależeć od widzi-misie Pana Boga w chwili śmierci. Trochę niektóre uczynki miłosierdzia u nas są mało aktualne o karmieniu i piciu i podróżnych ,bo nie ma jakiejś dużej biedy w Polsce na chwilę obecną,brak jest natomiast warunków mieszkalnych.Największym nieszczęściem jest jednak upadek moralny(pijactwo,rozpusta,palenie papierosów, hazard)powoduje niszczenie człowieka i biedę.
Uważam,że anonimowi mają rację z tym protystantyzowaniem .W ogóle jaki handel z Bogiem?Dobrze,że ksiądz przyjmuje modlitwy,dobrze jakby i przyjął słowo napomnienia.Teraz świeccy nieraz mają większe pojęcie(wyczucie) o Prawdach Bożych niż księża.Ale jesteście nam niezmiernie potrzebni do udzielania sakramentów i sprawowania Najświętszej Ofiary nawet jeżeli czynicie to bez wiary.
Rozpacz i załamka na takie myślenie.
Kasiu, życzę Tobie głębokiego przeżywania Mszy świętej i modlitwy, prawdzjwego dialogu z Panem. Później raz jeszcze przeczytaj swoją korespondencję zachowując tylko to co najistotniejsze.
Będzie dobrze.
„Mówienie,że „Jezu ratuj” w ostatniej chwili życia nas uratuje może jednak nie zadziałać ,boś miał całe życie,żeby zbierać zasługi.”
Kasiu, nie zgadzam się, a „dobry łotr” na Golgocie?
Modląc się; prosząc Boga o zmiłowanie, windowałem swoje prośby maksymalnie w górę. Wtedy „usłyszałem”, że choćbym zrozumiał, odczuł maksymalne zmiłowanie nade mną to Miłosierdzie jest jeszcze większe – przerasta ludzkie pojmowanie.
Za mali jesteśmy by próbować pojąć czym jest Miłosierdzie.
Możemy jedynie się…. cieszyć, że zostało nam dane 🙂
Różaniec był ukochaną modlitwą J.P. II niczego nie zmienił nie korygował żadnego zdania – niech tak zostanie.Uwielbiam tę modlitwę , Koronkę do Miłosierdzia (bo ja potrzebuję od Jezusa wielkiego Miłosierdzia) ostatnio odmawiam modlitwy Św Brygidy objawienie Jezusa 15 modlitw tzw Obietnice Pewna moja uczennica której ojciec popełnił samobójstwo odmawiała te modlitwy cały rok i przyśnił się jej ojciec . Moja Św Pamięci Mama śni mi się często zwłaszcza gdy za nią się modlę i bardzo smutno się śni choć minęło pięć lat. Zamawiam msze i w chwili wolnej modlę się za nią . Pragnę dla niej nieba, moja kochana mama gdzie ona przebywa? Z Bogiem Małgorzata
Mam pytanie do Was wszystkich. Czy ktoś moze polecić książkę w stylu ” Chata” ale dotyczącą innego problemu. Chodzi o „zespół Otella” na który cierpi mój zięć. Wizyty u specjalistów dają znikomy efekt. Pomyślałam o jakiejś książce rozważającej problem tej natury, moze cos z życia, na faktach… Ksiądz Zbigniew ma takie przemyślenia, może Ksiądz mógłby coś podpowiedzieć….
Radosnego dnia życzę wszystkim 🙂
Czytam wszystko i myślę sobie jak ja mało wiem….
Jestem wdzięczna za wszelkie komentarze i słowo księdza.
Dziękuję księże za piękne kazanie czytam wszystkie – dużo zdrówka
Też uważam, że na zbawienie nie można sobie zasłużyć. Dostaliśmy je darmo wszyscy bez wyjątku. To Jezus przez swoją ofiarę na krzyżu zwyciężył śmierć i dał nam życie. Mamy wolną wolę i od nas zależy czy je przyjmiemy, czy nie. ” Konsekwencją ” przyjęcia tego daru będzie szczera wdzięczność i miłość do Boga za Jego wspaniały zbawczy plan dla ludzkości, dla każdego z nas, a co za tym idzie dążenie do dobrego, świętego życia. Jeżeli wówczas będziemy wykonywali wszelkie pobożne praktyki, to będą one wynikały z czystej miłości i wdzięczności za miłosierdzie Boga, a nie z chęci zasłużenia sobie na zbawienie, bądź inne łaski.
Jeśli chodzi o modlitwę fatimską po każdej części różańcowej, to poradziłam z nią sobie jakiś czas temu zmieniając” i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia” na: ” i dopomóż nam wszystkim”. Tak się modlę w domu od pewnego czasu, więc nie jest Ksiądz osamotniony w poglądzie na tę modlitwę. Natomiast co do zbawienia wyłącznie przez łaskę, to wygląda na to, że jest ona dana tylko niektórym (np. łotrowi na krzyżu). Bo jeśli by tak iść tym torem myślenia, to znaczyłoby, że piekła nie ma, no i że Bogu jest wszystko jedno jacy jesteśmy i co robimy. A cała Biblia temu przeczy. Lubię protestancki sposób patrzenia na Boga, dużo słuchałam Joyce Meyer, zmieniła mnie i moich znajomych ta cudowna kobieta, ale jestem i będę z kościołem, który uczył mnie od dziecka, że zbawienie leży we współpracy człowieka z Bożą łaską, a ostatnia chwila życia decyduje o wszystkim. Sądzę, że nikt z nas nie podejdzie do Króla w cuchnących łachmanach. Bóg powiedział, że jest naszym Ojcem i mamy być święci. To jest nakaz, nie prośba.
No właśnie te tłumaczenia są zgubne myślę o dodatku do różańca wiele lat temu już się nad tym zastanawiałam, czy to tłumaczenie jest dobre bo odmawiać, a klepać coś zasadnicza różniczka.Ta formułka mi nie pasuje coś w niej jest nie tak, a to takie proste po prostu przetłumaczyć z sensem.
Wszystkie kazania Księdza rozwijają moje postrzeganie wiary i dają do myślenia więc dziękuję.
Nie do końca się zgadzam z tezą księdza o powszechnej herezji w Kościele. Myślę , że problem leży gdzie indziej- w założeniu- że ludzie w kościele odebrali już łaskę od Boga, że już przeszli ten I- wszy etap ,- wiedzą o darmowym zbawieniu – wszak uczestniczą we Mszy Świętej , w czasie której jest o tym wielokrotnie mowa, uczęszczali od dziecka na katechezę, przyjęli sakramenty, etc , i teraz- jak Święty Paweł do swoich adresatów, -tak księża do wiernych gadają jak z
II- go etapu- jak ma wyglądać nasze życie , by było godne Dziecka Bożego. I wychodzi z tego moralizatorstwo, bo błąd jest w założeniu. Bo wielu nie spotkało Jezusa. Zna Go ze słyszenia. A bez spotkania z Jezusem Zmartwychwstałym , bez przyjęcia Go bardzo osobiście do życia, bez doświadczenia Jego miłosierdzia nie będzie świadectwa życia, nie będzie radosnego chrześcijaństwa, nie będzie ” nowego stworzenia, „. Życie staje się udręką i osądami. Z ambony słyszymy często- niestety-, suche wywody teologiczne okraszone jakąś historyjką lub moralizowane gadki w stylu: ” powinniśmy to, powinniśmy tamto” ,a nie Kerygmat, Radosną Nowinę o darmowej Bożej miłości, o niezasłużonym darze. Ale to też nie jest cała prawda. Bo w wielu kościołach jest już inaczej. Są ewangelizacyjne spotkania, koncerty, – Kościół dostrzega ten niedosyt – bo nie nazwałabym tego luką w nauczaniu -i tym trzeba się cieszyć. Wiele osób zaczyna się budzić, chcą czegoś więcej, chcą żywego Boga. Ludzie angażują się we wspólnotach, doświadczają mocy Bożej, przemiany życia. Duch Święty wciąż troszczy się o swą Oblubienicę i ją odnawia. Tchnie życie w martwą Literę, a ona staje się tętniąca życiem. I za to Chwała Bogu!!!A co do uczynków miłosierdzia- przypomina mi się Ewangelia i słowa Jezusa na sądzie ostatecznym: Byłem głodny, a daliście mi jeść, byłem spragniony, a daliście mi pić. ..Wynika z nich, że my też mamy coś do zrobienia- łaskę odebrać i z nią współpracować.
„poruszeni przez Ducha Świętego i miłość możemy później wysłużyć sobie i innym łaski potrzebne zarówno dla naszego uświęcenia (…), jak i do otrzymania życia wiecznego” (KKK 2010).
A trzecia rzecz dotyczy pewności , że należy mi się niebo. Wydaje mi się , że tu wkradł się protestantyzm w osądzaniu katolików. To protestanci myślą, że my tak myślimy. Pochodzę z terenu, gdzie jest wielu braci odłączonych. Czytałam ich książki. Ten zarzut tam się powtarza.Że Katolikom się wydaje, że zbawienie im się należy , bo chodzimy do kościoła, bo uczynkami zasługujemy na niebo. W kościele protestanckim lupa jest przyłożona do słów” Łaską jesteście zbawieni”. U nas eksponuje się słowa” Wiara bez uczynków jest martwa”. A ja mam doświadczenie zgoła inne.Z rozmów ze znajomymi i z własnego podwórka powiem, że katolicy boją się, że im się nic nie należy, bo nie są moralnie doskonali. Boją się , że nie pójdą do nieba, bo mają świadomość, że wiele razy nie dali jeść, nie dali pić, itd. Czujemy się osądzani – także z ambony-i sami osądzamy innych. To, z czym przychodzi Jezus, to jest to, że zabiera strach- także przed potępieniem. Daje przebaczenie. Daje nowe spojrzenie. Nowe myśli. Daje nadzieję.Że całą moją niedoskonałość pochłonie Boże Miłosierdzie, ucieleśnione w Chrystusie . Stąd potrzebny obraz miłosierdzia i okrzyk: Jezu , ufam Tobie! W kościele katolickim! Nie dlatego, że jesteśmy pewni. Ale tracimy nadzieję na zbawienie, bo nasze grzechy nas przygniatają. A szatan nas oskarża. I serce nas oskarża. Jedyny ratunek- On, Chrystus. Zbawiciel. Mój Zbawiciel.Szczęść Boże:)
„Chcesz uderzyć psa, nożyce się odezwą”, jak powiedział wójt w Ranczu. Wsadził Ksiądz kij w mrowisko, bardzo logicznie spójnym i przemyślanym tekstem. Rozwalił Ksiądz „marketingowe prezentacje” tych, którzy chcą Pana Boga zachwycić swoją znajomością każdego Objawienia i każdego nowego tekstu, który można do modlitwy dołożyć oraz swoją surową oceną pasterzy.
Mnie generalnie nie tylko zadziwiają ci, którzy za cel swojego życia stawiają sobie nawracanie Księży i jak widać także Papieży, ale również ci, którzy mówiąc „i odpuść nam nasze grzechy, jako i my odpuszczamy”, swoje odpuszczenie poprzedzają rozpaleniem wielkiego ognia, w którym coś, a może symbolicznie ktoś, ma zostać spalony. No cóż, Bóg ma to do siebie, że w przeciwieństwie do nas, bierze nas i nasze deklaracje na poważnie. A więc prośby o odpuszczenie win tych ludzi mogą się spełnić „jako” i oni swoje odpuszczenie wykonują. Nie wiem, nie znam się, ale ja na ich miejscu przemyślałabym to co robią i nie ryzykowałabym.
A książeczka fajna i mądra.
Ja może oprę się na przykładzie, trochę mało przyjemnym, ale to ma pokazać na czym nam tak naprawdę zależy. Otóż jak wiemy niektórzy księża dopuścili się molestowania wobec dzieci a więc takiego księdza od razu określa się mianem pedofila. Jeśli rzeczywiście się dopuścił takiego czynu to rodzice życzą takiemu księdzu wszystkiego co najgorsze: śmierci, piekła a może nawet sami by go zabili, bo przecież zasłużył na największą karę. Owszem, zasłużył na karę, ale czy nie można powiedzieć do takiego księdza: życzę księdzu nawrócenia i Bożego Miłosierdzia, bo upadł ksiądz nisko, niech ksiądz teraz do Jezusa:”Jezu ratuj”.
Wielu ludzi nie rozumie, że upadki mogą się zdarzyć każdemu z nas, ale każdy chrześcijanin powinien pomyśleć, że ów człowiek, który upadł potrzebuje Miłosierdzia i zamiast go potępiać to może powinien się za takiego człowieka pomodlić, aby on został zbawiony.
Mówi się o herezji, ale najczęściej herezje głoszą ci, którzy najgłośniej krzyczą o winach innych a sami zapominają o tym, że są takimi samymi grzesznikami, bo przed Bogiem wszyscy jesteśmy równi, jesteśmy grzesznikami i każdy z nas potrzebuje Miłosierdzia.
Czy taka pedofilia jest większym grzechem niż mordowanie chrześcijan? A mimo to św.Paweł poszedł do nieba. Czy dlatego, że był mniejszym grzesznikiem od człowieka pedofila? Nie. Jeden i drugi to grzesznicy. Bramę nieba przed Pawłem otworzyło mu przebaczenie, Miłosierdzie jakie otrzymał. Dlatego potrzeba zobaczyć siebie jako grzesznika, który potrzebuje miłosierdzia, przebaczenia i to wołanie „Jezu ratuj” lub „Jezu, synu Dawida ulituj sie nade mną grzesznikiem” może otworzyć przed nami bramy nieba.
Nie uważam, że ksiądz głosi jakiekolwiek herezje, ksiądz otwiera oczy na prawdę, która jest często bolesna i trudna do przyjęcia, ale tylko taka prawda może nas wyleczyć, może nam otworzyć oczy na to kim jesteśmy naprawdę i czego potrzebujemy. Podzielam zdanie, aby ksiądz nie rezygnował z głoszenia tego co głosi.
Dziękuję Księdzu za to kazanie. Konkretna mocna treść. Do mnie przemawia. I w czym tu szukać powodu do ” palenia” ? A jesli idzie o książkę „Chata”. Jestem matką po stracie syna, w pewnym momencie żałoby to przede wszystkim BIBLIA i wlasnie ww książka trzymala mnie prze życiu. Przeczytana z 50 razy i po 6 latach jeszcze czytam i książkę i oczywiscie Biblię i dzieki Bogu zostalam przy Bogu bo choc wielu rzeczy nie rozumiem to tylko w Bogu moja jest nadzieja. Z Bogiem
Do tej modlitwy ……………i dopomóż szczególnie tym którzy najbardziej potrzebują Twojego Miłosierdzia”
Myślę że jedynie Bóg wie kto najbardziej potrzebuje, może ludziom którzy mówią że nie mają grzechu albo tym którzy „udają” wiarę w Kościele a tylko wyjdą i już nie są wierzącymi.
Albo też ludzie za których się modlimy (nie znając imiennie człowieka) a tylko Bóg wie i ich uzdrawia
Gwoli ścisłości – w pierwszej części poszukiwań (na tym forum) była też wersja portugalska z „miłosierdziem”, ale była i z „ratunkiem”, jak wrzuciłam do przeglądarki w drugim etapie poszukiwań tę drugą wersję, to pojawiły się liczne wyniki. W każdym razie istnieje wersja, w której końcówka znaczy „którzy najbardziej potrzebują ratunku”. I wydaje się, że jest to wersja poprawniejsza. Ale chyba trzeba jeszcze sprawdzić, jak ta modlitwa jest w oryginale…
pozdrawiam
Tak……, słyszę w Księdza wypowiedziach to, czego często brakuje w kazaniach, a nie wiem do końca jak to jest na lekcjach religii (ja sam pracuję w liceum i ostatnio mocno „dostałem” od młodzieży i ich rodziców, że wymagam od nich, zamiast tylko sobie rozmawiać – próbuję zachęcać do myślenia, czytania, a okazuje się, że oczekiwania od katechety pracującego w dobrym liceum są inne, bardziej pobożnościowe i „duchowe”, broń Boże nie intelektualne) , co młodzi ludzie wynoszą z przedszkoli, podstawówek i – jeszcze póki co istniejących – gimnazjów.
Cieszę się, że podjął Ksiądz próbę jakiegoś zmagania się (także ze swoimi współbraćmi w kapłaństwie) o odkrywanie naprawdę prawdziwie głęboko biblijnego rozumienia prawd o usprawiedliwieniu, o Bożej łasce i ludzkim z nią współdziałaniu w dziele zbawienia. Myślę, że wobec utartych schematów, propagowanych w naszych parafiach (na szczęście nie zawsze i wszędzie), dotyczących zasługiwania na zbawienie, trudno będzie wyprostowywać współczesne wersje pelagianizmów i semipelagianizmów. Ale życzę Księdzu siły i wytrwałości; ja w mojej pracy katechetycznej nadal będę – może narażając się na nietrafiony zarzut protestantyzowania – głosił Pawłową naukę o darmowej łasce dającej zbawienie i konieczności wolnej odpowiedzi każdego człowieka (na Miłość=Boże miłosierdzie ludzkimi czynami miłości=miłosierdzia) , pozwalającej doświadczać usprawiedliwienia i odkupienia. Pozdrawiam i dziękuję za podjęcie tego tematu i powodowanie poruszenia naszych serc i umysłów
Dopóki nie uwierzymy w darmowość zbawienia nie będziemy mogli czynić dobra bezinteresownie.
Sprawiedliwość i miłosierdzie rzeczywiście tak jakby się wykluczają. Ale Boże Miłosierdzie i Boża Sprawiedliwość to coś zupełnie innego niż ludzka, więc mogą się zgadzać w sposób dla nas niepojęty. Nie rozgryziemy tego więc nie ma co kombinować: jest sprawiedliwość, jest miłosierdzie. Nie można kalkulować, że mnie bardziej pasuje jedno czy drugie.
Bardzo się cieszę że ksiądz zwrócił uwagę na problem. Taka nauka kwitnie zwłaszcza na mszach dziecięcych, pewnie na katechezie też (za moich czasów rysowało się jakieś czarne i czerwone znaczki i liczyło, jak czerwonych było więcej – bingo, idę do nieba). A do tego jeszcze konfesjonał jako pralnia z odplamianiem.
Gdy zostaniemy obdarowni „Bożym Milosierdziem” trudno jest dyskutować… najważniejsze aby swoje życie nieustannie powierzac Bogu, aby ON nas prowadzil….
(..) „poruszeni przez Ducha Świętego i miłość możemy później WYSŁUŻYĆ sobie i innym łaski potrzebne zarówno dla naszego uświęcenia (…), jak i do otrzymania życia wiecznego” (KKK 2010).
Inicjatywa wychodzi od Boga – to rozumiem i jest to jasne i oczywiste, ale potem – kolejny krok, nasza odpowiedź, która należy do nas. W jej ramach możemy wysłużyć (jak czytamy w KKK) łaski. Jeżeli dobrze rozumiem treść broszurki przygotowanej przez Ojca, to nie możemy. No to możemy wysłużyć, czy nie?
Moje pytanie nie jest podyktowane żadną złośliwością, ani złymi intencjami – po prostu poszukuję, nieudolnie dążę i szczerze – im więcej się dowiaduję, tym mniej wiem i rozumiem. W głowie mam mętlik i sprzeczne myśli.
Ale może tak ma być – nie rozumieć, ale zaufać i po prostu – pokochać… I tu znowu problem: podskurnie czuję, że chodzi o sprawy wielkie, nieopisanie piękne, potężne, przerastające nasze ludzkie wyobrażenia i pojęcie – tylko weź tu człowieku wzbudź w sobie miłość postaci do obrazka lub obrazu w ramach, albo wręcz do Boga, którego nikt nie widział i nie przedstawił na obrazie. To takie trudne bez osobistego doświadczenia Boga osobowego i żywego jak ja lub Ty, a przecież nie każdy z nas miał okazję takiego doświadczenia (jak np. św. Paweł, św. Augustyn, czy nasza kochana św. Siostra Faustyna).
Masz rację pisząc o wielkości, która nas przerasta.
A użyty cytat z KKK jest w mojej książeczce,
w następującym kontekście:
Droga z głowy do serca to ok. 30 cm. Najdłuższe 30 cm do przejścia w życiu każdego. Miałem tak samo. Próbowałem zrozumieć i szukałem właściwej drogi. Zrozumiałem, że trzeba zaufać i bezdyskusyjnie pokochać. Szczerze, na granicy szaleństwa. Czasem wręcz nieco bezczelnie, odważnie, jak małe dziecko.
Jak zwykle trafne kazanie.
„…i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego Miłosierdzia”
którzy najbardziej potrzebują – my wszyscy,
może należy to też rozumieć „ci, którzy nie są jeszcze otwarci na przyjęcie Miłosierdzia Bożego”,
ci, którzy odrzucają, którym najbardziej zagraża (zagraża wszystkim, ale niektórzy są tak przyzwyczajeni do zła, że jadą koleiną) utrata zbawienia, ci, co grzeszą przeciw Duchowi Świętemu (grzechy przeciw wierze, nadziei i miłości – sprzeciwianie się nauce katolickiej, rozpacz bądź grzeszenie licząc na Miłosierdzie Boże właśnie, zazdrość bliźniemu łaski Bożej, trwanie w niepokucie, odkładanie nawrócenia i spowiedzi, obojętność na zbawienne napomnienia). Bóg nie może im odpuścić, bo oni nie przyjmują odpuszczenia; ta modlitwa może być właśnie za nich, aby się opamiętali.
Jeszcze ważna uwaga: ta modlitwa była po portugalsku, trzeba sprawdzić tłumaczenie, bo pewne nieszczęśliwe sformułowania mogą być wynikiem po prostu różnic zakresów znaczeń pojęć w różnych językach; ja sama zetknęłam się z odmawianiem tej modlitwy w innym tłumaczeniu po polsku…
no dobra, sama sprawdziłam:
np tu http://krzyz.nazwa.pl/forum/index.php?topic=1857.0
tu jest zamieszczona dyskusja i różne wersje, w wersji portugalskiej
wygląda na to, że w jednej z tych wersji w ogóle nie ma mowy o Miłosierdziu Bożym – nie znam portugalskiego, ale nie widzę tam takiego/czy podobnego słowa jak „Misericordia”
wrzuciłam wersję portugalską do przeglądarki
„wyszły” np takie wersje
Ó, Meu Jesus, perdoai-nos, livrai-nos do fogo do inferno, levai as almas todas para o céu e socorrei principalmente as que mais precisarem. Amém
lub
Ó meu bom Jesus ! Perdoai-nos e livrai-nos do fogo do inferno. Levai as almas para o céu e socorrei , principalmente , as que mais precisarem. Amém.
(wrzuciłam do tłumacza w internecie) – na końcu jest „najbardziej potrzebują ratunku” albo „sukurs zwłaszcza tych najbardziej potrzebujących” – i to by miało sens…
Upominanie grzesznych jest uczynkiem Miłosierdzia. Pomyślałem teraz, źe mówienie o Bogu Sprawiedliwym nie kłóci się z nauka o Bożym Miłosierdziu.
Mam wrażenie, że podsyca Ksiądz (świadomie?) te polaryzację, której dokonują w Kościele wszyscy ci, którzy ostatnimi laty głoszą coraz dobitniej, głośniej, uparcie Miłosierdzie Boże, ale wg.mnie w mocno nadużytej formie.
Ta polaryzacja to stanowisko: jeśli ktoś mówi o Bożej Sprawiedliwości, jest faryzeuszem (bo przecież sam grzeszy i potrzebne mu Miłosierdzie Boże) i przeczy tym samym całej idei łaski, zbawienia za darmo, zbawczej śmierci Jezusa, itd
A jeśli ktoś mówi o nieskończonym Bożym Miłosierdziu-to on dobrze, właściwie rozumie ideę zbawienia.
Czy to nie idzie w parze? Czy to się wyklucza? Wg.mnie nie.
Jest niesprawiedliwe i nieuczciwe, jeśli nie pozwala się mówić o Sprawiedliwości Bożej w myśl tego, że Miłosierny Bóg zbawia za darmo a więc i tak wszystko przebaczy.
Czy jedno wyklucza drugie? Czy należy przeciwstawiać Sprawiedliwość Miłosierdziu?
Zadałam Księdzu jakiś czas temu pytanie, drogą mailową. Powtarzam je tu, może teraz dostanę odpowiedź?
W myśl tej idei mocno korespondują tezy o rozluźnieniu dyscypliny sakramentów.
W związku z tym:
Czy Papież Franciszek, pochwalający biskupów argentyńskich, którzy udzielają komunii rozwodnikom w kolejnych związkach, a ci nie żyją w seksualnej wstrzemięźliwości- głosi właśnie tę ideę Miłosierdzia, które jest ponad Bożą Sprawiedliwością? Czy to rozmydlanie, zmiękczanie nauki Kościoła nie prowadzi do tego?
Nie do wszystkiego się odniosę.
Nie odniosę się do „Amoris laetitia”, bom adhortację jedynie kupił. Leży pod ręką, ale okazuje się, że i to za daleko. Tym bardziej nie odniosę się do argentyńskich biskupów. Wydaje mi się jedynie , że napisanie: „udzielają komunii rozwodnikom w kolejnych związkach, a ci nie żyją w seksualnej wstrzemięźliwości” nie jest właściwym streszczeniem ich poglądów.
Moim głównym zadaniem i celem nie jest głoszenie Miłosierdzia ani Sprawiedliwości.
Celem jest pokazanie ludziom (i przypominanie samemu sobie) w jaki sposób dostępuję się zbawienia, na jakiej drodze.
Po trodze trzeba rozprawić się z poglądem, że zbawienie w jakikolwiek sposób nam się należy. Nie należy.
Rozprawiam się także (przynajmniej próbuję) z poglądem, że zbawienie jest banalnie proste – takie „wspomnij na mnie… i windą do nieba”.
Zbawienie nie jest banalnie proste, bo na drodze stoimy my sami, z naszą wolnością.
Proszę rzucić okiem na kazania – wcale sporo w nich o piekle i potępieniu.
Wstyd,że ksiądz nie przeczytał adhortacji,a przeczytał „Chatę”.
Tak! I obejrzałem kilka kabaretów na żywo i sporo beznadziejnych filmów. A przed chwilą dłubałem w nosie. Zamiast wziąć się za adhortację.
Uprzejmie proszę o nie komentowanie niczego na blogu, bo nie życzę sobie tego.
Wreszcie doczekałam takiego kazania,nauki.Długo na to czekałam.Odwagi jak mówi ks.Nikos. Dziękuję.
Świetnie! Mądry i odważny ksiądz, a nie melepeta powtarzający bezrefleksyjnie „kanony”. Niczym nie możemy zasłużyć, niczym przekupić. Bóg jest wszystkim, nic mu więcej nie trzeba. Nam z kolei trzeba Jego łaski i miłosierdzia. Trudno jest zbudować osobową relację z Jezusem, ale jest to możliwe.
Nie chcę nikogo oceniać, bo „waszą miarą wam odmierzą”. W wakacje przeczytałem dla niektórych głupiutką książkę „Chata”. Wcześniej naczytałem się mnóstwa innych „dzieł” i nasłuchałem się wszelkich mądrości od ludzi z tzw. wspólnoty (oceniaczy i doradzaczy psychiatrów itp., specjalistów od zranień i grzechów pokoleniowych). Nic tak, jak „Chata” w tak krótkim czasie nie wyprostowało moich pogmatwanych relacji z Bogiem. Pierwszy raz w życiu poczułem, że On jest i ja dla Niego też istnieję (a powoli jadę do 5 z przodu). Podobnie tekst drogi krzyżowej z ŚDM autorstwa biskupa Rysia. Genialny rachunek sumienia. Nie co zrobiłeś, a raczej co mogłeś, a jednak nie zrobiłeś. Tekst księdza Zbigniewa jest dla mnie wskazówką, że nie mylę się po raz enty w życiu. Nie jest to wszystko łatwe, ale trzeba próbować każdego dnia i wołać z wiarą, że pomoże: Jezu ratuj!
W Chacie pojawia się wątek, że Bóg bohatera kocha najmocniej. Okazało się jednak, ze innych też kocha najmocniej.
Oby i takie było rozumienie „najbardziej potrzebują miłosierdza”.
„Chata” zdjęła ze mnie presję (że muszę, że coś się należy lub nie, że trzeba tak czy tak itp.). Wcześniej miałem obraz Boga surowego, który jest sędzią sprawiedliwym. Za złe karze a za dobre wynagradza (tak mnie uczono na katechezie). Poza tym sam byłem sędzią – osądzałem Jego, siebie i świat wokół. Myślałem, że na łaskę trzeba zasłużyć. Prawdopodobnie wynikało to z trudnych relacji z tatą (I mama zmarła, kiedy byłem mały, z drugą ciężko mi było się dogadać). No i właśnie… Trzeba było sobie zasłużyć, co i tak niewiele zmieniało. Cała rodzina miała mnie tylko za jajogłowego i tyle. Mało sympatyczne. Po lekturze „Chaty” i np. dzisiejszego tekstu jest mi niezwykle lżej, czuję spokój i wiem, że On pójdzie właśnie za tą jedną zgubioną owcą, że jest Miłością, której nie można porównać do żadnego uczucia na tym świecie. Rozumiem wreszcie wiele trudnych tekstów z Pisma Św. Wcześniej mylnie je interpretowałem. Mocno zaangażowałem się jakiś czas temu w życie kościoła (lokalnego) jako wspólnoty i widzę, że coraz więcej osób (w tym księży) ma podobne poglądy, jak te dziś przez Księdza prezentowane. To jest wielka łaska, dar.
Ten żart Marcina Jakimowicza o punktach słyszałem wcześniej na kazaniu u ks. Piotra Wieczorka. Zapadł mi w pamięć. To taki niby żart, ale…
…ale niesie mądrość .
A prawdziwa mądrość jest prosta!
🙂
O mój Jezu to modlitwę zalecala odmawiać Matka Boza z Fatimy.
To poproszę źródło.
Niemniej proszę zbadać logicznie tę końcówkę. Wynika z niej to co wynika. Sformułowanie wielce nieszczęśliwe.
Ks.Zbyszku mocny tekst dający głęboko do myślenia .Nie da się z Księdzem nie zgodzić.Czytam każdy księdza tekst,który otrzymuje na maila.
wiele ludzi chodzi do kosciola bo tak wypada niedziela,nawet nie zastanawia sie co to jest msza Swieta co tam sie dzieje jak to wszystko rozumiec ,mysle ze kazdy z nas potrzebuje czas ja doskonale Ks.Z P Maciejewskiego rozumie i ze wszystkim zgadzam sie z jego mysleniem ,zycze
wszystkim wiele laski Bozej i zrozumienia drugiego czlowieka pozdrawiam Ksiedza i cala jego w spolnote z Panem Bogiem
Zdzislaw
Podobnie „nieszczęśliwe” może być zdanie „Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz” Mt 10.37
Wszyscy potrzebujemy Bożego Miłosierdzia – to jasne, ale tak jak Pan Jezus mówił do św siostry Faustyny – niektórzy mają pierwszeństwo – np. najbardziej zatwardziali grzesznicy. Może o takich chodzi w tym stwierdzeniu? Generalnie, nie odbieram tej modlitwy, jakbym ja modlił się w niej za innych, sam uważając się za lepszego – w końcu to Bóg wie, kto ile czego potrzebuje, więc jeśli to ja potrzebuję szczególnie miłosierdzia, to modlę się za siebie :-).
Tak to już jest, że każde (?) zdanie przy odrobinie złej/dobrej woli można tłumaczyć na dwie strony.
Przypowieść o marnotrawnym synu to tak naprawdę przypowieść o dwóch marnotrawnych synach. Jeden zagubił się daleko (jak owca) a drugi zagubił się blisko (jak drachma).
Ten pierwszy wrócił. Czy ojciec dał radę przekonać starszego? Ewangelia nie odpowiada na to, ale zostawiając rzecz w zawieszeniu pokazuje jakie to może być trudne.
Czy nie macie poczucia, że miliony przyzwoitych w gruncie rzeczy ludzi, z naprawdę niewielkimi grzechami, ktorych widać nawet wcale często w kościele, idzie na zatracenie, gdyż mają poczucie, że w zasadzie wszystko jest w porządku i tak naprawdę żadne zbawienie nie jest im potrzebne?
Na coś takiego już nie raz się dałem złapać – I to może wyglądać jak interpretacja modlitwy z Fatimy – ja jestem sprawiedliwy, inni bardziej potrzebują.
W tym właśnie jest problem żeby zobaczyć Boga jako ojca, a siebie jako Jego ukochanie dziecko, a nie najemnika (jak to widział siebie starszy syn) – nie czuł się współwłaścicielem, tylko chciał sobie zapracować na „koźlę, żeby się zabawić” – I to by mu wystarczyło. Mamy wszystko a chcemy drobiazgi …
Jak Wielki jest nasz Bóg ! Jedyny w Trójcy BÓG! dodaj komentarz
Zgadzam się całkowicie, zawsze tak właśnie rozumiałam to zdanie.
Jest jasne, czytelne, nie miałam nigdy wątpliwości z jego zrozumieniem.
Chwała Panu!
Jestem zaszokowany irytacją Księdza dotyczącą dopowiedzenia różańcowego: „O mój Jezu, przebacz …….”. Modlitwa ta została podana przez Matki Bożą w Fatimie w czasie objawienia z 13.07.1917, z zaleceniem włączenia jej do różańca.
Słowa wypowiedziane przez Matkę Bożą w czasie tego objawienia to:
„ …….. Kiedy odmawiacie różaniec mówcie po każdej tajemnicy: O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba, a szczególnie te, które najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia”.
Źródło: IV Wspomnienie siostry Łucji. Polecam również przeczytać książkę siostry Łucji Apele Orędzia Fatimskiego, zwłaszcza część IV Różaniec, rozdział 1 Modlitwa wspaniała i potężna.
Poza tym, skoro ksiądz wyraża taką opinie na wyżej wymieniony temat, to również opinie Księdza na inne tematy mogą budzić wielkie wątpliwości !!!.
Przypomnę, że objawienia fatimskie są objawieniami prywatnymi. Aż tyle i tylko tyle.
Proszę zwrócić uwagę na dyskusję w wątku, w kwestii prawidłowego przetłumaczenia tekstu.
Ja zwracam uwagę na dwuznaczność tekstu, która faktycznie istnieje.
Swoje wątpliwości proszę rozstrzygać światłem rozumu i nauką Kościoła.
Będą one albo potwierdzone albo się rozwieją.
Sądzę, że wątpliwości wobec mnie się rozwieją.
To jest to co mnie intuicyjnie też drażniło w tej modlitwie, bo jakkolwiek nawet jeśli patrzeć ogólnie, na tych co są dobrzy i tych, którzy postępują źle – to nie sądzę by Ci pierwsi potrzebowali mniej miłosierdzia zwłaszcza, że łatwo im ocierać się o pychę – lepszego myślenia o sobie – więc to tylko pozory, że ktoś potrzebuje więcej , a ktoś mniej miłosierdzia. Myślę, że pycha wymaga jeszcze więcej miłosierdzia.
Nasza Najświętsza Matka poleciła dzieciom fatimskim mówienie po każdej dziesiątce różańca „O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia”, dlatego pokornie ją odmawiamy, bo przez sam ten fakt (słowa Maryi) jest ona bardzo potrzebna…
Dziękuję Księdzu za ewangeliczny radykalizm.
Dodałabym tylko, że nasza współpraca z Łaską ma być na poziomie „wypruwania sobie żył”.
Kibicuję duchowo Księdza poczynaniom,
Jolentka